Od flagi Kazachstanu do zwycięstwa w Oberstdorfie. Karl Geiger: „Teraz będę faworytem”
Karl Geiger (fot. Konstanze Schneider)

Od flagi Kazachstanu do zwycięstwa w Oberstdorfie. Karl Geiger: „Teraz będę faworytem”

Gdyby sport w obecnych czasach nie był naznaczony pandemicznymi realiami, moglibyśmy powiedzieć, że Karl Geiger zanotował pierwsze zwycięstwo przed własną publicznością. Niemiec triumfował we wtorkowym konkursie Turnieju Czterech Skoczni w rodzinnym Oberstdorfie. „Jako mały chłopiec stałem pod skocznią i podziwiałem zawodników podczas Turnieju. A teraz stoję tutaj i wygrywam na tej samej skoczni, u siebie” – napisał pełen emocji na Instagramie.

 

Pełen wrażeń początek sezonu

Jestem z tego bardzo dumny, to dla mnie wyjątkowy dzień. Zwycięstwo w Oberstdorfie po tym wszystkim co wydarzyło się w ostatnich tygodniach jest naprawdę świetne. Czuję ogromną wdzięczność i szczęście. Szkoda, że na trybunach nie mogło być kibiców, wtedy byłoby idealnie, jednak nawet bez nich, jest to dla mnie specjalny moment – komentował 27-letni Niemiec po siódmym pucharowym triumfie w karierze. Pod tym względem zrównał się z wybitnymi norweskimi skoczkami, Andersem Bardalem, Vegardem Opaasem i Danielem Andre Tande, a także Słoweńcem Robertem Kranjcem.

Przypomnijmy, że pierwsza część sezonu 2020/2021 to dla Geigera prawdziwy rollercoaster emocji, w większości tych pozytywnych. Po rozpoczęciu sezonu na drugim miejscu w Wiśle, w fińskiej Ruce utrzymał się w czołowej dziesiątce (dziewiąte i ósme miejsce). Później odpuścił zawody Pucharu Świata w rosyjskim Niżnym Tagile, aby udać się do kraju do ciężarnej żony. Na miejscu okazało się, że oczekiwana córeczka jeszcze nie przyszła na świat, więc Niemiec udał się na mistrzostwa świata w lotach w Planicy. Tam sensacyjnie zgarnął indywidualnie złoty medal. Do tego dołożył srebro drużynowe, po czym… w związku z pozytywnym wynikiem testu na obecność koronawirusa był zmuszony odpuścić zawody Pucharu Świata w Engelbergu.

Już po powrocie do rodzinnego Oberstdorfu wraz z małżonką powitał na świecie córkę Luisę. W związku z chorobą COVID-19 przebywał jednakże na kwarantannie i do samego końca nie był pewny, czy będzie mógł wystartować w niemiecko-austriackiej imprezie. Negatywny test dał mu zielone światło.

 

Od chłopca z flagą Kazachstanu, po zwycięzcę

Na 69. Turniej Czterech Skoczni mógł się więc udać z nieco spokojniejszą głową i radosnymi myślami. Na początku na Schattenbergchanze (HS-137) skakał solidnie, ale nie skakał wybitnie. W treningach był siódmy i piąty, w kwalifikacjach czternasty. Gdyby nie anulowanie tej rundy, zmierzyłby się ze zdecydowanie mniej doświadczonym Francuzem Valentinem Foubertem. We wtorkowej serii próbnej ponownie był siódmy, ale w trakcie konkursu włączył wyższy bieg. W trudnych warunkach wietrznych w pierwszej serii osiągnął 127 metrów i prowadził. W finale mimo ataków rywali wykorzystał umiejętnie wiatr pod narty i skacząc 136,5 metra wywołał entuzjazm nielicznego grona stojącego pod skocznią.

To były dwie bardzo mocne próby. Teraz będę faworytem, jednak trzeba patrzeć na wszystko z dnia na dzień – studził emocje zwycięzca. – Skakanie w pierwszej rundzie było niezwykle trudne. Było to jednak niełatwe również dla innych, jednak ostatecznie zwyciężyli najlepsi i cieszymy się, że najlepszym z nich był Niemiec – skwitował trener niemieckiej kadry, Stefan Horngacher.

Sam skoczek po zwycięstwie zaledwie 2,8 punktu przed Kamilem Stochem, zamieścił emocjonalny wpis na swoim oficjalnym profilu na Instagramie. „Jako mały chłopiec stałem pod skocznią i podziwiałem zawodników podczas Turnieju. W mistrzostwach świata w 2005 roku wziąłem udział jako dziecko trzymające flagę. W porządku było nieść flagę Kazachstanu, chociaż oczywiście wolałoby się nieść flagę Niemiec. A teraz stoję tutaj i wygrywam na tej samej skoczni, u siebie. To uczucie nie do opisania! Wygrana u siebie to coś o czym zawsze marzyłem, choć w tym roku odbyło się to bez udziału publiczności. Czuję smutek, wyobrażając sobie jak by to mogło wyglądać. Powiem jednak tak – nadrobimy te zaległości!

Jeszcze większa euforia panowała zapewne przed telewizorami w niemieckich domach, ponieważ nasi sąsiedzi czekają na triumf swojego reprezentanta w Turnieju Czterech Skoczni od 50. edycji tournée, czyli sezonu 2001/2002. Wówczas po raz pierwszy w historii wszystkie cztery konkursy jednej imprezy wygrał Sven Hannawald. Od tego czasu Niemcy sześciokrotnie stawali na podium końcowej klasyfikacji, jednak upragniony triumf zgarniali inni. Do pełni szczęścia nie wystarczyły drugie miejsca Hannawalda, Freunda, Wellingera i Eisenbichlera (2003, 2016, 2018 i 2019 r.), a także trzecie Neumayera, Leyhe i Geigera (2008, 2019 i 2020 r.). Teraz właśnie przed nim kolejne konkursowe wyzwania i szansa na Złotego Orła. Pierwsze już w czasie noworocznych zmagań na Grosse-Olympiaschanze (HS-142) w niemieckim Garmisch-Partenkirchen.

 

Bartosz Leja,
źródło: FIS / sport1.de

 

Podziel się:

Dodaj komentarz