Joanna Szwab: Miałam ochotę wylać piwo na głowę takiego „eksperta” [WYWIAD]
Joanna Szwab (fot. PZN)

Joanna Szwab: Miałam ochotę wylać piwo na głowę takiego „eksperta” [WYWIAD]

W czasie pandemii możliwość bezpośredniej rozmowy ze sportowcem stała się luksusem. Przyzwyczailiśmy się do kontaktu przez komunikatory internetowe, ale każdy przyzna, że jest on tylko marnym substytutem. Z Joanną Szwab, aktualną mistrzynią Polski,  miałem okazję przegadać dwie godziny przy kompleksie skoczni w Szczyrku. Zaowocowało to wywiadem o treningu w pajączku, saltach przy lądowaniu i powołaniu przez Messengera.

 

Łukasz Szymura: Dowiedziałaś się czegoś nowego o sobie w czasie pandemii?

Joanna Szwab: Tego, że zapominam spojrzeć na zegarek przed wejściem do sklepu. Zdarzyło mi się przez nieuwagę robić zakupy w godzinach dla seniorów. Wysłuchałam wtedy kilku ciekawych uwag na swój temat.

 

Chyba można Ci wybaczyć tę pomyłkę, ponieważ w zeszłym sezonie byłaś jedyną seniorką w kadrze kobiet.

Pamiętaj, że mając 19 lat dowiedziałam się, że nie rokuję już na przyszłość i usunięto mnie z kadry, do której wróciłam po 3 latach.

 

JoannaSzwab rozbieg fot.JuliaPiatkowska 300x200 - Joanna Szwab: Miałam ochotę wylać piwo na głowę takiego „eksperta” [WYWIAD]
Joanna Szwab (fot. Julia Piątkowska)

Szybko postawiono na Tobie krzyżyk.

Kończyłam wtedy szkołę i musiałam podjąć decyzję co robić dalej. Stwierdzenie, że nie nadaję się do czegoś, co robiłam przez większą część życia, było do dla mnie dużym ciosem.

 

Myślałaś o tym, żeby w ogóle zrezygnować ze skoków?

Nawet to zrobiłam. Kiedy wylądowałam poza kadrą narodową miałam dość skoków. Wyprowadziłam się wtedy z rodzinnego domu do Zakopanego i zaczęłam pracę w restauracji. Nie słyszałam, żeby związek przywrócił do kadry zawodniczkę, z której wcześniej zrezygnował. Zwłaszcza za to, że nie zdobyła punktów w Pucharze Świata.

 

Twoja przerwa od skoków okazała się jednak krótka.

Faktycznie, trwała jakieś 2 miesiące. Zadzwonił do mnie trener Kazimierz Bafia i zaprosił na herbatę. Zaproponował, żebym trenowała z grupą Krystiana Długopolskiego, a ja szybko się zgodziłam. Potrzebowałam tej adrenaliny.

 

Jak udało Ci się łączyć pracę na pełny etat z treningami?

Musiałam praktycznie zrezygnować z życia prywatnego. W tamtym okresie pomagał mi trener Krystian. Pamiętajmy jednak jakie są realia. Choć skoki w Polsce są bardzo popularne, to większość klubów ledwo wiąże koniec z końcem. Nie zawsze nawet mogą zapewnić zawodnikom buty skokowe i narty.

 

JoannaSzwab MPSzczyrk2020 fot.JuliaPiatkowska 300x200 - Joanna Szwab: Miałam ochotę wylać piwo na głowę takiego „eksperta” [WYWIAD]
Joanna Szwab (fot. Julia Piątkowska)

Jak to się stało, że wróciłaś do kadry?

Postawienie wszystko na sport zaczęło stopniowo przynosić efekty na skoczni. Nieźle prezentowałam się na zawodach LOTOS Cup, ale długo nie dostawałam szansy startu w międzynarodowych zawodach. Choć postawiłam wtedy wszystko na sport to nie miałam wielkich złudzeń, że jeszcze wrócę do kadry.

 

Jednak Łukasz Kruczek, który objął kadrę na wiosnę zeszłego roku postanowił na Ciebie postawić.

Dochodziły mnie pewne plotki na ten temat. Nie potrafiłam być cierpliwa i uporczywie dopytywałam Kamilę Karpiel, czy wie coś o tym. Ona milczała jednak jak grób; mówiła jedynie, że wszystko będzie dobrze i mam się nie martwić. Ostatecznie o decyzji dowiedziałam się z Messengera. Trener stworzył grupę dla kadrowiczek i dołączył tam mój profil.

 

Od Twojego powrotu do kadry minęło 1,5 roku. O ile poprawiłaś swoje skoki przez ten okres?

O duuużo. Zacznijmy od tego, że przed powrotem do kadry często miałam upadki na głowę. Popełniałam bardzo głupi błąd podchodząc do lądowania. Kiedy czułam, że narta mi „odchodzi” to zamiast się prostować, ja uginałam nogi i zaczynałam kręcić salta. Takie sytuacje zdarzały się wielokrotnie.

 

To brzmi groźnie.

Taki już urok skoków. Później doszliśmy z trenerem do wniosku, że moje akrobacje były też spowodowane źle dobranym sprzętem. Mam słabszą prawą górną część ciała. Nie mogę mieć standardowych ustawień bolców w wiązaniach, ponieważ przy nich połowa ciała nie trzyma skoku. Zmieniliśmy te ustawienia oraz wiele innych drobnych niuansów w sprzęcie.

 

IMG 8830 - Joanna Szwab: Miałam ochotę wylać piwo na głowę takiego „eksperta” [WYWIAD]
Joanna Szwab (fot. Frederik Clasen)

Czyli niedługo możemy oczekiwać idealnego telemarku w wykonaniu Asi Szwab?

Jest na to szansa. Z trenerem ciągle szukamy nowych rozwiązań. Między innymi testowaliśmy skoki w „pajączku” ortopedycznym. Wiele osób skreśliło mnie ze względu na moją budowę (długie nogi względem reszty ciała). Trener Kruczek powiedział po prostu, że nie mogę mieć typowej sylwetki na dojeździe i musimy wymyślić coś innego. Cenię sobie takie indywidualne podejście, a nie wrzucanie wszystkich do jednego worka.

 

Każda z zawodniczek ma trochę inną technikę, ale przede wszystkim różni was psychika. Jak pracujesz nad tym, żeby Twoja głowa była sprzymierzeńcem, a nie przeciwnikiem podczas skoku?

Nawiązałam współpracę z psychologiem i przyznam, że otworzyło mi to oczy na wiele spraw. Różnica jest niewiarygodna i obecnie nie wyobrażam sobie trenowania bez Pani Basi. Powoli potrafię wyłączyć się podczas zawodów i traktować skoki konkursowe tak samo jak treningowe. Wcześniej strasznie się spinałam i skakałam jak… Słowo, które powinno tu paść, nie nadaje się do wywiadu.

 

Sądzę, że czytelnicy dopowiedzieli sobie właściwy wyraz. Kiedy zrozumiałaś, że trzeba pracować nad podejściem mentalnym?

W zeszłym roku startowałam w Letnim Grand Prix w Hinterzartem. Oprócz zawodów indywidualnych brałyśmy z Kingą Rajdą udział w mikście z chłopakami. Był to dla mnie taki stres, że nie potrafiłam wykonać podstawowych czynności, byłam totalnie zagubiona w akcji. Wtedy zrozumiałam, że tak nie może być i muszę coś zmienić.

 

Co powodowało ten paraliż?

Czułam, że ciągle muszę komuś coś udowadniać. Pokazać, że zasługuję na miejsce w kadrze i nie jestem tu na kredyt. Bałam się, że po pierwszych niepowodzeniach znowu ze mnie zrezygnują. Nikt nie wywierał na mnie presji, to ja ją sobie sztucznie wytworzyłam. Wiem, że to głupie, ale tak właśnie było. Przez to nie potrafiłam pokazać swoich możliwości. Okazuje się, że psychika zawodniczki może być jej największą rywalką.

 

MistrzostwaPolskiKobiet Szczyrk2020 fot 42 - Joanna Szwab: Miałam ochotę wylać piwo na głowę takiego „eksperta” [WYWIAD]
Joanna Szwab ze złotem mistrzostw Polski (fot. Julia Piątkowska)

Skoki bywają frustrujące.

Najgorsze to przejmować się sprawami, które od nas nie zależą. Jest ich niestety całkiem sporo. Nie mamy przecież wpływu na warunki, na skoki przeciwniczek, na opinie ekspertów i kibiców. Bez sensu więc tracić na to wszystko energię. Lepiej skupić się na swoich zadaniach. Niby oczywiste, ale bardzo trudno wcielić to w życie.

 

Tobie się udaje?

Coraz częściej. Jeżeli wykonam dobrze to co sobie założyłam, to jestem szczęśliwa. Skoki to przecież przede wszystkim pasja i frajda. Niestety sportowcy czasami o tym zapominają. Zamiast czerpać radość, ciągle tkwimy w nieracjonalnych oczekiwaniach i frustracji. Obecnie, jeżeli wykonam to co zakładałam przed konkursem, to nawet słabsze miejsce nie jest problemem.

 

Wiadomo, że od sukcesów Adama Małysza mamy ponad 30 milionów ekspertów od skoków. Jak podchodzisz do ich komentarzy?

Kiedyś pracowałam w barze sportowym w Zakopanem, gdzie klienci oglądali zawody Pucharu Świata. Często słyszałem opinie w stylu: „Ten skoczek jest słaby. Ja to bym lepiej skoczył”. Momentalnie gotowałam się w środku i miałam ochotę wylać piwo na głowę takiego „eksperta”. Prosiłam wtedy koleżankę, żeby obsłużyła stolik, przy którym siedział.

 

Z góralką lepiej nie zadzierać. Na koniec zmieńmy temat. Rok temu wszyscy byli zaaferowani „nagabami” – polskimi butami do skoków. Jak je oceniasz?

Moim zdaniem są genialne, ale niektórym kompletnie nie podeszły. To kolejna zagadka skoków, której nie da się wytłumaczyć.

 

Życzę sezonu bez salt przy lądowaniu i radości ze swoich skoków.

Dziękuję bardzo.

 

rozmawiał Łukasz Szymura / Styl V
śledźcie autora na Twitterze >>>

 

Podziel się:

Dodaj komentarz