You are currently viewing Daniel-André Tande: „Nie mogę się doczekać powrotu do Planicy. Póki co nie czuję strachu”
Daniel-André Tande (fot. Bartosz Leja)

Daniel-André Tande: „Nie mogę się doczekać powrotu do Planicy. Póki co nie czuję strachu”

W trakcie ostatniego weekendu ze skokami narciarskimi w sezonie 2020/2021, serca kibiców zamarły. Podczas serii próbnej do konkursu indywidualnego na „mamucie” w Planicy, bardzo groźnego upadku doznał Norweg Daniel-André Tande. Na szczęście leczenie przebiegło pomyślnie a sam skoczek wierzy, że na skocznię wróci jeszcze w lipcu.

 

Feralnego dnia, Daniel-André Tande tuż po wyjściu z progu na Letalnicy (HS-240), runął na zeskok i od 99. metra skoczni zsuwał się bezwładnie w dół zeskoku. Tuż po zderzeniu z ziemią, skoczek od razu stracił przytomność. Potrzebna była reanimacja, Norwegowie podano tlen. W karetce 27-latek był nieprzytomny, a tuż po ustabilizowaniu stanu zdrowia został przetransportowany helikopterem do szpitala w Lublanie, gdzie poddany został śpiączce farmakologicznej.

– W pierwszej fazie lotu, kiedy miałem zamiar „położyć się” na nartach, okazało się, że poprowadziłem je zbyt płasko, nacisk na nie był zbyt duży. Próbowałem je trochę oddalić od ciała, lewa narta uciekła jednak zbyt mocno… – tłumaczy Norweg. – Rozmawiałem z jednym z lekarzy, który był na skoczni. Powiedział mi, że nie miałem pulsu przez jakieś 2-3 minuty. Miałem przebite płuco i złamane kości w lewym obojczyku. Kiedy lekarze mieli operować, zorientowali się, że mój obojczyk został zmiażdżony jeszcze bardziej niż przypuszczano. Teraz mam w sumie dziesięć śrub, które utrzymują wszystko na swoim miejscu. Doznałem również czterech wewnętrznych krwotoków mózgowych. Jestem pewien, że po to wsadzili mnie w śpiączkę, aby nie dopuścić do obrzęku. Kiedy jest się w śpiączce, łatwiej kontrolować temperaturę ciała. Moja rodzina i dziewczyna bali się, ponieważ jedno z krwawień było w przedniej, lewej części mojego mózgu. To ten sam obszar, który kontroluje świadomość. Jeśli krwawienie byłoby zbyt duże, mógłbym obudzić się już jako zupełnie inny człowiek – powiedział skoczek w swoim pierwszym wywiadzie po upadku, udzielonym Norweskiemu Związkowi Narciarskiemu.

Fatalnej próbie Norwega przyglądali się jego koledzy z drużyny oraz rywale innych narodowości. Wszyscy byli mocno przejęci stanem zdrowia sympatycznego skoczka i mimo iż on sam znajdował się w śpiączce, przekazywali mu najlepsze życzenia choćby poprzez charakterystyczny gest, który Tande wykonywał po wielu swoich skokach. Niemiec Markus Eisenbichler w jednym z wywiadów przyznał nawet, że cieszy się, iż nie widział próby norweskiego zawodnika, ponieważ znając jej konsekwencje… sam nie odważyłby się wówczas na oddanie skoku.

 – Nie pamiętam kompletnie nic z samego wypadku. Ostatnie co pamiętam to, że byłem na spacerze z siostrą i jej chłopakiem, dzień przed tym jak wyruszyliśmy do Planicy. Myślę, że fakt, że go nie pamiętam jest dobry. To wydarzenie mogłoby być nawet bardziej traumatyczne dla moich kolegów z drużyny, którzy widzieli mój upadek – skomentował 27-latek. Przypomnijmy chociażby Halvora Egnera Graneruda, który po słabym występie w konkursie rozgrywanym bezpośrednio po serii próbne (zajął odległe 37. miejsce), również wykonał charakterystyczny dla reprezentacyjnego kolegi gest. – To jeden z najgorszych dni jakie kiedykolwiek miałem na skoczni. Jutro mamy nowy dzień i oby przyniósł dobre wieści ze szpitala – mówił wtedy zdobywca Kryształowej Kuli.

Tande tymczasem, przetransportowany został do szpitala w słoweńskiej Lublanie, gdzie nastąpiła jego obserwacja a po kilku dniach powolne, stopniowe wybudzanie ze śpiączki. Najważniejszą informacją był fakt, że życiu sympatycznego zawodnika nie zagraża niebezpieczeństwo, a on sam reagował na rozmowy po wybudzeniu. – Pierwszą rzecz którą pamiętam jest to, że mama i moja dziewczyna Anja przyszły odwiedzić mnie w szpitalu. W tamtym momencie poczułem, że wiem dlaczego tam jestem. Ktoś mógłby mi powiedzieć co się stało i ja pamiętałbym to, nie mając jednocześnie żadnych wspomnień z tego zdarzenia. Obecność moich najbliższych znaczyła dla mnie wiele. Kiedy zobaczyłem ich po raz pierwszy, rozpłakałem się. Bycie tam samemu byłoby straszne. Trudne było dla mnie samo wyjście ze śpiączki i uzyskiwanie kolejnych informacji o sytuacji i liczbie uszkodzeń mojego ciała. To, że miałem tam ludzi, których kocham najmocniej, było bardzo dobre.

Wielu fanów zastanawiało się, czy po tak ciężkim wypadku Norweg będzie w stanie i czy w ogóle będzie chciał wrócić do skakania. Przypomnijmy, że nawet wielce utytułowany i doświadczony Austria Thomas Morgenstern, zakończył karierę już w wieku 28 lat, ponieważ upadki jakie zaliczył na skoczniach, nie pozwoliły mu w stu procentach czuć się na skoczni bezpiecznie. Daniel-André Tande zdaje się być jednak bardzo zmotywowany, aby do skakania wrócić jak najszybciej. – Czuję się dobrze. Zacząłem treningi i nie mogę się doczekać powrotu na skocznię. Wierzę że powrócę w lipcu. Wykorzystam czerwiec na przygotowania i nabranie dobrej formy. Póki co, nie czuję strachu. Czas jednak pokaże. Może poczuję coś dopiero wtedy, kiedy po raz pierwszy pojawię się na skoczni. Nie sądzę, aby skoki na normalnej i dużej skoczni stanowiły problem. Najprawdopodobniej będę bardziej zdenerwowany, kiedy ponownie pojawię się na skoczni mamuciej, a najbardziej kiedy zawitam do Planicy. Będąc jednak całkowicie szczerym, nie mogę się tego doczekać. Jest to coś, co bardzo chcę zrobić. Chcę ponownie opanować to wzgórze i osiągać dalekie odległości. Nie chcę, żeby cokolwiek stanęło mi na przeszkodzie w powrocie do skakania – skwitował mistrz świata w lotach narciarskich z 2018 roku.

Norweg podkreśla, że z Pucharem Świata nie kończy i chce jak najszybciej powrócić do skakania i dobrej dyspozycji, zwłaszcza, że w zbliżającym się sezonie 2021/2022 skoczków czeka najważniejsza impreza czterolecia, czyli Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Pekinie. Motywacja do szybkiego powrotu jest więc spora.

 

Maria Chenczke,
źródło: Hopplandslaget

 

Podziel się:

Dodaj komentarz