Špela Rogelj: „Plan jest taki, że to będzie mój ostatni sezon”
Špela Rogelj (fot. Daniel Maximilian Milata / Maxim's Sport)

Špela Rogelj: „Plan jest taki, że to będzie mój ostatni sezon”

Špela Rogelj jest niewątpliwie jedną z najbardziej rozpoznawalnych skoczkiń narciarskich. Prawie siedem lat temu Słowenka sprawiła niemałą sensację, wygrywając inauguracyjny zimowy konkurs w Lillehammer i zostając liderką Pucharu Świata. Teraz okazuje się, że olimpijski sezon 2021/2022 będzie najpewniej ostatnim sezonem w karierze 26-letniej zawodniczki.

 

Bartosz Leja: Przede wszystkim, jak się czujesz u progu sezonu olimpijskiego i z jaką formą wskoczyłaś w letnie przygotowania?

Špela Rogelj: Czuję się bardzo zmotywowana i ogólnie mówiąc dobrze. Odczuwam jednak trochę ból w lewym kolanie, więc pomijam niektóre ćwiczenia, choć mam nadzieję że i to wkrótce mi przejdzie. Na skoczni skupiam się na doskonaleniu techniki, abym móc utrzymać stabilność formy przez cały sezon.

 

Minionej zimy słoweńska kadra kobiet była bardzo mocna. Masz w drużynie zdobywczynię Kryształowej Kuli Nikę Križnar i mistrzynię świata Emę Klinec. Czy możliwym jest budować formę razem z wzrostem ich dyspozycji, czerpać od nich, czy skoki narciarskie to jednak zupełnie indywidualny sport?

Jeżeli cała drużyna jest bardzo mocna, wtedy każdy z członków tego zespołu poprawia swój sportowy poziom. Mogłam to zaobserwować pod koniec sezonu, kiedy i moja dyspozycja była coraz wyższa. Oczywiście chcę być na tak wysokim poziomie, na którym teraz są Nika i Ema. Bardzo ciężko nad tym pracuję, tak jak każda dziewczyna znajdująca się w reprezentacji Słowenii.

 

Poza kwestiami sportowymi, spotkały Was jednak także nerwowe chwile związane z zakażeniami koronawirusem. Pojawiła się nawet niepewność, czy w związku z tym będziecie mogły kontynuować starty na Mistrzostwach Świata w Oberstdorfie. Jak wtedy wyglądała atmosfera w drużynie?

Nie będę zaprzeczać, że było dużo niepokoju, a nawet trochę łez. Przede wszystkim dlatego, że tak naprawdę nie mogłyśmy zrozumieć rzeczy, które się wokół nas działy. Szczególnie biorąc pod uwagę to, że Ema, Nika, a także ja sama przeszłyśmy zachorowanie na koronawirusa jeszcze przed startem sezonu. Mimo tego nasz start w Mistrzostwach Świata w pewnym momencie stanął pod znakiem zapytania… Koniec końców, musiałyśmy się godzić na wszystko co się tam działo, a w końcu wrócić myślami do zawodów i naszych celów.

 

Finalnie wywalczyłyście jednak drużynowe srebro, mimo że na skoczni zabrakło Waszego trenera zarażonego wirusem SARS-CoV-2… Przed sezonem mówiło się o przypadku COVID-19 u Emy Klinec, jednak nie pojawiły się informacje o Nice Križnar i Tobie. Było ciężko?

Tak, Nika i ja zachorowałyśmy pod koniec października. Było ciężko, ale przede wszystkim z mentalnego punktu widzenia, ponieważ w tym czasie nie miałyśmy możliwości uczestniczenia w pełnym treningu.

 

Domyślam się więc, że dobrze rozumiesz trudną sytuację Marity Kramer w Rumunii, która finalnie pozbawiła jej Kryształowej Kuli. Oczywiście Nika również zasłużyła na sukces, jednak czy według Ciebie można mówić o skandalu w kwestii niedopuszczenia Austriaczki do tamtych konkursów?

Oczywiście każda sytuacja związana z przypadkami koronawirusa jest niezwykle trudna, przede wszystkim dlatego, że my jako sportowcy nic z tym nie możemy zrobić. Mimo tego aż do końca sezonu walka była wyrównana. Po ostatnim skoku sezonu, Nika była najszczęśliwszą osobą i stało się to zupełnie zasłużenie. Marita miała za to wielkiego pecha w tej całej sytuacji w Rasnovie, jednak to nie my tworzymy przepisy dotyczące reżimu sanitarnego w dobie pandemii. Każdy kraj ma inne zasady i musimy je akceptować, niezależnie od tego, jak bardzo niszczące i trudne by one nie były.

 

Wracając do Ciebie… Pamiętam Twoje nieco zaskakujące zwycięstwo w Lillehammer w grudniu 2014 roku. W klasyfikacji generalnej Pucharu Świata byłaś wtedy czwarta. Czy coś się zmieniło w Twoim podejściu do skoków narciarskich od tamtego czasu?

Tak naprawdę niewiele się zmieniło. Może tyle, że oczekuję od siebie jeszcze więcej i przede wszystkim to sprawia, że zamiast wzlecieć, wiele razy raczej spadam w dół… Nadal kocham jednak skoki narciarskie, ponieważ one przynoszą mi wiele satysfakcji. Chcę też wprowadzać ten sport na coraz wyższy poziom w Słowenii.

 

W słoweńskich mediach pojawiły się informacje, że igrzyska olimpijskie w Pekinie to Twój główny i jednocześnie ostatni wielki cel w karierze. Czy tak jest w rzeczywistości czy może dajesz sobie więcej czasu?

Moim ogólnym celem jest stabilne skakanie przez cały sezon i powrót na pucharowe podium, jednak głównym celem są oczywiście igrzyska olimpijskie. Plan jest taki, że to będzie mój ostatni sezon.

 

Może to być zaskoczenie dla wielu Twoich kibiców… Czy masz już plan na wczesną „sportową emeryturę”?

Mam kilka pomysłów, ale nic nie jest jeszcze w pełni ustalone. 

 

Minionej zimy objawiły się kolejne skoczkinie w wieku około 20 lat, prezentując bardzo wysokie umiejętności. Obok 24-letniej Sary Takanashi, 21-letnia Križnar i 19-letnia Kramer walczyły o Kryształową Kulę. Myślisz, że nadchodzi czas tak młodych zawodniczek?

Mam wrażenie, że obie te grupy będą nadal mocne. Sport się wciąż rozwija, więc to zupełnie normalne, że do stawki wskakują młode dziewczyny, które są coraz lepsze. Te nieco starsze będą jednak nadrabiać doświadczeniem.

 

Panie wciąż czekają jednak na konkursy lotów narciarskich. Ty także dołączyłaś się do krytycznych opinii wobec Rady FIS, która zdecydowała o tym, że kobiety w 2022 roku nie skoczą na „mamucie” w Vikersund.

Myślę, że niektóre dziewczyny są już gotowe na loty narciarskie. Choćby Daniela Iraschko-Stolz już latała na mamuciej skoczni i myślę, że teraz prezentuje wyższy poziom niż wtedy, czyli ponad osiemnaście lat temu. Rozumiem jednak, że wciąż mamy duże różnice pomiędzy najlepszymi, a tymi słabszymi nawet podczas zawodów na dużych skoczniach i że to był jeden z powodów odrzucenia propozycji lotów kobiet. Żeby iść do przodu, trzeba będzie jednak w końcu wykonać ten krok. Miejmy nadzieję, że zawody na dużej skoczni w Willingen będą dobrym wstępem do lotów narciarskich.

 

Wśród argumentów przeciwników lotów kobiet, pojawiają się obawy o bezpieczeństwo mniej doświadczonych zawodniczek. Jeżeli miałabyś taką możliwość, czy oddałabyś skok na obiekcie do lotów nie czując nadmiernego strachu?

Zgadzam się z tym, że w tym momencie nie byłyby to zawody dla wszystkich zawodniczek. Każda z nas mogłaby jednak zdecydować czy chce wziąć w nim udział. W grudniu nawet sam Marius Lindvik zrezygnował z udziału w mistrzostwach świata w lotach. W każdym sporcie istnieje jakieś ryzyko, zagrożenie. Przecież nawet w codziennym życiu stykamy się z niebezpiecznymi sytuacjami. Dla mnie lot na skoczni mamuciej to jedno z największych marzeń. Jeśli byłabym przygotowana mentalnie i fizycznie, zdecydowałabym się na to.

 

Mając w perspektywie szansę na loty kobiet w Vikersund w 2023 roku, może zweryfikujesz swoje plany dotyczące sportowej kariery…

Raczej się tak nie stanie, chociaż nigdy nic nie jest pewne.

 

Kończąc, chcę Cię zapytać o wyraziste postaci w skokach narciarskich kobiet. Czy masz wrażenie, że takie kobiety jak Maren Lundby bezkompromisowo wypowiadająca się w kwestii równości płci, czy Juliane Seyfarth, która wzięła udział w sesji Playboya przyczyniają się do większej rozpoznawalności żeńskiej odsłony tej dyscypliny sportu?

Uważam, że w tego typu aktywnościach zawsze jest pewna granica. Oczywiście potrzebne są jednak kobiety mające mocną osobowość, wyrażające swoje opinie i mocno się ich trzymające. Maren zrobiła naprawdę wiele działając na rzecz równości, a także na rzecz rozwoju kobiecych skoków narciarskich. Naprawdę podziwiam ją za to wszystko.

 

rozmawiał Bartosz Leja

 

Podziel się:

Dodaj komentarz