Anže Lanišek: „Moje wszystkie porażki są tym, co popchnęło mnie do przodu”
Anže Lanišek (fot. Julia Piątkowska)

Anže Lanišek: „Moje wszystkie porażki są tym, co popchnęło mnie do przodu”

O Anže Lanišku przed Mistrzostwami Świata w Oberstdorfie mówiono, że może okazać się przysłowiowym „czarnym koniem”. 24-latek w seriach treningowych na normalnej skoczni HS-106 spisywał się znakomicie, plasując się regularnie w czołówce. Formę potwierdził też podczas konkursu, w którym sięgnął po brązowy medal. Na półmetku zmagań był nawet wiceliderem. – Z medalu nie można być niezadowolonym – komentował.

 

Anže Lanišek od początku sezonu spisywał się bardzo dobrze, co potwierdził czterokrotnie meldując się na podium zawodów Pucharu Świata. To właśnie o 24-latku z miasteczka Domžale, jeszcze przed sezonem mówiono jako o nadziei słoweńskich skoków. Znakomita dyspozycja w lecie miała przełożyć się na dobre wyniki zimą. Tuż przed światowym czempionatem Lanišek odpuścił zawody w Rasnovie, aby lepiej przygotować się do najważniejszej imprezy sezonu. Jak się okazało, spokojny trening przyniósł podopiecznemu trenera Roberta Hrgoty oczekiwane efekty i upragniony medal światowego czempionatu w niemieckim Oberstdorfie.

 

„Każdy medal wiele znaczy”

Lanišek już na pierwszych seriach treningowych na normalnej Schattenbergschanze (K-95 / HS-106) sygnalizował, że jest w bardzo dobrej dyspozycji. W środę zajął piąte i drugie miejsce, a dzień po znakomitych próbach 24-latek postawił na regenerację i postanowił odpuścić wieczorną sesję treningową. – Kiedy przełamałem lody, było łatwiej. Wiedziałem, co robić aby osiągnąć dobry wynik. Dlatego odpuściłem drugi trening. Wiedziałem, że to droga do sukcesu – mówił wówczas. Taktyka oszczędzania sił okazała się słuszna.

Po pierwszej serii konkursu indywidualnego Lanišek, który skoczył 102,5 metra plasował się na drugiej pozycji, tracąc do liderującego Piotra Żyły trzy punkty. W finale Słoweniec uzyskał 101 metrów i spadł o jedną lokatę przegrywając jeszcze z Karlem Geigerem. Po swojej próbie był jednak drugi, co już wtedy oznaczało medal dla 24-letniego zawodnika. Po skoku Polaka, Słoweniec mógł się cieszyć z trzeciego stopnia podium. Zapytany czy ta pozycja go satysfakcjonuje, odpowiedział stanowczo: – Dlaczego miałbym być niezadowolony? Każdy medal wiele znaczy. To sport, uczymy się i ruszajmy dalej! Każde zawody to nowa okazja – stwierdził szczęśliwy.

Okazuje się, że Lanišek dopiero przed finałowym skokiem odnalazł w sobie spokój i nie dał się presji. – To nie było łatwe, ponieważ zdawałem sobie sprawę, że mogę zdobyć tu medal. Odnalazłem jednak w sobie koncentrację i byłem zrelaksowany. W drugiej serii starałem się mieć więcej zabawy. Udało mi się. Kiedy zobaczyłem numer dwa, to było… szalone. Medal był mój! – wspomina.

Dodajmy, że 24-latek w sobotę wywalczył dla Słowenii piąty w historii indywidualny medal MŚ w skokach narciarskich mężczyzn. Wcześniej po medalowe zdobycze dwukrotnie sięgał Peter Prevc (srebro i brąz w 2013 r.), a raz Rok Benkovič (złoto w 2005 r.) oraz Franci Petek (złoto w 1991 r.).

 

„Porażki popchnęły mnie do przodu”

Po zdobyciu trzeciego miejsca w rywalizacji indywidualnej, Lanišek nie zdecydował się jednak na huczne świętowanie. Już następnego dnia decyzją trenerów miał wziąć udział w konkursie drużyn mieszanych, w którym Słoweńcy mieli odegrać pierwszoplanowe role. – W zasadzie nie zacząłem jeszcze się cieszyć. Jutro czeka nas kolejny start. Teraz jest czas na odpoczynek, a nie na świętowanie. Jest jeszcze sporo startów, zanim stwierdzimy, że już po wszystkim – komentował. Okazuje się, że 24-latek, aby nie dekoncentrować się przed mikstem licznymi gratulacjami, postanowił… wyłączyć telefon! – Do końca zawodów jestem nieosiągalny – przyznał po sobotnim konkursie. Jak się jednak okazało, mimo indywidualnych zdobyczy Laniška i mistrzyni świata Emy Klinec, Słowenia znalazła się niespodziewanie poza podium.

Brązowy medal światowego czempionatu jest jak do tej pory życiowym osiągnięciem 24-latka. We wcześniejszych sezonach tylko dwukrotnie udało mu się stanąć na podium zawodów Pucharu Świata – w sezonie 2019/2020 drugi był w Wiśle i trzeci w Ruce. – Działo się wiele rzeczy. Wcześniej nie wiedziałem, dlaczego nie udało mi się osiągnąć sukcesu i stanąć na podium. Zawsze byłem na czwartym miejscu. Myślę, że moje wszystkie porażki są tym, co popchnęło mnie do przodu – stwierdził w sezonie, w którym na podium meldował się już w Engelbergu, Innsbrucku i Zakopanem (dwukrotnie). Medal mistrzostw w Oberstdorfie jest z pewnością potwierdzeniem dobrej dyspozycji Słoweńca i niewykluczone, że także konsekwencją zmiany głównego trenera kadry, którym po rezygnacji Gorazda Bertoncelja (po burzy w słoweńskich skokach w trakcie grudniowych MŚ w lotach) został Robert Hrgota. Jednocześnie Lanišek w świetnym stylu zastąpił dotychczasowego lidera słoweńskiej ekipy, Petera Prevca, zmagającego się od dłuższego czasu z kryzysem formy.

Przed Laniškiem jeszcze jedna szansa na indywidualne medalowe zdobycze w Bawarii. Na piątek (5 marca) zaplanowany jest konkurs na dużej skoczni HS-137, na której w grudniu skoczkowie rywalizowali podczas Turnieju Czterech Skoczni. Słoweniec zajął wówczas dziewiąte miejsce. Po udanych zawodach na skoczni normalnej, 24-latek zapowiada walkę o czołowe lokaty również na dużej skoczni: – Mam nadzieję, że uda mi się kontynuować dobre mistrzostwa – podsumował.

 

Anna Fergisz,
źródło: sloski.si / siol.net

 

Podziel się:

Dodaj komentarz