Dawid Kubacki: „Odwołanie drugiej serii to dobra decyzja, nie ma co za bardzo ryzykować”
Dawid Kubacki (fot. Julia Piątkowska)

Dawid Kubacki: „Odwołanie drugiej serii to dobra decyzja, nie ma co za bardzo ryzykować”

W mistrzostwach Polski na skoczni im. Adama Małysza w Wiśle po odwołaniu drugiej serii do końcowej klasyfikacji liczył się tylko pierwszy skok. Wicemistrzem został jeden z najbardziej doświadczonych w całej stawce Dawid Kubacki. Reszta liderów Biało-Czerwonych, Kamil Stoch oraz Piotr Żyła po swoich próbach stracili szanse na podium. Sami przyznawali jednak wcześniej, że nie delikatnie mówiąc nie są przekonani do sensu rozgrywania krajowego czempionatu w tym terminie.

 

Dzisiejsze mistrzostwa dla wszystkich zawodników były niełatwym wyzwaniem. Najlepiej z panującymi warunkami poradził sobie Tomasz Pilch, który oddał najdłuższy skok z całej stawki. Tuż za 20-latkiem, po skoku na odległość 126 metrów, znalazł się jeden z liderów kadry Michala Doleżala, Dawid Kubacki. Skład podium uzupełnił Andrzej Stękała. Reszta najstarszych i najbardziej utytułowanych skoczków nie wypadła najlepiej. Kamil Stoch oraz Piotr Żyła, którzy w ostatnich zawodach Pucharu Świata w Engelbergu oddawali znakomite skoki i lądowali na podium, oddali skoki na odległość 105 metrów co dało im kolejno 15. i 16. miejsce. 

Zgodnie z prognozą pogody, warunki na Malince nie były sprzyjające skoczkom. Opady deszczu powodowały to, że zeskok robił się coraz miększy, a porywisty wiatr nie ułatwiał życia zawodnikom. Kubacki zapytany o warunki przyznał, że liczył się z tym iż dzisiaj w ogóle nie wystartuje. – Gdy przyjeżdżałem na skocznię, to wszystko wskazywało na to, że nie uda się skoczyć. Jak przyszedł ten deszczyk to nagle ucichło i  zrobiło się nawet fajnie, ale później troszkę mieszało tymi wiatrami. Myślę, że jak na to co było zapowiadane i jak to wyglądało przed zawodami to i tak było dobrze, ale na pewno nie były to fajne warunki – odparł. 

Tegoroczny krajowy czempionat odbywał się w innej formie. Na skoczni tak jak w konkursach Pucharu Świata z powodu pandemii nie mogliśmy zobaczyć kibiców. Dla reprezentanta klubu sportowego TS Wisła Zakopane jak i większości skoczków jest to niezbyt sprzyjająca okoliczność. – Na pewno jest inaczej, jest smutniej na skoczni, bo wiadomo że kibice są tymi osobami, bez których nie ma też nas, zawodników. Przykro się robi jak się patrzy na skocznię, gdy kibiców nie ma. Jest względnie cicho. Wiadomo, muzyka gra, coś się dzieje, ale jednak kibice tworzą atmosferę. Mam nadzieję, że niedługo uda się kibicom wrócić na skocznię. Oczywiście o ile to będzie bezpieczne dla nich, jak i dla nas i będziemy mogli się wszyscy tym sportem cieszyć – skomentował. 

Dzisiejsza druga seria mistrzostw Polski została odwołana tuż po groźnie wyglądającym upadku liderki kadry kobiet. Trudne warunki nie zapowiadały na to, że uda się rozegrać rundę finałową. Po upadkach Karola Niemczyka oraz Kingi Rajdy jury uznało, że kontynuowanie zmagań będzie niebezpieczne dla zdrowia rywalizujących. Swoją opinię o zakończeniu rywalizacji po jednym skoku wyraził też dzisiejszy wicemistrz. – Myślę że to dobra decyzja, bo nie ma co za bardzo ryzykować. Ja tego upadku nie widziałem, więc nie będę o tym gadał. Jest to przykre i mam nadzieje, że nic poważnego się Kindze nie stało. Na razie nie ma żadnych informacji, ale życzę jej szybkiego powrotu do zdrowia – skomentował i oznajmił, że nie jest zaskoczony dobrymi skokami młodych zawodników. – Warunki były jakie były. Zdarzały się różne warunki, różne skoki, więc nie jest to jakieś wielkie zaskoczenie. Myślę, że tym zawodnikom się to należy, bo takie warunki też trzeba umieć wykorzystać – skwitował.

Po dzisiejszej rywalizacji w Wiśle skoczkowie wracają do domu, aby spędzić święta wraz ze swoimi rodzinami. Zwycięzca 68. Turnieju Czterech Skoczni, który nie był zachwycony ze startu w mistrzostwach jeszcze nie wie jak i gdzie będzie świętować tegoroczne Boże Narodzenie, gdyż w najbliższym czasie spodziewa się narodzin córki. – Zobaczymy jak to będzie, czy w domu, czy w szpitalu, albo tu i tu spędzę święta – powiedział.

 

Emilia Kryzel, Anna Trybuś,
informacja własna

 

Podziel się:

Dodaj komentarz