Dawid Kubacki: „Jest we mnie trochę złości, bo stać mnie na dobre skakanie”
Dawid Kubacki (fot. Julia Piątkowska)

Dawid Kubacki: „Jest we mnie trochę złości, bo stać mnie na dobre skakanie”

Dawid Kubacki w pierwszym konkursie indywidualnym na Wielkiej Krokwi w Zakopanem zajął jedenaste miejsce. Zawodnik klubu Wisła Zakopane oddał dwa równe skoki na odległość 132 i 131 metrów. 30-letni zawodnik spadł, jednak o jedną pozycję w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata i aktualnie zajmuje siódme miejsce. – Jest we mnie trochę złości, bo stać mnie na dobre skakanie – przyznał.

 

 

Jest niedosyt

Dawid Kubacki po skoku na 132 metr w pierwszej serii konkursowej zajmował piętnastą pozycję. Finałowy skok na odległość 131 metrów, oddany przy niewielkim wietrze w plecy, pozwolił mu awansować o cztery „oczka” i w rezultacie zakończyć sobotnie zmagania na samym początku drugiej dziesiątki.

Jest we mnie trochę złości, bo stać mnie na dobre skakanie. W obu skokach czegoś zabrakło. W finałowej serii technicznie było naprawdę fajnie, tylko trochę spóźniłem i przez to straciłem parę metrów. W pierwszej serii było trafione w próg, ale z kolei nie było tak płynnie jak w serii finałowej – komentował po konkursie 30-letni skoczek z Szaflar.

 

„Andrzej długo kręcił się wokół podium”

Kubacki skomentował również występ Andrzeja Stękały, który po raz pierwszy w karierze stanął na podium zawodów Pucharu Świata, plasując się tuż za zwycięzcą sobotnich zmagań, Ryoyu Kobayashim. Koledze z kadry zabrakło zaledwie 0,3 punktu do triumfu, co również nie umknęło uwadze Kubackiego. – Te trzy dziesiąte… Wiemy gdzie ich brakło. Może nie będę zdradzał nazwisk (śmiech) – przyznał z przymrużeniem oka, nawiązując do noty polskiego sędziego, Fabiana Malika. – Generalnie super, że Andrzejowi się udało. Długo kręcił się wokół podium, walczył od samego początku sezonu, pokazywał swoje aspiracje, żeby stanąć na podium. Ten sukces oczyści mu głowę, Andrzej zobaczy, że jest zdolny do dobrego skakania. Mam nadzieję, że to pozwoli mu skakać jeszcze lepiej, z mniejszą presją – skwitował doświadczony zawodnik, który na pucharowym podium stawał już 23 razy.

Dawid Kubacki podobnie jak Andrzej Stękała długo musiał czekać na pierwsze podium w zawodach Pucharu Świata. 30-latek zadebiutował w zawodach najwyższej rangi w styczniu 2009 roku, a po raz pierwszy w karierze na podium stanął prawie dziewięć lat później, 30 grudnia 2017 roku w Oberstdorfie podczas Turnieju Czterech Skoczni. Kubacki stwierdził, że taka chwila jest niezwykle ważna dla sportowca. – To jest taki moment, w którym uświadamiasz sobie i innym, że potrafisz. Nieraz ktoś nie wierzył, nie doceniał tego co robiłem, nieraz ktoś próbował wyperswadować, że wypadałoby skończyć skakać. Taki moment pozwala samemu sobie powiedzieć, że miałeś rację, dobrze pracowałeś i zasłużyłeś na to żeby być tu gdzie jesteś – przyznał siódmy skoczek klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

 

Trudna sytuacja młodych zawodników

Młodzi polscy skoczkowie często muszą podejmować dodatkową pracę, aby pogodzić skoki z codziennym życiem, przez co nie mogą skupić się jedynie na sporcie. Dawid Kubacki przyznaje jednak, że miał nieco łatwiej pod tym względem, gdyż nie musiał dodatkowo zarabiać między sezonami aby się utrzymać. – Miałem to szczęście, że nie znalazłem się w takiej sytuacji, w której musiałbym tak kombinować, ale tym bardziej podziwiam za to Andrzeja. Wiedział, że chce skakać i starał się jak mógł. Miał różne problemy, ale mimo wszystko zawziął się. W pracy dogadał się tak, żeby mógł też trenować i dzięki temu uporowi jest teraz tu, gdzie jest. Gdyby w tamtym momencie poszedł do pracy i stwierdził, że to wszystko nie ma sensu, to nawet nie wiedziałby jakie fajne emocje go ominęły – ocenił Kubacki, nawiązując do kelnerowania Andrzeja Stękały w jednej z zakopiańskich restauracji.

Dawid Kubacki podkreślił również jak ważną rolę odegrał w jego karierze Maciej Maciusiak, trener polskiej kadry B. – Po odsunięciu mnie z pierwszej grupy pracowałem z Maciejem Maciusiakiem. Nasza współpraca układała się dobrze, dzięki czemu mogłem znaleźć się w grupie Stefana Horngachera i ewoluowało to dalej. Andrzej wiele razy wspominał o Maciusiaku i tych ludziach, którzy pomogli mu ten trudny okres przetrwać – podsumował.

 

Puste trybuny pod skocznią

Z powodu obecnej sytuacji spowodowanej pandemią koronawirusa, w obecnym sezonie trybuny wokół skoczni są puste. Wielu zawodników podkreśla, że podium w Zakopanem jest czymś niesamowitym, a panująca tam atmosfera jest jedyna w swoim rodzaju. – Żałuję, że nie ma tu kibiców, bo przeżyć to wszystko w Zakopanem to naprawdę niesamowita chwila i z kibicami to wygląda zupełnie inaczej. To nie są te same emocje, chociaż i tak są bardzo wysokie – skomentował Kubacki.

Na niedzielę zaplanowany jest kolejny konkurs indywidulany na skoczni im. Stanisława Marusarza w Zakopanem. – Dzień kończymy fajnymi emocjami, Andrzej jest na podium, a ja mam trochę czasu do jutra żeby popracować nad sobą. Jutro jest nowy dzień i walczymy od nowa – skwitował.

 

Anna Fergisz, Anna Trybuś,
informacja własna

 

Podziel się:

Dodaj komentarz