Kamila Karpiel o złocie: „Podbudowało mnie to, ale zastanawiam się czy kontuzja nie powróci”
Kamila Karpiel (fot. Julia Piątkowska)

Kamila Karpiel o złocie: „Podbudowało mnie to, ale zastanawiam się czy kontuzja nie powróci”

Kamila Karpiel okazała się najlepsza w jednoseryjnym konkursie krajowego czempionatu w Wiśle i została pierwszą w historii mistrzynią Polski na dużej skoczni. 19-letnia zawodniczka kadry narodowej ma za sobą trudną sportową drogę, na której pojawiła się poważna kontuzja, operacja, a także wątpliwości, jednak dziś na skoczni im. Adama Małysza odebrała złoto. – Myślę, że to mnie podbudowało i nie jest tak źle jak to wcześniej wyglądało – mówiła.

 

Karpiel z historycznym złotem

Kamila Karpiel nie ma za sobą łatwych dni na skoczni. Mimo awansu do konkursu Pucharu Świata na normalnym obiekcie w Ramsau, w zawodach zajęła odległe 37. miejsce. Dzisiejsze zmagania na dużej skoczni w Wiśle wydawały się więc sporym wyzwaniem dla całej grupy podopiecznych trenera Kruczka. 90 metrowa odległość w rundzie próbnej nie napawała optymizmem. W konkursie 19-latka poszybowała jednak 113 metrów i po pierwszej rundzie znajdowała się na prowadzeniu. Po odwołaniu serii finałowej, Karpiel mogła się cieszyć z pierwszego złota w zimowych mistrzostwach Polski.

To był jednoseryjny konkurs, więc może się tego aż tak nie odczuwa. Traktowałam to jako trening, bo startowało nas sześć, tak jak na treningach. Mimo wszystko jednak jest to miłe – komentowała na gorąco tuż po zawodach. – Ciężko powiedzieć coś o moich skokach, są różne, raz jest dobrze, raz źle. Zależy jak się czuję, jak się wyśpię… Uważam, że z każdym skokiem jest coraz lepiej, myślę że do kulminacyjnego punktu sezonu będzie dobrze.

Sama rywalizacja w krajowym czempionacie na dużej skoczni była dla polskich skoczkiń nowością, mimo iż same skoki na 120-metrowym obiekcie w Wiśle to już od kilku sezonów stała praktyka. Biało-Czerwone podopieczne trenera Kruczka już u progu sezonu zimowego miały za sobą zgrupowania na dużych skoczniach, także na tej w Beskidach. Mniejsze doświadczenie nasze reprezentantki mają w konkursowych warunkach na obiektach o tych rozmiarach. – Mamy jeszcze mało konkursów na dużych skoczniach, chociaż z roku na rok jest ich coraz więcej. Także myślę, że za jakiś czas będziemy mogły powiedzieć, że nasz sport dorównuje temu męskiemu – oceniła Karpiel, a zapytana o wrażenia związane z pustymi trybunami na zazwyczaj „pełnej” polskiej skoczni, odparła: – Jesteśmy już po zawodach międzynarodowych i do tej pory damskie skoki nie były jakoś bardzo tłumnie odwiedzane przez widzów, także ja tego braku kibiców za bardzo nie odczuwam.

 

Upadek Rajdy, obawy Karpiel po kontuzji

Cieniem na całej rywalizacji w Wiśle kładzie się jednak upadek Kingi Rajdy, która tracąc równowagę w powietrzu, nie zdołała poprawnie wylądować i całą próbę skończyła zjeżdżając w dół zeskoku na brzuchu i plecach, odbijając się kilkukrotnie od zeskoku i własnych nart. W konsekwencji liderka polskiej kadry opuściła skocznię na noszach, w kołnierzu ortopedycznym. Następnie karetką została przetransportowana do szpitala, w którym jednak szczęśliwie, poza potłuczeniami i zadrapaniami, nie stwierdzono poważnej kontuzji. Jak na całą sytuację zareagowała Karpiel? – Dotknęło mnie to, bo Kinga jest jedną z moich lepszych przyjaciółek – skwitowała, życząc koleżance po fachu powrotu do zdrowia.

Świeżo upieczona mistrzyni Polski sama doskonale wie, co znaczy dotkliwa kontuzja. Uraz kolana zakończony operacją i roczną przerwą mocno wyhamował rozpędzającą się karierę utalentowanej juniorki. 18 marca Kamila Karpiel wzięła udział w pierwszym od ponad roku konkursie Pucharu Świata kobiet. W Ramsau przebrnęła kwalifikacje, jednak w konkursie wylądowała poza finałową trzydziestką. – Przygotowywałam się mentalnie do powrotu, ale będąc tam na miejscu zastanawiałam się, czy na pewno jestem do tego dobrze przygotowana. Szczerze mówiąc po operacji, do teraz co jakiś czas na skoczni się waham czy wszystko będzie w porządku. Nie będę ukrywać, ale z każdym skokiem zastanawiam się czy kontuzja nie powróci. Bywa ciężko. Jak jest zmiana pogody, to zazwyczaj boli mnie to kontuzjowane kolano – przyznała.

Sama operacja poszła w porządku, byłam na wielu kontrolach, do teraz na nie uczęszczam, sprawdzam czy wszystko jest okej. Nie ma przeciwwskazań, ale psychicznie czasami się jeszcze zawaham – dodała 19-latka. – Po operacji żałowałam, że się na nią zdecydowałam, bo mogłam się na nią nie zgodzić i kontynuować bez niej. To był jednak taki sezon, w którym nie było żadnych ważniejszych imprez. Wolałam postawić na kolejne sezony, w których będą mistrzostwa świata i igrzyska olimpijskie – podsumowała.

 

Anna Trybuś, Filip Wiśniewski
informacja własna

 

Podziel się:

Dodaj komentarz