Eva Pinkelnig nie kończy kariery po poważnej kontuzji. „Wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy”
Eva Pinkelnig (fot. Daniel Maximilian Milata)

Eva Pinkelnig nie kończy kariery po poważnej kontuzji. „Wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy”

Jeszcze na początku grudnia minionego roku, wydawało się, że Eva Pinkelnig może zakończyć swoją sportową karierę. Austriacka skoczkini po groźnym upadku na treningu doznała poważnych obrażeń wewnętrznych. Nieco ponad dwa miesiące później powróciła jednak do sportu i wystartowała w zawodach Pucharu Świata. Wciąż nie było jednak pewne, czy postanowi kontynuować przygodę ze skokami narciarskimi.

 

Teraz 32-letnia zawodniczka potwierdziła już rozpoczęcie przygotowań do olimpijskiego sezonu 2021/2022. A to jeszcze do niedawna nie było pewne. Przypomnijmy, że podczas grudniowego zgrupowania w austriackim Seefeld, Pinkelnig zaliczyła poważny upadek na skoczni. 32-letnią skoczkinią bardzo szybko zajęli się obecni tam trenerzy i członkowie sztabu szkoleniowego. Austriaczka szybko została przetransportowana do szpitala, a tam okazało się, że ma rozerwaną śledzionę. Skoczkinię od razu poddano operacji, która szczęśliwie zakończyła się sukcesem.

Powrót do pełni sił był sporym wyzwaniem, któremu Pinkelnig jednak sprostała. Jej powrót na międzynarodową arenę zbiegł się z ostatnimi konkursami Pucharu Świata przed najważniejsza imprezą sezonu. I właśnie w rumuńskim Rasnovie, zajmując indywidualnie siódme i drużynowo (w mikście) trzecie miejsce, 32-latka udowodniła, że stać ją na skoki na wysokim poziomie. Trener kadr Harald Rodlauer postanowił więc zabrać trzecią zawodniczkę poprzedniego sezonu na Mistrzostwa Świata do Oberstdorfu. W Niemczech, Pinkelnig wystartowała jedynie w indywidualnym konkursie na normalnym obiekcie, w którym zajęła 32. pozycję.

Już w trakcie czempionatu, Austriaczka poinformowała, że na tym jej zimowy sezon się zakończył, a ona sama potrzebuje czasu, odpoczynku i zastanowienia się nad swoimi dalszymi sportowymi losami. – Przez różne sytuacje i okoliczności, moja niepewność rosła z dnia na dzień, a pewność siebie znikała. Wygodnie i łatwo byłoby wcześniej „pozostać kontuzjowaną” i cieszyć się zimą w domu, ale ja taka nie jestem. Walczyłam jak lwica, wylewałam pot i łzy, aby znów dojść do formy – napisała wówczas na swoim Instagramie.

Niedawno Pinkelnig wzięła udział w kampanii zorganizowanej przez Maren Lundby, która ma na celu przekonanie narciarskiego środowiska i osób decyzyjnych, do zorganizowania konkursu lotów narciarskich kobiet. Teraz austriacka zawodniczka ucina wcześniejsze spekulacje i potwierdza, że już rozpoczęła treningi przed kolejnym sezonem. – Nie zrezygnuję z tego, co wciąż kocham. Chcę skorzystać z okazji, aby zrealizować swoje marzenia – mówi Pinkelnig, cytowana przez portal Krone.at. – Jest jeszcze dużo obszarów, w których mogę się doskonalić. Moje przygotowanie atletyczne, technika skoków, kwestie mentalne… Także w dziedzinie sprzętu jest jeszcze wiele do zrobienia – dodaje.

Okazuje się, że 32-letnia skoczkini wielką motywację czerpie z Biblii. Jak sama przyznaje, jej mottem na kolejny, olimpijski sezon są słowa z Ewangelii św. Marka: „Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy„.

 

Bartosz Leja,
źródło: Krone.at

 

Podziel się:

Dodaj komentarz