Dawid Kubacki: „Była szansa powalczyć o złoto. To była walka na żyletki”
Dawid Kubacki (fot. Julia Piątkowska)

Dawid Kubacki: „Była szansa powalczyć o złoto. To była walka na żyletki”

Za nami konkurs drużynowy rozegrany w ramach Mistrzostw Świata w Oberstdorfie. Dawid Kubacki, który dwukrotnie kończył występy polskiego zespołu stwierdził, że należy mówić o zdobyciu brązowych medali, a nie o przegraniu złotych. – To była walka na żyletki, więc tym bardziej się cieszę, że mogę być częścią drużyny, która po tak zaciętej walce stoi na podium – przyznał skoczek z Szaflar.

 

„Walka na żyletki” z Niemcami i Austriakami

Kubacki, który skakał w drużynie jako ostatni, w konkursowych próbach osiągał 131 oraz 127,5 metra. Indywidualnie dałoby mu to dwunastą pozycję. Mistrz świata z Seefeld, jak sam przyznaje nie ma sobie nic do zarzucenia i jest zadowolony ze swoich skoków, jednak mógł trafić na lepsze warunki wietrzne. – Nie ma to dla mnie znaczenia. Zrobiłem wszystko co mogłem. Jest to w sumie troszkę przykre, że trafia się na gorsze warunki właśnie w takim momencie, bo wydaje się, że była szansa powalczyć spokojnie o złoto… Troszkę nie „przyfarciło”. Wiem jednak, że swoją robotę wykonałem i najważniejsze, że wyjeżdżamy stąd z medalem – powiedział polski skoczek, który jednak wedle uśrednionych wskaźników, miał prawie takie same warunki wietrzne (ok. 0,10 m/s w plecy), jak najgroźniejsi rywale z Niemiec (Karl Geiger) i Austrii (Stefan Kraft).

Warto podkreślić, że w medalowej rozgrywce liczyło się dzisiaj aż pięć ekip. Już na starcie spore straty niespodziewanie zanotowali Norwegowie, jednak niewielkie różnice punktowe pomiędzy Niemcami, Austriakami, Polakami, Japończykami i Słoweńcami sprawiały, że rywalizacja była niezwykle zacięta. W późniejszych etapach z marzeniami o medale pożegnali się podopieczni trenerów Miyahiry i Hrgoty, jednak w grze o złoto wciąż były ekipy trenerów Horngachera, Widhoelzla i Doleżala. Jeszcze przed skokami ostatniej grupy, na czele byli Polacy. Złoto dla Niemców wywalczył jednak Geiger (136,0 m), srebro dla Austriaków Kraft (133,0 m), a brąz dla Polaków Kubacki (127,5 m).

W dzisiejszym konkursie walczyło naprawdę wiele drużyn, nie tylko te trzy czołowe. Było bardzo ciasno, walka była „na żyletki” tak naprawdę, więc tym bardziej się cieszę, że mogę być częścią drużyny, która po tak zaciętej walce stoi na podium. Wiadomo, że chęci były na medale innego koloru, ale to jest medal, który wygraliśmy razem jako drużyna i będzie on nam bardzo dobrze smakować – zapewnił Kubacki.

 

„Robię wszystko na sto procent, odległości nie da się zaplanować”

Skoczek z Szaflar był częścią polskiej drużyny już 2013 roku w Val di Fiemme, kiedy razem z Maciejem Kotem, Piotrem Żyłą i Kamilem Stochem sięgnął także po brązowy medal. W 2017 roku w tej samej czwórce Biało-Czerwoni w wielkim stylu wywalczyli złoto. Tym razem Kota w drużynie zastąpił Andrzej Stękała. Sam Kubacki podkreślił znakomitą atmosferę panującą w zespole głównie za sprawą Piotra Żyły. – Humor Piotrka udziela się nam wszystkim, ale był to dla nas wszystkich bardzo fajny moment, że wyjeżdżamy stąd z medalem. Myślę, że najfajniejszy dla Andrzeja, bo to jest jego pierwszy medal mistrzostw świata. Stając na podium człowiek wie, że powalczył, wie, że włożył serce w tą walkę i jest doceniony – przyznał doceniając wkład każdego kolegi w medalowy dorobek.

Kubacki przyznał również, że siedząc na górze skoczni ciężko cokolwiek przewidzieć i zaplanować. – Tak jest nie tylko jeżeli chodzi o skoki, ale w zasadzie o każda dyscyplinę. Wydaje mi się, że nie da się zaplanować, że „no dobra muszę przebiec tą piątkę w tyle i tyle czasu i troszkę sobie przyspieszę”. Jak człowiek biegnie to wypluwa z siebie płuca, ale czasami nie leci to tak szybko jak innym, dlatego kiedy wiem ile mam skoczyć, to nie zmienia mojej sytuacji. Robię wszystko na sto procent, bez zastanawiania się kto ile skoczył i jakie miał warunki. Po prostu robię swoje i na bieżąco reaguję na to co się dzieje – zakończył.

Skoczek z Szaflar, który we wczorajszym konkursie indywidualnym na skoczni dużej zajął piętnaste miejsce, a wcześniej był piąty na mniejszej Schattenbergschanze, przyznał, że dzisiejszy medal bardzo go podbudował po wcześniejszych niepowodzeniach. – Ten medal to bardzo miły akcent, zwłaszcza po tych wszystkich perturbacjach, po walce, która nie zawsze udawała się tak jakbyśmy chcieli. Na małej skoczni naprawdę było blisko i medal był na wyciągnięcie ręki, ale pewne błędy zaważyły na tym że jednak się nie udało. Na dużej skoczni błędów było troszkę mniej, ale było też mniej szczęścia. Takie sytuacje kumulują się w człowieku i mimo, że staramy się je tłumić, to czasami ciężko nad tym zapanować. Dzisiaj jednak jako drużyna spisaliśmy się na medal. Każdy dał z siebie wszystko, włożył serce w skoki. Zdobycie medalu rozładowało moje wszystkie negatywne emocje, bo ciągle czegoś brakowało, a dzisiaj nie brakło i stoimy na podium jako drużyna. To jest coś, co przekształca sportową złość w pozytyw – skwitował skoczek, który już 12 marca będzie świętował swoje 31. urodziny.

 

Julia Piątkowska, Łukasz Serba,
informacja własna

 

Podziel się:

Dodaj komentarz