Trwa produkcja śniegu w Wiśle. Puste trybuny na inauguracji PŚ prawie pewne
Trwa produkcja śniegu na skoczni w Wiśle (fot. Julia Piątkowska)

Trwa produkcja śniegu w Wiśle. Puste trybuny na inauguracji PŚ prawie pewne

Przygotowania do inauguracji Pucharu Świata w Wiśle idą pełną parą, a kilka dni temu ruszyła produkcja śniegu na skoczni im. Adama Małysza. Niestety jednak najprawdopodobniej zawody odbędą się przy pustych trybunach. Mimo obaw o los całej imprezy, szef komitetu organizacyjnego Andrzej Wąsowicz zapewnił nas, że rywalizacja narciarskiej elity w Beskidach dojdzie do skutku.

 

Trwa produkcja śniegu, zeskok ma być bardziej bezpieczny

Już od kilku dni na dużej skoczni HS-134 (K-120) w Wiśle trwa produkcja białego puchu, na którym lądować będą zawodnicy uczestniczący w inauguracji Pucharu Świata 2020/2021. Ta odbędzie się w dniach 20-22 listopada. Jak na chwilę obecną wygląda „śnieżna” sytuacja na obiekcie im. Adama Małysza? – Pod jednym względem pogoda sprzyja, bo mamy temperatury poniżej 10℃, ale niestety od kilku dni pada też deszcz, który częściowo rozpuszcza produkowany przez nas śnieg. Zgodnie z harmonogramem, do 15 listopada powinniśmy zakończyć produkcję i już wtedy powinna być tam wystarczająca ilość śniegu. Chyba, żeby wydarzyło się coś nieprzewidzianego, ale na taką ewentualność wyprodukujemy więcej śniegu – powiedział nam Andrzej Wąsowicz. – Mamy już ponad 300 m3 śniegu, a potrzeba go około 2000 m3, to wystarczający nadmiar. Jeżeli będzie jednak zimno, wystarczy że rozprowadzimy 1800 m3.

Od czasu, kiedy pucharowa inauguracja odbywa się w Beskidach (czyli od 2017 roku), lądowanie na zmrożonym sztucznymi metodami zeskokiem sprawiało zawodnikom spore trudności. Nie brakowało groźnych upadków, co w momencie zderzenia się z twardym podłożem mogło w konsekwencji powodować pechowe kontuzje. W tym roku włodarze obiektu mają zamiar przygotować zeskok w taki sposób, aby w jak najmniejszym stopniu sprawiał skoczkom trudności. – Mamy na to pewien pomysł. Chcemy wcześniej zacząć rozprowadzać śnieg, aby później po połączeniu go z wilgocią i przejechaniu po całości ratrakiem, był on lepiej spreparowany. Powtórzymy to również tuż przed samymi zawodami, dlatego robimy miejsce dla ratraka także po drugiej stronie zeskoku. W poprzednich latach był z tym problem, ponieważ obecne miejsce dla ratraka zajmowały trybuny, ekipy telewizyjne i cała infrastruktura – tłumaczy szef KO w Wiśle. Niewykluczone także, że organizatorom w Wiśle pomoże zimowa aura – wszak w Beskidach już pojawiły się opady śniegu.

 

Wisła raczej bez kibiców, ale konkursy się odbędą

Niestety w związku z pogarszającą się sytuacją pandemiczną w Polsce oraz dużym wzrostem liczby zarażeń i zgonów spowodowanych koronawirusem, kibice będą mogli obejrzeć rywalizację narciarskiej elity wyłącznie przed ekranami telewizorów. Zgodnie z aktualnymi decyzjami polskiego rządu, imprezy sportowe w całym kraju muszą się odbywać bez udziału publiczności. Czy do listopada może to ulec zmianie? – Są na to bardzo małe szanse, nie chcę robić wielkiej nadziei kibicom. Wstrzymywaliśmy się z decyzją o wpuszczeniu widzów na skocznię, a teraz o czymś takim nie ma mowy, ponieważ każda impreza sportowa musi się odbywać przy pustych trybunach. Mamy przed sobą nieco ponad miesiąc, więc może obostrzenia, które wprowadził rząd, dadzą pozytywny skutek… Nasz najbliższy komunikat będzie wydany 3 listopada – skwitował Wąsowicz.

W mediach pojawiły się ostatnio informacje, że w związku z pandemicznymi realiami, losy Pucharu Świata w Wiśle są nawet zagrożone i konkursy mogą się nie odbyć. Jest to jednak bardzo mało prawdopodobne. – O Wisłę byłbym spokojny. Wszystko na to wskazuje, że bez publiczności, ale zawody na starcie sezonu muszą się odbyć. Dyrektor PŚ Sandro Pertile bardzo na nas liczy – podkreśla włodarz obiektu im. Adama Małysza, który zaznaczył, że trwająca produkcja śniegu ma być swego rodzaju gwarantem powodzenia całego przedsięwzięcia. –  Powiem tak – jeżeli nagle byłaby decyzja, że przerywamy naśnieżanie, to za tydzień nie nasypiemy tyle śniegu. Taka produkcja na skoczni w Wiśle musi być realizowana z miesięcznym wyprzedzeniem. Co więcej, dlatego tak wcześnie produkujemy śnieg, ponieważ w poniedziałek przewieziemy 1,5 m3 do Szczyrku, co umożliwi przygotowanie lodowych torów najazdowych na skoczni HS-104 tuż po mistrzostwach Polski – dodał. Tym samym tuż po weekendowych mistrzostwach Polski, na normalnym obiekcie Skalite zostaną stworzone warunki do skorzystania z całkowicie „zimowego” najazdu. Dodajmy, że na przełomie października i listopada lodowe tory będą gotowe także na Wielkiej Krokwi w Zakopanem.

Wraz ze zbliżającą się pucharową inauguracją, pojawia się coraz więcej pytań dotyczących składu poszczególnych drużyn. Czy w związku z ograniczeniami związanymi z zagranicznymi podróżami, niektóre z ekip mogą mieć problem z tym, aby dotrzeć do Polski? – Nie mam informacji, aby ktoś się zdecydowanie nie wybierał. Najtrudniejszą sytuację mają jednak Japończycy i Norwegowie, których władze państwowe zadziałały najbardziej drastycznie pod względem obostrzeń w podróżowaniu i w kwestii kwarantanny. Początkiem listopada zaczną do nas spływać pierwsze zgłoszenia – zaznaczył Wąsowicz.

 

Wisła nie chce inauguracji

Skocznia im. Adama Małysza zorganizuje pierwsze zimowe zawody elity już po raz czwarty z kolei. Mimo tego, że Wisła stała się już dobrze rozpoznawalną lokalizacją pucharowej inauguracji, za każdym razem przedsięwzięcie związane z produkcją śniegu przy jesiennej aurze stanowi dla organizatorów spore wyzwanie. W związku z tym polscy działacze zwrócili się do Międzynarodowej Federacji Narciarskiej, o przesunięcie w terminarzu wiślańskich zmagań na późniejsze terminy. Działacze FIS nie są jednak do tego pomysłu zbytnio przychylni.

Trochę jestem zawiedziony tym, co Pertile zaproponował, bo w sezonie 2021/2022 proponuje raptem dwa tygodnie przesunięcia, na grudzień. Nie bardzo nam to odpowiada. Będziemy jeszcze negocjować. Myślę, że sytuacja także w kolejnych sezonach będzie jednak na tyle dynamiczna, że różnie będzie z poszczególnymi zawodami Pucharu Świata. Może pojawi się jakiś inny, wolny termin. Mnie marzą się całe dwa weekendy w Polsce, Wisła byłaby przed lub po Zakopanem, to by było najlepsze – wylicza Andrzej Wąsowicz. – Może dołączyłby do tego także Szczyrk, gdzie jest bardzo ładny obiekt? Przedtem polityka FIS-u była taka, że zawodów na skoczniach normalnych było mało lub w ogóle. Gdyby jednak udałoby się zorganizować polskie dwa weekendy, to pomiędzy nimi mogłyby się odbyć dodatkowo właśnie zawody w Szczyrku – podsumował szef KO w Wiśle.

 

Bartosz Leja,
informacja własna
zdjęcie: Produkcja śniegu w Wiśle (fot. Julia Piątkowska)

 

Podziel się:

Dodaj komentarz