Niepewność Norwegów przy powrocie do kraju. Stöckl obawiał się kwarantanny
Alexander Stöckl (fot. Maria Grzywa)

Niepewność Norwegów przy powrocie do kraju. Stöckl obawiał się kwarantanny

Norweskie władze bardzo restrykcyjnie podchodzą do tematu pandemii koronawirusa. W związku z tym trener kadry skoczków oraz sami zawodnicy obawiali się, że po powrocie do kraju zostaną poddani kwarantannie i nie będą mogli wyjechać na kolejne zawody Pucharu Świata. Informacje te okazały się na szczęście nieprawdziwe.

 

Po zawodach w fińskim Lahti, reprezentacja Norwegii udała się bezpośrednio do Willingen. Stało się tak, ponieważ do ekipy trenera Stöckla dotarła nieoficjalna informacja, że jeśli chcieliby powrócić do ojczyzny, nie będą mogli wyjechać na kolejny pucharowy weekend. Miło się tak stać dlatego, że nałożona na nich kwarantanna uniemożliwiłaby przemieszanie się. Norwegowie nie podjęli więc ryzyka. Przypomnijmy, że norwescy skoczkowie mieli sporo zamieszania w związku z pandemią koronawirusa już w drugiej połowie stycznia, kiedy po powrocie z Zakopanego nie mogli wziąć udziału w mistrzostwach kraju. Mimo próśb argumentowanych cotygodniowymi negatywnymi wynikami testów na COVID-19 zostali odizolowani i nie mogli wystartować w Trondheim. Tym dziwniejsze było to, że z kwarantanny zwalniał ich… kolejny wyjazd za granicę.

Okazało się, że w tym zakresie sytuacja się nie zmieniła. „Wikingowie” mogą wrócić do swojego kraju bez obawy, że nie zostaną z niego „wypuszczeni”. Norwescy sportowcy mogą cały czas wyjeżdżać za granicę w celu odbycia tzw. „niezbędnej podróży służbowej”, za jaką uznano zawodu Pucharu Świata w skokach narciarskich. Ponadto przysługuje im możliwość korzystania z transportu publicznego zarówno przy wjeździe jak i wyjeździe z państwa.

Po uzyskaniu ten informacji, trener Aleksander Stöckl wraz z dwójką reprezentantów kadry narodowej, Robertem Johanssonem oraz Johannem Andre Forfangiem wrócili w poniedziałek do Norwegii. Zarówno szkoleniowiec jak i Johansson są ojcami małych dzieci, stąd decyzja o powrocie, choć na chwilę, do rodziny. – To bardzo ważne, że można od czasu do czasu wrócić do domu. Spotkanie z rodziną i dziećmi ma ogromną wartość – podkreślił austriacki trener Norwegów, który zamieszkał w Kraju Fiordów.

Pozostała trójka, Halvor Egner Granerud, Marius Lindvik oraz Daniel-André Tande, zdecydowali że zostaną w Willingen i tam potrenują, a do ojczyzny wrócą po zawodach w Klingenthal, do którego zawitali w dniu dzisiejszym. Pozostali Norwegowie, czyli wspomniani Johansson i Forfang, a także Thomasa Aasen Markeng, przybędą do Niemiec w czwartek.

Dla lidera Pucharu Świata częsty powrót w skandynawskie rejony wiązał by się z dodatkowymi testami, większą ilością stresu i większą szansą potencjalnego zarażenia się wirusem SARS-CoV-2. Alexander Stöckl podkreślił, że jest pod dużym wrażeniem systemu kontroli zakażeń, który zaproponowała Międzynarodowa Federacja Narciarska. Na 15000 testów które zostały przeprowadzone we wszystkich etapach sezonu, zaledwie ponad 20 okazało się pozytywnych.

Najwięcej zamieszania było niewątpliwie w kadrze austriackiej, w której już na samym początku Pucharu Świata wykryto przypadki koronawirusa. Ostatnim skoczkiem, u którego wynik okazał się pozytywny jest Słoweniec Peter Prevc. Początkowe obawy mówiące o seryjnych zakażeniach stopniowo jednak ustępują. Kolejne środki ostrożności, jakie zostały podjęte w tym sezonie wydają się działać coraz lepiej. Nie można jednak nie zapominać, jak duże generuje to koszty.

Pod względem dbałości o reżim sanitarny można jednak przyznać, że Norwegowie są pod tym względem (póki co) wzorem. W ich reprezentacji przez pierwszą połowę sezonu nie wystąpił ani jeden pozytywny wynik testu.

 

Maria Chenczke
źródło: Dagbladet.no 

 

Podziel się:

Dodaj komentarz