Kruczek o krytyce Małysza: „Tu nie chodzi o bycie stanowczym. Mamy dziesięć lat zaległości”
Trener Łukasz Kruczek i dyrektor Adam Małysz (fot. Julia Piątkowska)

Kruczek o krytyce Małysza: „Tu nie chodzi o bycie stanowczym. Mamy dziesięć lat zaległości”

Zagęszcza się atmosfera w polskiej kadrze kobiet prowadzonej przez trenera Łukasza Kruczka. Po słowach Adama Małysza, który stwierdził, że polskiemu szkoleniowcowi brakuje stanowczości wobec swoich podopiecznych, sam zainteresowany mówi nam, że trudno w tak krótkim czasie w pełni odbudować skoki narciarskie kobiet w naszym kraju.

 

Małysz krytykuje, Krucczek: „Tu nie chodzi o stanowczość”

Znam Łukasza z zupełnie innej strony. Pamiętam jak był trenerem w polskiej reprezentacji mężczyzn i zupełnie inaczej się zachowywał. Teraz nie jest to dla mnie coś optymistycznego. Stanąłem za nim murem, jak usłyszałem wypowiedź jednej z naszych zawodniczek, że to trener ma się do nie dostosować, a nie na odwrót, bo tak być nie powinno. Jeśli Łukasz sam mówi, że nie potrafi być stanowczy, to nie jest dobry sygnał – mówi jeszcze wczoraj dyrektor ds. skoków narciarskich w Polskim Związku Narciarskim, Adam Małysz. Zasygnalizował jednocześnie, że tuż po zakończeniu sezonu konieczna będzie wnikliwa analiza sytuacji w żeńskiej kadrze i poważna rozmowa ze szkoleniowcem na temat przyszłości.

Jak sam trener Kruczek odnosi się do takich słów? – Tu nie chodzi o bycie lub nie bycie stanowczym, a raczej o to którą z zawodniczek można „porwać” pasją do skoków, aby znalazła wewnętrzną motywacje do bycia najlepszą na świecie – kwituje szkoleniowiec Polek. Zapytany o to czy od maja 2019 roku, od kiedy został trenerem Polek, dało się zbudować drużynę na miarę międzynarodowej czołówki, odpowiada: – Pewnie, że można by było lepiej. Ja jednakże chcę mieć drużynę taką, aby mogła się w niej pokazać większa liczba zawodniczek. Mamy dziesięć lat zaległości, a czasu się nie cofnie. Czasami musimy iść na skróty, a nie każdy skrót jest skuteczny. Czego nam jeszcze brakuje? Lepszego „ducha drużyny”. Jest lepiej ale do doskonałości jeszcze daleko. I dużej determinacji wszystkich zawodniczek i członków sztabu.

W ostatnich dniach dość mocno dyskutowano też na temat wagi naszych reprezentantek. Nie brakowało opinii mówiąc, że mimo niskiego wzrostu, polskie skoczkinie ważą zbyt dużo, aby mogło to dawać pozytywne rezultaty na skoczni. A jak doskonale wiemy, niska waga to jeden z elementów sukcesu w skokach narciarskich. – Jedna z zawodniczek ma faktycznie większy problem, jedna problem rozwiązała, reszta to fanaberie. Wiadomo, że w skokach jest to dosyć istotny parametr i patrząc na czołówkę to nie ma szans na osiąganie sukcesów nie mając odpowiedniej budowy ciała. Jest to poniekąd wpisane w skoki narciarskie, jak też w inne dyscypliny sportu. Nie jesteśmy w tym odosobnieni, każda dyscyplina sportu ma swoje wymogi – tłumaczy szkoleniowiec Polek.

 

Polki w komplecie w konkursie. Czego brakuje do najlepszych?

Podczas gdy poza kadrą trwały spekulacje o jej wewnętrznej sytuacji, Biało-Czerwone skakały. Może nie najdalej, ale za to bardzo skutecznie. Wtorkowe kwalifikacje do konkursu Mistrzostw Świata na dużej skoczni pewnie przebrnęła cała polska czwórka. 27. była Anna Twardosz (97,5 m), 31. Kinga Rajda (96,5 m), 36. Nicole Konderla (90,5 m), a 38. Kamila Karpiel (89,0 m). Tym samym wszystkie nasze reprezentantki zobaczymy podczas dzisiejszego konkursu na dużej Schattenbergschanze (K-120 / HS-137). – To jest zgodne z oczekiwaniami, już wielokrotnie powtarzałem, że stać je na regularne meldowanie się czwórką w konkursie i dwójką w finale. Nie mierzyłbym tego w kategorii sukcesu – oceniał Kruczek.

Warto jednak zauważyć, że najlepsze zawodniczki latały wczoraj zdecydowanie dalej. Kwalifikacje wygrała Austriaczka Marita Kramer, która uzyskała aż 137,5 metra. Nie sposób więc nie zauważyć dysproporcji pomiędzy wynikami czołowych zawodniczek, a tymi, które kwalifikują się do konkursu nie uzyskując na nawet 100 metrów. Z czego wynikają tak duże różnice? – Czołowe zawodniczki są zdecydowanie lepsze technicznie i przede wszystkim nie tracą prędkości lotu w pierwszych metrach za progiem. Kluczowy jest właśnie element przyspieszenia po wyjściu z progu i to jakie ułożenie mają narty, to czy nie są za szeroko rozwarte oraz to jak ciało zawodniczki rotuje – tłumaczy szkoleniowiec.

Przypomnijmy, że start środowego konkursu kobiet o medale na dużej skoczni, który będzie stanowił jedocześnie zwieńczenie zmagań skoczkiń na Mistrzostwach Świata rozpocznie się o godzinie 17:15.

 

Julia Piątkowska, Bartosz Leja
informacja własna

 

Podziel się:

Ten post ma 2 komentarzy

  1. Waldi

    Witam Moim zdaniem Pan Adam Małysz Nie powinien Krytykować Pana Trenera Łukasza Kruczka dlatego że rzeczywiście tak jak pan Trener Łukasz Kruczek Mówi skoki Kadry żeńskiej są opóźnione o 10 lat jesteśmy prawie za całym światem w kontekście skoków damskich i trzeba się zastanowić dlaczego tak się dzieje a nie krytykować i przemyśleć ten problem i może okazać dziewczyną więcej zrozumienia i cierpliwości a nie krytykować od razu.

  2. Waldi

    Witam Uważam że Pan Adam Małysz nie powinien Krytykować Pana Trenera Łukasza Kruczka a Przede wszystkim dziewczyn chociażby dlatego że one mają 10 Lat zaległości w skakaniu są za prawie całym światem i dlatego skaczą jak skaczą i osiągają tak odległe miejsca i rzadko awansują do drugiej serii i trzeba sobie zadać pytanie dlaczego tak się dzieje? Może zamiast krytykować Dziewczyny właśnie powinno się zadać pytanie czemu nasze panie tak słabo skaczą może dlatego że patrzono za długo w Polsce na skoki Pań przez Palce dlatego że bardziej się stawiało na skoki mężczyzn i teraz trzeba zrobić teraz wszystko aby tym naszym zawodniczką pomóc w lepszym skakaniu na skoczniach jasne że skakać będą one same ale może trzeba im dać więcej czasu więcej zrozumienia a nie krytykować.
    Mam nadzieje że może decydenci spojrzą na Nasze Polskie Skoczkinie łaskawszym okiem pomogą lepiej trenować ale przy tym okażą więcej zrozumienia.

Dodaj komentarz