Zima bez Norwegów w Pucharze Kontynentalnym? Kolejne problemy „Wikingów”
Jaka będzie przyszłość norweskich skoków narciarskich (fot. Julia Piątkowska)

Zima bez Norwegów w Pucharze Kontynentalnym? Kolejne problemy „Wikingów”

Problemów finansowych w norweskich skokach narciarskich ciąg dalszy. Po zlikwidowaniu męskiej kadry B okazuje się, że w wielu konkursach Pucharu Kontynentalnego może zabraknąć przedstawicieli Kraju Fiordów. Czy oznacza to ziszczenie się fatalnego „fińskiego scenariusza” i systematyczne pogłębianie się kryzysu?

 

Kryzys gospodarczy wywołany w dużej mierze przez pandemię koronawirusa, dotknął także norweski sport. Co więcej, może on odcisnąć długotrwałe piętno na tamtejszych skokach narciarskich. Po zmniejszeniu rocznego budżetu Norweskiego Związku Narciarskiego z 31 do 23 milionów koron, niezbędne były cięcia finansowe i zwolnienia. Co prawda udało się uratować przedsięwzięcie „Prosjekt 2022” mające na celu szkolenie młodych skoczkiń pod wodzą Line Jahr, ucierpiały jednak tamtejsze skoki mężczyzn. Norwescy działacze podjęli na początku lata decyzję o rozwiązaniu kadry B.

Skoczkowie z zaplecza kadry narodowej „Wikingów” już od kilku sezonów musieli w dużej mierze samodzielnie gromadzić fundusze, aby móc kontynuować sportową karierę. Teraz jednak postanowiono, że norweska kadra B po prostu przestanie istnieć. Zadanie szkolenia w stu procentach przejęły więc kluby, na których od tej pory spoczywać będzie niepisana, ale jakże spora odpowiedzialność nie tylko za stan szkolenia dzieci i juniorów, ale także za sytuację w bezpośrednim zapleczu kadry trenera Alexandra Stoeckla. A to zaplecze ma w kolejnych latach stanowić o sile norweskiej kadry narodowej.

Bez wsparcia Norweskiego Związku Narciarskiego może to niestety oznaczać znaczny spadek poziomu, mniej szkoleń, wyjazdów, niższej jakości sprzęt, ponieważ same kluby nie posiadają tak dużego wsparcia finansowego jak ogólnokrajowa federacja. Mimo tego to właśnie kluby są jedyną opcją dla młodych zawodników chcących kontynuować narciarską karierę. Przyszłość norweskich skoków narciarskich nie rysuje się więc kolorowo…

Jak przyznaje dyrektor sportowy Clas Brede Braathen, po zlikwidowaniu 15 osobowej kadry B skoczkowie mieli okazję do treningów wyłącznie w kraju, na rodzimych obiektach. Na niecałe dwa miesiące przed rozpoczęciem sezonu zimowego 2020/2021, norweskie media zastanawiają się, czy cięcia finansowe umożliwią jakiekolwiek starty ich reprezentantów w konkursach Pucharu Kontynentalnego. – W tej chwili nie mamy na to odpowiedzi, ale pracujemy nad tym, aby udało się to zrealizować. Jako kraj, w którym skacze się na nartach, musimy zadbać o trwałość naszego systemu. Bardzo nieodpowiednie byłoby odpuszczanie startów w międzynarodowych zawodach – przyznał Braathen cytowany przez portal Dagbladet.no.

Co jednak w przypadku, gdyby finansowe problemy uniemożliwiłyby starty Norwegom w drugoligowych konkursach? Wówczas należałoby się liczyć zd mniejszymi kwotami startowymi w zawodach Pucharu Świata. A to byłaby ścieżka w stronę kryzysowego „fińskiego scenariusza”. – Jeśli nie będzie na to pieniędzy, będziemy musieli nadać innym kwestiom nowe priorytety. Jeżeli nie będziemy mogli uczestniczyć w konkursach skoków, cały sens tego wszystkiego zniknie. Chcąc być znaczącym krajem w skokach narciarskich, trzeba startować również na niższym poziomach zmagań – podsumował 51-letni działacz.

 

Bartosz Leja,
źródło: Dagbladet.no
foto: Julia Piątkowska

 

Podziel się:

Dodaj komentarz