Koronawirus w kadrze, łzy i medale. Pełna emocji historia słoweńskich skoczkiń
Srebrne medalistki ze Słowenii, od lewej: Klinec, Bogataj, Rogelj, Kriznar (fot. Julia Piątkowska)

Koronawirus w kadrze, łzy i medale. Pełna emocji historia słoweńskich skoczkiń

Prawdziwy emocjonalny rollercoaster przeżyły w ostatnich dniach słoweńskie skoczkinie. Mimo, że walka o medal nie powiodła się liderce Pucharu Świata Nice Kriznar, to złoty medal wywalczyła jej koleżanka Ema Klinec. Dzisiaj Słowenki o włos przegrały złoto w rywalizacji drużynowej, a w gnieździe trenerskim zabrakło ich szkoleniowca, który uzyskał pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa.

 

Klinec przejmuje rolę liderki

Na Mistrzostwa Świata w Oberstdorfie w roli liderki klasyfikacji generalnej Pucharu Świata przyjechała 20-letnia Nika Kriznar. Słowenka przed tygodniem w Rasnovie wykorzystała nieobecność dotychczasowej posiadaczki żółtego plastronu Marity Kramer. Zajmując pierwsze i trzecie miejsce usadowiła się w fotelu liderki. Pomijając zupełnie niezrozumiałą decyzję lokalnych rumuńskich władz o niedopuszczeniu do startu Austriaczki (ze względu na jeden niejednoznaczny wynik testu na COVID-19, mimo późniejszych negatywnych), Kriznar potwierdziła że jest klasową zawodniczką. Już po przyjeździe do Oberstdorfu na normalnej Schattenbergschanze (HS-106) odstawała jednak od najgroźniejszych rywalek i indywidualny konkurs zakończyła bez medalu, na piątym miejscu.

Słoweńska kadr kobiet jest jednak na tyle mocna, że przy nieco krótszych skokach dotychczasowej liderki, jej rolę przejęła 22-letnia Ema Klinec. Zawodniczka, która tą zimę rozpoczęła od absencji spowodowanej koronawirusem, szybko w bardzo dobrej formie powróciła do międzynarodowej stawki. Podia w Ljubnie, Titisee-Neustadt i Hinzenbach potwierdziły, że może się liczyć także w światowym czempionacie. Po pierwszej serii czwartkowego konkursu była druga ze 105 metrową odległością. Prowadziła znakomicie dysponowana Marita Kramer, która ustanowiła nowy 109 metrowy rekord skoczni. W finale Klinec uzyskała 100,5 metra i po swojej próbie prowadziła, jednak na górze pozostała jeszcze Austriaczka. Jury zdecydowało się obniżyć liderce belkę (co później było przyczyną wielu krytycznych głosów), a Kramer mając problemy przy lądowaniu na 98. metrze spadła na czwartą pozycję. Łzy smutku i rozczarowania pojawiły się u Austriaczki, łzy wzruszenia i radości u Słowenki, która nie mając w swoim dorobku pucharowego zwycięstwa, zdobyła złoto i tytuł mistrzyni świata.

Byłam bardzo skoncentrowana na swoim zadaniu. Wierzyłam w siebie, ale nie sądziłam że uda mi się wygrać. Teraz ciężko mi coś powiedzieć, nie mogę uwierzyć w to co się stało, to przytłaczające, jestem więcej niż szczęśliwa – mówiła w wielkich emocjach.

 

Koronawirus i drużynowe emocje do samego końca

Dzień później zawodniczki czekała rywalizacja drużynowa na normalnym obiekcie. Głównymi faworytkami do złota były właśnie Słowenki, w który składzie obok Kriznar i Klinec znalazły się Spela Rogelj i Ursa Bogataj. Już wcześniejsze serie pokazały, że w walce o złoto mogą się liczyć także Norweżki i Austriaczki. Tuż przed konkursem okazało się, że swoich podopiecznych nie będzie mógł startować trener Zoran Zupancic. 45-letni szkoleniowiec rano uzyskał pozytywny wynik testu na obecność wirusa SARS-CoV-2, co wiązało się z koniecznością znalezienia się w kwarantannie. Słowenki zostały jednak dopuszczone do konkursu, ponieważ u nich wyniki były negatywne. Z pewnością nie obyło się jednak bez stresu, który mógł mieć wpływ na ich późniejsze skoki. W związku z zaistniałą sytuacją, rolę Zupancica przejął w gnieździe trenerskim jego asystent Anze Lavtizar.

Przez sporą część konkursu Słowenki znajdowały się na prowadzeniu i mimo bardzo solidnych prób Austriaczek, zmierzały po złoto. Na półmetku liderkami były jednak właśnie podopieczne trenera Haralda Rodlauera, które miały jednak nad Słowenkami zaledwie 1,4 punktu przewagi. Wszystko za sprawą skoków Kramer (102,5 m) i Klinec (91,0 m). Mistrzyni świata nie spisała się najlepiej i można się było spodziewać, że w finałowej serii dojdzie do ich kolejnego pojedynku. Tuż przed ostatnią grupą na czele znajdowały się Słowenki, a za nimi były Austriaczki. Ponownie w wielkim stylu zaatakowała Marita Kramer, która poszybowała 104 metry. Aby zapewnić złoto sobie i koleżankom, Klinec musiała uzyskać w dobrym stylu 96 metrów. Skoczyła pół metra bliżej, a jej noty nie zachwycały… Klepsydra przy słoweńskiej fladze nie napełniła się do końca i ze złota mogły się cieszyć Austriaczki. Ich przewaga nad „srebrnymi” Słowenkami wyniosła znowu zaledwie 1,4 punktu. Początkowo na twarzach Słowenek pojawił się zawód, szczególnie przeżywała to Ema Klinec, która jako indywidualna mistrzyni świata nie sprostała w pełni pokładanych w niej oczekiwań. Trzeba jednak zauważyć, że wicemistrzostwo świata to i tak największy jak dotąd drużynowy sukces słoweńskich skoczkiń w imprezie tej rangi.

Rolę liderki w słoweńskiej ekipie ponownie pełniła dziś Nika Kriznar, która prezentowała się najlepiej. Skoki na 98 i 106 metrów sprawiły, że uzyskała drugą indywidualną notę, tuż po Maricie Kramer. – Za nami wspaniały dzień! Chcieliśmy medalu, zdobyłyśmy srebro, ale myślałyśmy o złocie. Zabrakło nam naprawdę niewiele. Ja mogę być zadowolona ze swoich skoków, miały w sobie zdecydowanie więcej luzu i były lepsze niż wczoraj – przyznała. Wtórował jej zastępujący głównego trenera Anze Lavtizar: – Musimy być zadowoleni ze srebra. Chcieliśmy więcej, ale powinniśmy wykonać osiem dobrych skoków, aby zdobyć tytuł mistrzowski, a tego nie udało się nam dzisiaj osiągnąć.

A złoto dla Austriaczek? Zważając na to, przez co przechodziła w ostatnich tygodniach ich liderka Marita Kramer, nie można nie przyznać, że była to po prostu pewna sportowa sprawiedliwość. Wywalczona na raty i po przejściach, ale jednak. Dodajmy, że w złotej drużynie znalazła się wielce doświadczona 37-letnia Daniela Iraschko-Stolz, Chiara Hoelzl, która dołączyła do drużyny po absencji w rywalizacji indywidualnej, a także Sophie Sorschag, która wczoraj mimo solidnego skoku… została zdyskwalifikowana za nieprzepisowy kombinezon.

 

Bartosz Leja,
źródło: FIS / sloski.si / informacja własna

 

Podziel się:

Dodaj komentarz