You are currently viewing Andrzej Stękała: Było sporo emocji, ale udało mi się „odciąć głowę”
Andrzej Stękała (fot. Julia Piątkowska)

Andrzej Stękała: Było sporo emocji, ale udało mi się „odciąć głowę”

Andrzej Stękała to w ostatnich dniach jedno z najczęściej powtarzanych nazwisk polskiego sportu. Polski skoczek, który w Titisee-Neustadt wywalczył życiowe piąte miejsce, podczas indywidualnego konkurs w Zakopanem powtórzył ten rezultat. Z tropu nie zbił go nawet bliższy skok w „drużynówce”, po którym Biało-Czerwoni spadli z pierwszej na drugą pozycję. – Było sporo emocji, ale poniekąd udało mi się „odciąć głowę” – komentował.

 

Sporo emocji po „drużynówce”

Podczas zeszłotygodniowych zawodów w niemieckim Titisee-Neustadt, Stękała zdołał utrzymać piąte miejsce zajmowane po pierwszej rundzie. W Zakopanem na półmetku był jeszcze wyżej. 134 metrowa odległość pozwoliła mu plasować się na czwartym miejscu. W finale skoczył dalej (136,5 m), jednak rywale szybowali pod granicę 140. metra, lub poza nią. Skończyło się ponownie na piątym miejscu i wyrównaniu pucharowej życiówki.

Było sporo emocji, ale poniekąd udało mi się „odciąć głowę”. Siadając na belce usłyszałem „trąby” zza skoczni, wtedy już miałem uśmiech na twarzy i pomyślałem sobie: „musisz skoczyć dla nich, bo przyszli tutaj”… Dziękuję im, że są”. To pokazuje, że mamy najlepszych kibiców na świecie – mówił poruszony 25-latek na Wielkiej Krokwi.

Dodajmy, że wczoraj w konkursie drużynowym Stękała będąc pewniakiem trenera Doležala, w pierwszej rundzie skoczył aż 137 metrów. W finale lądował znacznie bliżej (115,5 m), a prowadzący Polacy spadli na drugie miejsce za Austriaków. Początkowo zawiedziony swoim występem Stękała, przyznał, że rozpamiętywanie takiej próby nie byłoby dobrym pomysłem. 

Wczoraj też był dobry nastrój, tylko sam sobie go zepsułem. Myślałem, że źle skoczyłem, bo metrów nie było, ale później jak zobaczyłem ten skok, to naprawdę nie był zły. Taki jest sport. Niektórzy „siadali” na bulę, bo jak jest zły warunek, to nie da się odlecieć. Dziś było w miarę równo, wyższa belka i było dobrze… ale się nie napalam. Wiedziałem, że muszę zrobić swoje – przyznał.

 

Stękała: „Koledzy nie pozwolili mi się załamać”

Przyznał także, że sporą rolę w jego dobrej formie mentalnej odegrali w ciągu ostatniej doby koledzy z drużyny. – Mają na mnie duży wpływ, bo nie pozwalają się załamać. Nie tylko oni jednak, bo każdy ze sztabu szkoleniowego mówił, że nie ma się czym załamywać. Ufam im. Później jak zobaczyłem ten skok to dobrze, że się nie „łamałem”, bo nie mam czym – skwitował, a zapytany o wsparcie ze strony trenera Macieja Maciusiaka, który jest jednym z najważniejszych współautorów powrotu Stękały do formy, odparł: – Był tu dzisiaj, rozmawialiśmy, dodawał wsparcia. Każdy trener ze sztabu dużo może wnieść. Czerpię rady od każdego. 

Kolejną szansą na wywalczenie upragnionego pucharowego podium będą przyszłotygodniowe zawody w fińskim Lahti. Zawodników czekają sobotnie zawody drużynowe (23 stycznia) i niedzielne indywidualne (24 stycznia). Tam w zawodach Pucharu Świata, Stękała startował do tej pory tylko raz. W 2016 roku zajął 21. miejsce.

Tym razem znajduje się jednak w szerokiej pucharowej czołówce, a po pierwszej serii dwukrotnie był już tej zimy w grze o podium. – Tego się nie da wytrenować i „spiąć” się na treningu, bo [zawody – przyp.red.] to jest jedyna okazja do tego. Wtedy w bardzo krótki czasie można wiele zyskać i wiele stracić – podsumował.

 

Bartosz Leja,
korespondencja z Zakopanego

 

Podziel się:

Dodaj komentarz