Punkt Krytyczny #15: Mistrzostwa Polski odfajkowane
Kinga Rajda (fot. Julia Piątkowska)

Punkt Krytyczny #15: Mistrzostwa Polski odfajkowane

Poznaliśmy medalistów mistrzostw Polski. O medale na krajowym podwórku walczyli panowie oraz panie.

 

Prawdziwe święta bez mistrzostw Polski nie istnieją – z takiego założenia wyszli organizatorzy planując po raz kolejny krajowy czempionat w drugiej połowie grudnia. My kibice nie mamy nic przeciwko, lecz „wejdźmy” w skórę zawodników i zastanówmy się czy te zawody były im potrzebne. Jaki sens ma wyłanianie zimowego mistrza kraju dwa miesiące po letnich mistrzostwach? Na te pytania spróbujemy za chwilę odpowiedzieć. Siadajcie wygodnie, zaczynamy!

PawelWasek PSWisla2020 fot.JuliaPiatkowska 300x200 - Punkt Krytyczny #15: Mistrzostwa Polski odfajkowane
Paweł Wąsek (fot. Julia Piątkowska)

 

Czy to już po świętach?

Można odnieść takie wrażenie, jednak nie tym razem. Organizatorzy postanowili wręczyć prezenty kibicom nieco wcześniej, bo już 22 grudnia. Przypomnijmy, że zazwyczaj upominek wpadał w nasze ręce później, bo już po świątecznej kolacji. Bywało i tak, że nie zawsze był to trafiony prezent. Na te święta wszystko wypadło inaczej. Na belce startowej zasiedli najlepsi skoczkowie w kraju. Nie było rozczarowania, że ktoś zamiast zostać w kraju musiał jechać do śnieżnej i najpewniej zimnej Szwajcarii, walcząc o powiększenie kwoty startowej na kolejny period Pucharu Świata. Nie, nie, nie. Nic z tych rzeczy. Dzisiaj widzieliśmy wszystkich od Stefka Huli po Olka Zniszczoła na Jarku Krzaku kończąc.

Jakie to dziwne były mistrzostwa. Aż strach pomyśleć, że gdyby zostały zorganizowane kilka dni później, to najpewniej nie wygrałby ich Tomek Pilch, bo zapewne już by wybierał się do kantonu Obwalden. Słusznie mówiłem o niespodziance. Nie dość, że prezenty rozdane wcześniej to jeszcze taka niespodzianka! Trafione.

 

8H7A8216 3858 300x200 - Punkt Krytyczny #15: Mistrzostwa Polski odfajkowane
Kacper Juroszek (fot. Julia Piątkowska)

Niewłaściwy termin

Rozpakowujemy dalej. Po lekkiej rozbiegówce, teraz nieco bardziej na poważnie. Od pewnego czasu wiele się mówi o terminie zimowych mistrzostw Polski. Były rozgrywane już w marcu, grudniu – przed i po świętach. Jak się okazuje żaden termin nie wydaje się optymalny. W tym roku zdawać się może, że było podobnie. Nasza kadra jeszcze dwa dni temu była porozrzucana po Europie. Część kadrowiczów znalazła się w Engelbergu, druga część w Ruce. Jedni walczyli o najwyższe triumfy, drudzy o powrót do elity. Pokusiłem się o sprawdzenie, jaka miejscowość w linii prostej jest dalej od Wisły i tutaj różnica jest dość znacząca.

  • Engelberg – Wisła 837 km
  • Ruka – Wisła 1931 km

Dla każdego z zawodników wracającego z zagranicznych konkursów, zaplanowany termin krajowych mistrzostw mógł się wydawać nieco niekorzystny. Terminarz został szczelnie zapełniony. Ba nawet pokuszę się o stwierdzenie, że nie było w nim miejsca na te zawody. Skoczkowie zostali poddani próbie wytrzymałości. A dodajmy, że tych nie brakuje, już niebawem Turniej Czterech Skoczni.

Ale jak to się mówi nie dogodzisz. Przed świętami źle, bo nie ma czasu na ubranie choinki. Po świętach źle, bo brzuchy pełne i nie leci. I wybierz tu panie konsensus…

 

KingaRajda MPWisla2020 upadek fot.JuliaPiatkowska 300x200 - Punkt Krytyczny #15: Mistrzostwa Polski odfajkowane
Kinga Rajda (fot. Julia Piątkowska)

Bez ryzyka nie ma zabawy

Pierwsza seria się odbyła, niewiele brakowało i drugą udałoby się przeprowadzić. Można polemizować i się spierać, czy gdyby nie upadek Kingi Rajdy to zawody nadal by trwały. W moim odczuciu tak. Jak się stało, wszyscy wiemy. Zakończyło się na bólu i najpewniej na niepotrzebnych urazach. Trochę te zawody wyglądały jak skoki do pierwszego poszkodowanego… Mało brakowało i już na pierwszej serii można było kończyć zmagania, bo w niebezpiecznej sytuacji po wyjściu z progu znalazł się Karol Niemczyk.

Jest to zastanawiające, że zawody próbowano zorganizować. Padający deszcz już przed zawodami dawał się we znaki. Przekładana seria próbna nie była dobrym prognostykiem. Jednak postanowiono skakać i nie wiem, czy słusznie.

O wynikach zawodów decydował fart, dyspozycja dnia i pewnie apetyty na zgarnięcie pierwszego miejsca. Nikomu nie odmawiam zaangażowania, lecz oglądając konkurs można było odnieść wrażenie, że nie każdy czuje wewnętrzną potrzebę rywalizacji w takich warunkach. Podium z pewnością nie było oczywiste do wytypowania. W przypadku pań nie było sensacji, jednak u mężczyzn na złoto Tomka Pilcha pewnie mało kto by postawił.

Zimowe mistrzostwa Polski już mamy z głowy. Ból głowy organizatorów powróci za rok.

 

Michał Pasek,
informacja własna

 

Podziel się:

Dodaj komentarz