Sarah Hendrickson: „Moje plany na przyszłość nie zawierają skoków w Pucharze Świata”
Sarah Hendrickson (photo: Bartosz Leja)

Sarah Hendrickson: „Moje plany na przyszłość nie zawierają skoków w Pucharze Świata”

Niecałą dekadę temu Sarah Hendrickson została pierwszą skoczkinią w historii, która zdobyła Kryształową Kulę za triumf w klasyfikacji Pucharu Świata. Udowodniła wówczas, że na taki sukces stać zawodniczkę spoza krajów określanych mianem potęg w skokach narciarskich. W 2013 roku została też mistrzynią świata. Prawie dziesięć lat później Amerykanki brakuje w zawodach najwyższej rangi. Z 26-latką zza Oceanu porozmawialiśmy o tym, co obecnie jest jej priorytetem i czy zobaczymy ją jeszcze na skoczni.

 

Anna Libera, Bartosz Leja: Witaj Sarah. Przede wszystkim chcielibyśmy Cię zapytać jak się miewasz w tym trudnym pandemicznym czasie?

Sarah Hendrickson: Mam się świetnie. Przeprowadziłam się do miejscowości odległej o około sześć godzin jazdy samochodem od Park City, aby zamieszkać ze swoim chłopakiem. Nadal uczęszczam do szkoły, pracuję, ale też jeżdżę na nartach i staram się spędzać aktywnie czas na świeżym powietrzu.

 

Zastanawia nas, jak ostatnimi czasy wygląda twoja codzienność i czy skoki narciarskie nadal mają miejsce w Twoim życiu? A może coś innego stało się teraz Twoją pasją…

Moja pasja do skoków narciarskich nigdy nie zginie. Zaczęła się w bardzo wczesnym wieku i wzrastała wraz ze mną przez lata. Podróżowania, treningów, ludzi i ekscytacji, którą przyniosły mi skoki narciarskie, nie można porównać do niczego innego na świecie. Mimo tego z powodu wielu kontuzji musiałam odnaleźć inne pasje, które dają mi codzienną radość. Takie zajęcia jak studiowanie, nauka, czytanie, jazda na nartach czy rowerze i fitness, są w gronie zajęć, które napędzają mnie i dodają uśmiechu na co dzień. Mimo, że aktualnie nie uprawiam skoków narciarskich, moja miłość do tego sportu trwa już tak długo, że nigdy nie przeminie.

 

Sarah Hendrickson Lahti2017lot fotJuliaPiatkowska 300x200 - Sarah Hendrickson: "Moje plany na przyszłość nie zawierają skoków w Pucharze Świata"
Sarah Hendrickson (fot. Julia Piątkowska)

Czy w związku z tym śledzisz konkursy skoków narciarskich w tym sezonie? Może ktoś, lub coś szczególnie zaskoczyło Cię tej zimy?

Oglądam wszystkie konkursy Pucharu Świata mężczyzn oraz większość konkursów kobiet. Szczerze mówiąc, trudne mentalnie jest dla mnie oglądanie rywalizacji żeńskiej, ponieważ sama tęsknię za rywalizacją. Poziom około piętnastu czołowych pań jest naprawdę bardzo wysoki, a liczba skoczkiń, które biorą udział w zawodach stale rośnie. Naprawdę świetnie jest widzieć ten postęp. Uwielbiam dostrzegać nowe nazwiska wskakujące na sam szczyt, jak choćby Nikę Križnar czy Maritę Kramer. To sprawia, że walka o zostanie najlepszą zawodniczką staje się jeszcze bardziej emocjonująca. Byłam bardzo, bardzo szczęśliwa, kiedy Ema zdobyła tytuł mistrzowski w Oberstdorfie i chcę jej bardzo pogratulować. Ona też przeszła przez wiele kontuzji podobnych do moich i dlatego szanuję ją za siłę, dzięki której powróciła i wygrała.

 

Mówisz o wysokim poziomie około piętnastu czołowych zawodniczek w Pucharze Świata, który mogliśmy obserwować choćby podczas mistrzowskiego konkursu na dużej skoczni w Oberstdorfie. Mimo tego, pozostałe dziewczyny miały ogromne problemy z osiągnięciem choćby 100 metra, nie mówiąc nawet o punkcie konstrukcyjnym. Jak uważasz, czym to jest spowodowane?

Trudno jest wskazać jedną różnicę pomiędzy czołowymi zawodniczkami, a pozostałą grupą, ale faktycznie da się zauważyć ich znacznie mniejsze możliwości. Najlepsze skoczkinie są naprawdę bardzo mocne, a te słabsze mają duży problem z niższą prędkością. To sprawia, że rywalizacja jest dla nich ekstremalnie trudna. Chcę jednak zauważyć, że skocznie w Oberstdorfie są bardzo techniczne i trudne do pokonania, szczególnie jeśli ma się niską prędkość na progu.

 

Czy umożliwienie kobietom rywalizacji na skoczniach do lotów narciarskich jest więc dobrym pomysłem? Szczególnie spoglądając na wciąż niemałą liczbę kontuzji kolan wśród zawodniczek?

Kontuzje więzadeł w kolanach zdarzają się praktycznie w każdym sporcie narciarskim. Zarówno w męskiej, jak żeńskiej odsłonie. To jest coś, z czym walczy wiele dyscyplin sportowych i coś, na co składa się także pech. Myślę, że na loty narciarskie jest już teraz gotowych właśnie około piętnastu czołowych zawodniczek. Pozostałe dziewczyny są na dobrej drodze, aby dołączyć do tego grona w nadchodzących latach. 

 

To z pewnością najważniejsza kwestia dla Twoich fanów i ważne pytanie: czy planujesz jeszcze kontynuować międzynarodową karierę skoczkini narciarskiej?

To trudne pytanie, ale muszę powiedzieć, że moje plany na przyszłość nie zawierają skoków narciarskich w Pucharze Świata. W grudniu 2019 roku przeszłam operację po kontuzji pleców i jeszcze wtedy planowałam rehabilitację i powrót do rywalizacji. Udało mi się jednak zrealizować około 70 procent obciążenia treningowego i już to było zbyt trudne dla mojego organizmu. Trening pliometryczny [tzw. trening skokowy polegający na krótkotrwałym, ale maksymalnym wykorzystaniu siły mięśni w celu zwiększenia szybkości i mocy – przyp.red.] był zbyt dużym obciażeniem. Byłam już zmęczona ciągłym życiem w bólu i koniecznością pokonywania dyskomfortu. Po moich licznych operacjach kolan, a także chronicznym bólu pleców, zdecydowałam że po prostu muszę posłuchać tego, co mówi mi moje ciało. Czy to oznacza, że już nigdy nie skoczę na nartach? Mam nadzieję, że będzie inaczej, ale aktualnie nie planuję powrotu do rywalizacji w bliskiej przyszłości.

 

Hendrickson Sarah Oslo2013 fotStefanPiwowar 300x200 - Sarah Hendrickson: "Moje plany na przyszłość nie zawierają skoków w Pucharze Świata"
Sarah Hendrickson (fot. Stefan Piwowar)

Kiedy udało Ci się oddać ostatni, jak dotąd, skok?

Moje ostatnie skoki miały miejsce w październiku 2019 roku w Bischofshofen. Już wtedy plecy bolały mnie tak bardzo, że ciężko było mi normalnie funkcjonować. Uraz był na tyle uciążliwy, że wpływał na rdzeń kręgowy i funkcjonowanie mojej prawej stopy i stawu skokowego. Po tym obozie treningowym zdałam sobie sprawę jak poważna jest to kontuzja i z tego, że konieczna będzie operacja. Bardzo tęsknię jednak za wieloma rzeczami związanymi ze skokami narciarskimi. Brakuje mi dużych skoczni i dalekiego latania, brakuje mi też oczywiście zawodniczek i trenerów, którzy podczas mojego dorastania byli moją drugą rodziną.

 

W jednym z podcastów wspomniałaś, że kiedy uczyłaś się skakać na nartach, często trenowałaś z chłopcami. Teraz sama jesteś zaangażowana w amerykański program „Fly Girls” mający na celu zachęcenie młodych dziewcząt do tej dyscypliny sportu. Jaki widzisz w nim potencjał i jak treningi koedukacyjne mogą wpłynąć na wyniki skoczkiń narciarskich?

W 2015 roku rozpoczęliśmy serię obozów treningowych „Fly Girls”, które obejmowały tylko dziewczyny, juniorki ze Stanów Zjednoczonych. Teraz na zgrupowaniach pojawili się także chłopcy, co według mnie jest bardzo dobre. Myślę, że wspólne zajęcia sportowców obu płci przynosi korzyści obu grupom i będziemy to kontynuować. Co roku w okresie letnim jestem trenerem podczas tych zgrupowań i dla mnie samej jest to bardzo miły sposób na pozostanie osobą zaangażowaną w tę społeczność.

 

Często angażujesz się też w działania związane ze skokami narciarskimi jako reprezentantka tej dyscypliny sportu. Sama przyznałaś jednak, że stosunek liczby mężczyzn do kobiet podczas takich spotkań wynosi około 200 do 3. Czy w najbliższych latach spodziewasz się zmian w tym zakresie? I co Twoim zdaniem mogłoby się przyczynić do większej równości płci w sporcie?

Aktualnie faktycznie koncentruję się na polityce związanej ze skokami narciarskimi kobiet. Jak wszyscy wiemy, panie mają mniejszą liczbę konkursów, niższe nagrody pieniężne i ogólnie uwaga jest zwracana na skoczkinie w znacznie mniejszym stopniu. W mojej opinii musi się to poprawić. Jako przedstawiciel sportowców w Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) pracuję bardzo ciężko nad tym, aby wymusić lepsze traktowanie kobiet na wszystkich tych płaszczyznach. Niezaprzeczalnym faktem jest to, że rywalizacja mężczyzn przyciąga większe wpływy finansowe dla mediów i ogólnie większe zainteresowanie, niż zmagania kobiet. Ostatecznie jednak FIS i lokalne komitety organizacyjne muszą zrobić krok do przodu i dać nam te same szanse.. Naprawdę możemy dostarczać ekscytujące wydarzenia sportowe tak jak panowie i skoki kobiet będą bardziej popularne, jeżeli tylko dostaniemy więcej możliwości.

 

Sami pamiętamy, jak długo kobiety musiały walczyć o możliwość udziału w konkursach skoków narciarskich na igrzyskach olimpijskich. Które zawodniczki stanowiły dla Ciebie wzór i być może, zainspirowały Cię do bycia aktywną działaczką na rzecz równości w sporcie?

Ze względu na mój wiek, nie byłam jeszcze częścią grupy walczącej o udział kobiet w igrzyskach. Po prostu byłam we właściwym miejscu i właściwym czasie, kiedy w końcu wzięłyśmy udział w olimpijskich zmaganiach w 2014 roku. Chcę przekazać wielkie uznanie dla moich starszych koleżanek z drużyny i bardziej doświadczonym skoczkiniom z Niemiec, Austrii i Norwegii, które były liderkami tej walki. Trzeba jednak przyznać, że polityczne naciski w tej kwestii wciąż się jeszcze nie zakończyły. Jak już wspomniałam, nadal jesteśmy bardzo daleko od równości i będę robić wszystko co w mojej mocy, aby dążyć do równych szans.

 

Hendrickson Sarah Oslo2013 fotStefanPiwowar LOT 300x200 - Sarah Hendrickson: "Moje plany na przyszłość nie zawierają skoków w Pucharze Świata"
Sarah Hendrickson (fot. Stefan Piwowar)

Kiedy spoglądamy na amerykańskie skoki narciarskie kobiet, miałyście naprawdę duży potencjał, jednak było to już kilka dobrych lat temu. Co wydarzyło się przez te lata, że ten potencjał nie został wykorzystany? Czy to kwestia problemów z poziomem szkolenia, niskiego poziomu sportowego, czy może tego, że młode zawodniczki nie widzą dla siebie dobrej przyszłości w tej dyscyplinie?

Trudno powiedzieć. Kiedy wygrałyśmy klasyfikację generalną Pucharu Narodów w 2012 i 2013 roku, miałyśmy bardzo utalentowaną grupę pięciu zawodniczek, miałyśmy też trochę szczęścia. Mimo wszystko od tego czasu straciłyśmy sporo funduszy i możliwości finansowania rozwoju skoków narciarskich kobiet. W tamtych latach mogłyśmy liczyć na wielu sponsorów i darczyńców, którzy wspierali nas do czasu pierwszych igrzysk olimpijskich. Później jednak dało się odczuć, że nastąpił kres działań na rzecz równości. Rozumiem poniekąd dlaczego ludzie zaczęli się odsuwać, jednak w moich oczach wciąż mamy przed sobą długą drogę. Powoli odbudowujemy nasze programy dla młodych sportowców, a młode dziewczyny startujące w Pucharze Świata mają przed sobą pozytywną przyszłość. Z niecierpliwością oczekuję tego, co przyniesie przyszłość w kolejnych dziesięciu latach także poza Stanami Zjednoczonymi, ale musimy stawić czoła wielu wyzwaniom związanym ze wsparciem finansowym, a także długim czasem podróży do wielu miejsc docelowych.

 

Polskie skoki narciarskie niestety miały spore opóźnienia już na starcie i niestety nie radzą sobie jeszcze tak dobrze, jak pewnie oczekiwaliby tego kibice. Jak uważasz, co mogłoby Polkom pomóc dogonić światową elitę?

Naprawdę chciałabym zobaczyć więcej żeńskich konkursów rozgrywanych w Polsce. To mogłoby zainspirować polskie dziewczęta do rozpoczęcia swojej przygody z tym sportem. Posiadanie idoli, na których można się wzorować, to także coś bardzo ważnego. To wszystko może pomóc w znalezieniu wsparcia finansowego i rozwiązywaniu problemów, z którymi jak sądzę się zmagają.

 

Podsumowując… Co możemy Tobie życzyć na dalszą część tego roku? A może czego sama sobie życzyłaby Sarah Hendrickson?

Przede wszystkim chcę, aby ludzie wiedzieli, że mimo iż obecnie nie startuję w konkursach, nadal jestem bardzo związana ze skokami narciarskimi. Chciałabym widzieć więcej imprez, więcej sponsorów i więcej pieniędzy wkładanych w rozwój tego sportu. Wzrost znaczenia żeńskich skoków jaki osiągnęłyśmy w ostatnich dziesięciu latach, jest tak duży, jak to tylko w tych warunkach było możliwe. Poziom sportowy, który osiągnęły Maren Lundby, Sara Takanashi, Nika Križnar, Eva Pinkelnig, Chiara Hölzl, Marita Kramer, Silje Opseth i wiele innych, jest na granicy poziomu, który niewiele lat temu mieli mężczyźni. Jestem optymistką i mam nadzieję, że będziemy kontynuować nasz rozwój i dostaniemy więcej możliwości pokazania światu, jak daleko kobiety mogą skakać na nartach.

 

rozmawiali Anna Libera i Bartosz Leja
SkokiPolska.pl

 

Podziel się:

Dodaj komentarz