Nika Kriznar z Kryształową Kulą po finale pełnym emocji. „Najlepiej jest atakować będąc z tyłu”
Nika Križnar z Kryształową Kulą (fot. Evgeniy Votintsev / LOC Chaikovsky)

Nika Kriznar z Kryształową Kulą po finale pełnym emocji. „Najlepiej jest atakować będąc z tyłu”

O ile w męskim Pucharze Świata kwestia Kryształowej Kuli rozstrzygnęła się na długo przed wielkim finałem, to w przypadku rywalizacji kobiet, skoczkinie do ostatniego konkursu walczyły o najcenniejsze trofeum za cały sezon 2020/2021. Ostatecznie rzutem na taśmę najlepszą zawodniczką tej zimy okazała się Słowenka Nika Križnar, a tuż za nią uplasowały się Japonka Sara Takanashi oraz Austriaczka Marita Kramer.

 

Rosyjski finał pełen emocji

Nika Kriznar Czajkowski2021 KrysztalowaKula fotEvgeniyVotintsevLOC lot 300x200 - Nika Kriznar z Kryształową Kulą po finale pełnym emocji. "Najlepiej jest atakować będąc z tyłu"
Nika Križnar (fot. Evgeniy Votintsev / LOC Chaikovsky)

Finałowa rywalizacja w Czajkowskim zapowiadała się niezwykle pasjonująco, ponieważ bardzo blisko siebie w klasyfikacji generalnej była wymieniona wyżej trójka. Do miejsca rozgrywania ostatnich dwóch konkursów, w roli liderki Pucharu Świata przybyła Križnar, jednak już w pierwszym konkursie prowadzenie przejęła Takanashi. Stało się więc to samo, co przed tygodniem w Niżnym Tagile.

Podczas gdy te dwie zawodniczki priorytetowo traktowały rywalizację o Kryształową Kulę, na rosyjskich skoczniach brylowała Kramer. 19-letnia Austriaczka wygrała wszystkie cztery konkursy turnieju Blue Bird, w wielkim stylu sięgając po imponującą statuetkę. Na dodatek jeszcze przed finałowym niedzielnym konkursem na dużym obiekcie, miała teoretyczne szanse na wygranie klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Kramer poszybowała wówczas aż 146,5 metra ustanawiając rekord dużej Śnieżynki, Križnar (131,5 m) wylądowała na trzecim miejscu, a Takanashi (126,0 m) na siódmym. Oznaczało to, że pomiędzy pierwszym, a trzecim miejscem w końcowej klasyfikacji kobiet było zaledwie… 11 punktów.

Triumfowała z dorobkiem 871 punktów Nika Križnar, druga była Sara Takanashi (862 pkt), której nie udało się sięgnąć po piątą Kryształową Kulę w karierze, a trzecia Marita Kramer (860 pkt), której mimo szaleńczego pościgu za rywalkami ostatecznie wyraźnie zabrakło… udziału w dwóch konkursach w rumuńskim Rasnovie.

 

„Najlepiej atakować z tyłu”

Nika Kriznar Sara Takanashi Czajkowski2021 KrysztalowaKula fotEvgeniyVotintsevLOC 300x200 - Nika Kriznar z Kryształową Kulą po finale pełnym emocji. "Najlepiej jest atakować będąc z tyłu"
Nika Križnar i Sara Takanashi (fot. Evgeniy Votintsev / LOC Chaikovsky)

Po Kryształową Kulę sięgnęła Słowenka, jednak bardzo realne były także scenariusze, w których kryształowe trofeum w górę wznoszą Japonka lub Austriaczka. Losy finałowego konkursu w Czajkowskim rozstrzygnęły się już po pierwszej serii. – Straciłam żółtą koszulkę liderki dwa dni wcześniej, a jednak udało mi się ją odzyskać. To był mój dzień. Nie wyobrażam sobie nic piękniejszego, niż to co się wydarzyło. Było jednak ciężko czekać na ostateczne decyzje w finałowych zawodach na szczycie skoczni. Byłam bardzo zdenerwowana, ponieważ wiatr wiał bardzo mocno, jednak ostatecznie odwołano finałową serię i wtedy mogłam być już bardzo szczęśliwa – komentowała Križnar.

Słowenka podkreśliła ogromną rolę sztabu szkoleniowego, który jako cała drużyna jest współautorem wielkiego sukcesu. – W zdobycie Kryształowej Kuli włożyłam mnóstwo pracy. Przede wszystkim chcę podziękować trenerowi Zoranowi Zupančičowi za wsparcie, szkolenie i wszystko co mi ofiarował. Dzięki temu moje skoki w tym sezonie były na wysokim poziomie. Dziękuję też asystentowi trenera Anže Lavtižarowi, serwismenowi Gabrowi Arhowi i co najważniejsze – rodzinie, która zawsze mnie wspiera – powiedziała.

Križnar uznała też dużą klasę swoich najgroźniejszych rywalek. Cała trójka skupiła się tej zimy na sportowej walce fair play, nie wchodząc w słowne utarczki, nie starając się też wyprowadzić przeciwniczek z równowagi i traktując konkurentki z szacunkiem. – Chcę pogratulować Maricie Kramer za świetne skoki, pokazała, że jest w szczytowej formie. Gratulacje też dla Sary Takanashi za walkę o zwycięstwo, wszystko było naprawdę blisko. Na końcu jednak to mi się udało i trzymam w dłoni tak ciężkie trofeum… że aż rozbolała mnie ręka. Sara Takanashi jest bardzo doba zawodniczką, ma przecież 110 miejsc na podium [w rzeczywistości Japonka ma 109 podiów – przyp.red.]. Rywalizacja z nią była bardzo trudna. Ani razu nie odpuściłam i zawsze dawałam z siebie wszystko. Na koniec stwierdziłam, że zawsze najlepiej jest atakować będąc z tyłu. I tak właśnie zrobiłam – podsumowała Słowenka.

Nika Križnar jako skoczkini na samym szczycie pucharowej stawki, to nie dzieło przypadku. Mistrzyni świata juniorek z 2018 roku, w jedynym letnim konkursie Grand Prix 2020 okazała się najlepsza, sygnalizując wysoką formę przed nadchodzącą, pandemiczną zimą. Przypomnijmy, że swój pierwszy start w zawodach Pucharu Świata zanotowała 13 lutego 2016 roku w słoweńskim Ljubnie, zajmując tam bardzo dobrą czternastą lokatę. Nieco ponad dwa lata później, zajmując trzecie miejsce w rumuńskim Rasnovie, zapisała na swoim koncie pierwsze podium narciarskiej elity. Jej życiowy sezon miał jednak dopiero nadejść.

 

Sezon pełen zwrotów akcji

Nika Kriznar Czajkowski2021 KrysztalowaKula fotEvgeniyVotintsevLOC2 300x201 - Nika Kriznar z Kryształową Kulą po finale pełnym emocji. "Najlepiej jest atakować będąc z tyłu"
Nika Križnar z Kryształową Kulą (fot. Evgeniy Votintsev / LOC Chaikovsky)

Zimę 2020/2021, Nika Križnar rozpoczęła od drugiego miejsca, które wywalczyła w grudniu w Ramsau. Wówczas Słowenka musiała uznać wyższość Marity Kramer i taka sytuacja tej zimy powtarzała się jeszcze kilkukrotnie. Po mniej udanych styczniowych konkursach w Ljubnie, w których plasowała się poza podium, przyszedł bardzo udany weekend w austriackim Hinzenbach. Już w pierwszym z trzech konkursów, Słowenka odniosła swój pierwszy pucharowy triumf w karierze, a w dwóch kolejnych plasowała się na drugiej pozycji. Jak się później okazało, aż do samego końca sezonu, 21-latka nie zeszła z podium PŚ.

Można śmiało zaryzykować tezę, że losy Kryształowej Kuli rozstrzygnęły się jeszcze w lutym w Rasnovie. Wtedy lokalne rumuńskie władze nie dopuściły do startu Kramer, której po początkowo „niejednoznacznym” wyniku testu na obecność koronawirusa, w uzyskaniu zielonego światła na start, nie pomogły nawet kolejne negatywne wyniki. Podczas gdy Austriaczka przymusowo pauzowała, Słowenka zanotowała drugie w karierze zwycięstwo i kolejne podium. Tym samym z Rumunii wyjechała w roli liderki klasyfikacji generalnej. Tuż za nią była wprawdzie Takanashi, ale strata Austriaczki do liderki wynosiła wówczas już aż 151 punktów. Nie można jednak odmawiać Križnar wielkiego sportowego kunsztu, ponieważ 21-latka po prostu umiejętnie wykorzystała to, co przyniósł jej los.

Podczas Mistrzostw Świata w Oberstdorfie, walka o medale miała według przewidywań toczyć się pomiędzy opisywaną trójką, ale po raz kolejny okazało się, że imprezy mistrzowskie rządzą się swoimi prawami. Po złoty medal na normalnej skoczni sięgnęła Słowenka, jednak nie Križnar, a Ema Klinec. Na dużej skoczni obudziła się dominatorka z ostatnich trzech sezonów, Norweżka Maren Lundby. Kramer wyjechała z Bawarii z dwoma czwartymi miejscami, Križnar wywalczyła brąz w drugim konkursie i jedynie Takanashi dwukrotnie cieszyła się z indywidualnych medalowych zdobyczy.

Kiedy zapadła decyzja o odwołaniu norweskiego turnieju Raw Air, pewne stało się to, że zawodniczki o końcowy triumf powalczą w Rosji, podczas składającego się z czterech konkursów turnieju Blue Bird. Ten jak wiemy w imponującym stylu wygrała Marita Kramer, która na każdej skoczni nie pozostawiała swoim rywalkom złudzeń. Nika Križnar i Sara Takanashi, mające nad nią (jak się wydawało sporą) przewagę, wymieniały się plastronem liderki po każdym konkursie. Podczas gdy Słowenka w Niżnym Tagile była trzecia i druga, Japonka była druga i trzecia. W pierwszym konkursie w Czajkowskim, Panie znowu zamieniły się miejscami. Finałowy (i jak się później okazało jednoseryjny) konkurs mógł więc nałożyć większą presję na liderującą filigranową 24-latkę z Kraju Kwitnącej Wiśni. Takanashi skacząc w 126 metrów zajęła dopiero siódme miejsce, a Križnar uzyskując solidne 131,5 metra mogła się cieszyć z trzeciej lokaty. Kramer w wielkim stylu poszybowała 146,5 metra pobijając o 5,5 metra dotychczasowy rekord, jednak „szaleńczy” atak, a nawet zwycięstwo okazało się niewystarczające.

 

Ciężka praca popłaca

Nika Križnar została tym samym pierwszą Słowenką, która wywalczyła Kryształową Kulę za zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Wcześniej sztuki tej w męskiej odsłonie skoków narciarskich dokonywali jedynie Primož Peterka (dwukrotnie, w sezonie 1996/97 i 1997/98) oraz Peter Prevc (w sezonie 2015/2016). Ponadto trzeci stopień podium „generalki” w sezonie 2015/2016 wywalczyła Maja Vtič.

Niewiele jednak brakowało, aby Križnar… w ogóle nie zajęła się skokami narciarskimi. Jako dziewczyna z wielodzietnej rodziny już od dziecka wiedziała, czym jest ciężka praca. Wraz z ojcem pracowała w gospodarstwie rolnym, później próbowała swoich sił także jako fryzjerka i cukiernik. W międzyczasie w jej życiu pojawiły się jednak skoki na nartach, a pierwsze próby oddała już jako siedmioletnia dziewczynka na małych skoczniach w Žiri. Tam talent młodej zawodniczki wypatrzył nie kto inny, jak właśnie Zoran Zupančič, z którym Križnar trenuje już od tamtego czasu. I z pewnością zaufanie do szkoleniowca kadry, a także umiejętność poświęcenia i ciężkiej pracy, przyniosły Słowence pierwszy Kryształ w karierze. I bardzo możliwe, że nie ostatni.

 

Bartosz Leja,
źródło: sloski.si / siol.net / informacja własna

 

Podziel się:

Dodaj komentarz