Dawid Kubacki: „Brakowało płynności. Zmęczenie? Córka dała pospać”
Dawid Kubacki (fot. Julia Piątkowska)

Dawid Kubacki: „Brakowało płynności. Zmęczenie? Córka dała pospać”

Dawid Kubacki podczas treningowych prób, a także podczas kwalifikacji, trzymał się blisko ścisłej czołówki. To sprawia, że podczas niedzielnego konkursu indywidualnego będzie w gronie kandydatów do podium. Także jutro powinien być mocnym punktem polskiej drużyny. – Dzisiaj było okej, chociaż zdarzały się błędy. Brakowało płynności – komentował.

 

Brakowało płynności. „To kwestia wypoczęcia”

Skoki na 125,5 oraz 127,5 metra podczas treningów, dały Kubackiemu czwartą i szóstą lokatę. W kwalifikacjach 130,5 metrowa odległość pozwoliła na zajęcie siódmej pozycji. 30-letni skoczek zapytany przez jednego z dziennikarzy o to, czy można te próby nazwać „dobrymi”, odparł ze śmiechem: – Dlatego nie wy jesteście trenerami, bo takie dobre to one nie były. Dzisiaj było okej, chociaż zdarzały się błędy, nie mogłem płynnie zastartować na tej skoczni i tej płynności od początku mi brakowało. Ze skoku na skok było już coraz lepiej, a ten skok w kwalifikacjach od technicznej strony był najbliższy temu, co chciałbym tu pokazywać. Niestety było jednak też trochę późno na progu. Myślę, że to kwestia wypoczęcia nóg na kolejne dni i wtedy one będą już zdążać na progu i będzie dobrze – ocenił.

Okazuje się, że w ostatnich pucharowych próbach nie tylko to sprawiło reprezentantowi Polski pewne trudności. Kubacki odniósł się do słów swojego taty Edwarda, który w wywiadzie z Dawidem Górą z Wirtualnej Polski przyznał, że jego syn podczas zmagań w Titisee-Neustadt leciał zbyt agresywnie i przez to nie zdołał wskoczyć na podium. – Jeżeli chodzi o tą agresję w Titisee, to rzeczywiście miał rację, bo tam w locie rzeczywiście przesadziłem jak na warunki, które tam panowały. Przesadziłem z agresywnością w locie, puściły nartki i trzeba było się ratować. W moich normalnych skokach tej agresji aż tak dużo jednak nie ma. To o czym mówił nazwałbym nie brakiem spokoju, a brakiem płynności. Wydaje mi się, że spokoju mam w sobie spore pokłady, ale tej płynności dzisiaj mi brakowało – skomentował 30-latek z Szaflar.

Podczas tegorocznej pucharowej rywalizacji na Wielkiej Krokwi, zawodników mogła zaskoczyć nie tylko cisza panująca na trybunach, ale także… nietypowa belka startowa. Niektórzy skoczkowie przyznawali, że odpowiednie odepchnięcie się od niej, sprawiało im problemy. – Jest trochę inna, ale od pierwszego skoku jakoś mi to nie przeszkadzało. Jest może specyficzna, ale nie jest jedyna w Pucharze Świata. Nieraz zdarza się, że te belki są bardzo specyficzna. Trzeba sobie dać radę z tym, co jest – skwitował.

 

Puste trybuny i córka, która dała pospać

Poza nietypową belką startową, w Zakopanem nietypowe są oczywiście trybuny. Co roku tętniły one głośnym dopingiem, z którego pucharowe zawody w Polsce są doskonale znane. Tym razem były one puste. Nie wszystkim zawodnikom jednak, większy spokój panujący na Wielkiej Krokwi przeszkadza. Są w stawce skoczkowie, którzy przyznają, że nie czując tak wielkiej presji ze strony kibiców, mogą się oni lepiej skoncentrować. W której grupie jest Dawid Kubacki? – Myślę, że to kwestia indywidualna każdego zawodnika, i tego czy dany skoczek umie wykorzystać tę energię, którą kibice przynoszą na skocznię. Czy potrafi się z niej cieszyć i z niej czerpać i traktować jako motywację do działania. Jeżeli ktoś się jednak zapędzi, że „tu tyle kibiców, jak ja wypadnę”… Wtedy wszystko idzie w negatywną stronę. Takiemu zawodnikowi duża liczba kibiców może nie pomagać. Według mnie zachowanie kibiców i cała atmosfera, którą tworzyli w Zakopanem, to było coś pięknego i mam nadzieję, że to wróci w miarę szybko – podkreślił.

Jednak nie tylko skoki narciarskie zaprzątały głowę reprezentanta Polski. Świeżo upieczony tata dopiero po powrocie z Turnieju Czterech Skoczni mógł przywitać nowonarodzoną córeczkę Zuzannę. W pandemicznych realiach skoczkowie spędzają jednak coraz więcej czasu poza domem, a testy na obecność koronawirusa sprawiają, że muszą oni szybciej wyruszać do kolejnych pucharowych destynacji. Jak na taką rzeczywistość reaguje tata Zuzanny? – Sporo życia przed nami i tym się jeszcze zdążę nacieszyć. Udało się też odpocząć. Córa na szczęście jak się budzi w nocy, to zje i śpi dalej, nie ma marudzenia. Można się było wyspać – przyznał rozbawiony.

Jak się okazuje, z długiej austriacko-niemieckiej pucharowej podróży, Kubacki nie wrócił z pustymi rękami. – Jak cała sprawa się rozdmuchała, to trochę prezentów dla dziecka dostałem. Były misie, przytulanki, była paczuszka od producenta moich nart z ubrankami i zabawką. Ja sam od siebie, to siebie przywiozłem, bo mnie długo nie było po jej urodzinach. Na prezenty dla dziecka to się jeszcze znajdzie czas wtedy, kiedy ona będzie mogła z nich skorzystać – podsumował.

 

korespondencja z Zakopanego,
Bartosz Leja

 

Podziel się:

Dodaj komentarz