Philipp Aschenwald: Chcę być prawdziwym zwycięzcą. Najcenniejsze jest zwycięstwo „generalce” PŚ
Philipp Aschenwald (fot. Julia Piątkowska)

Philipp Aschenwald: Chcę być prawdziwym zwycięzcą. Najcenniejsze jest zwycięstwo „generalce” PŚ

Philipp Aschenwald jest niewątpliwie jednym z najmocniejszych ogniw kadry trenera Andreasa Widholzla. Czy po kilku sezonach, w których liderem austriackiej ekipy był Stefan Kraft, nadchodzi sezon „zmiany warty”? – Chcę być prawdziwym zwycięzcą – zapowiada dziesiąty zawodnik poprzedniego sezonu Pucharu Świata.

 

W ostatnich dwóch sezonach kariera Tyrolczyka z Mayerhofen zaczęła przyspieszać. Z zawodnika będącego stałym bywalcem narciarskiej „drugiej ligi”, stał się podstawowym skoczkiem austriackiej kadry startującej w Pucharze Świata. Sezon 2018/2019 zakończył na 26. miejscu w klasyfikacji generalnej, ocierając się o podium podczas konkursu w Oslo. Zima 2019/2020 była jednak prawdziwym przełomem. Aschenwald dwukrotnie stanął na pucharowym podium – był drugi w fińskiej Ruce i trzeci w rosyjskim Niżnym Tagile. Finalnie zamknął czołową dziesiątkę tamtego sezonu.

Moja sportowa droga z pewnością się jeszcze nie skończyła. W ostatnich dwóch latach udało mi się zaistnieć w Pucharze Świata. To był ważny krok, ale ja chcę być prawdziwym zwycięzcą. Indywidualne zwycięstwo w pucharowych zawodach to mój cel na nadchodzącą zimę – podkreśla 24-latek w rozmowie z rodzimą federacją narciarską.

Wszystko wskazuje na to, że zakończony niedawno letni sezon również był dla Philippa Aschenwalda krokiem w dobrą stronę. Podczas zawodów Grand Prix w Wiśle zajął dziewiąte i szóste miejsce, a już podczas mistrzostw Austrii na dużej skoczni w Bischofshofen wywalczył złoty medal nokautując krajowych konkurentów.

Jestem pewny, że w sezonie letnim się rozwinąłem. Wynik na LGP w Polsce był w porządku, nawet jeśli nie pokazałem swojej najlepszej dyspozycji. Podczas mistrzostw kraju też oddałem kilka fajnych skoków. Myślę, że w porównaniu z zeszłym rokiem, dużo się dla mnie wydarzyło – ocenia podopieczni trenera Widholzla. – Zawsze myślałem, że tak naprawdę nie potrzebuję letnich zawodów. W tym roku zauważyłem jednak, że kilka okazji do porównania formy było naprawdę istotnych – dodaje.

Zimowy sezon 2020/2021 będzie obfitował w narciarskie imprezy najwyższej rangi. Skoczkowie poza cotygodniową walką o Kryształową Kulę w Pucharze Świata, będą mieli okazje zmierzyć się m.in. w mistrzostwach świata w lotach w Planicy, Turnieju Czterech Skoczni, a także mistrzostwach świata w narciarstwie klasycznym w Oberstdorfie. W dalszej perspektywie są też zimowe igrzyska olimpijskie w Pekinie w 2022 roku.

Myślę, że nie ma sportowca, który powiedziałby, że jest coś ważniejszego niż igrzyska olimpijskie. Taka możliwość nadchodzi jednak tylko raz na cztery lata, a kiedy nadejdzie czas, trzeba dotrzymywać kroku najlepszym. Na szczęście my skoczkowie co roku mamy najlepsze zawody, jakim jest Turniej Czterech Skoczni. Tej zimy mamy jeszcze mistrzostwa świata. Dla mnie najcenniejsze jest jednak zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, ponieważ to odzwierciedla ogólne wyniki na przekroju całego sezonu – podsumowuje Austriak.

 

źródło: oesv.at

 

Podziel się:

Dodaj komentarz