Aleksander Zniszczoł o łapaniu czucia na skoczni. „Bardzo fajnie zaczyna to wyglądać”
Aleksander Zniszczoł (fot. Evgeniy Votintsev)

Aleksander Zniszczoł o łapaniu czucia na skoczni. „Bardzo fajnie zaczyna to wyglądać”

Polscy skoczkowie mają za sobą intensywne treningowe wyzwania w Szczyrku, Predazzo, Innsbrucku i Zakopanem. U najbardziej doświadczonych i utytułowanych skoczków, sporą rolę odgrywa już pozytywna rutyna, która ułatwia przygotowania do kolejnego sezonu. Jak sytuacja wygląda jednak u tych, którzy wciąż dobijają się do międzynarodowej czołówki? – U mnie to bardzo fajnie zaczyna wyglądać – mówi nam Aleksander Zniszczoł.

 

Aleksander Zniszczoł już od ponad dekady jest określany jednym z największych talentów w polskich skokach narciarskich. w 2011 roku, już jako niespełna 17-letni młodzieniec, zajął 9. miejsce w konkursie Pucharu Świata w Zakopanem. Rok później został indywidualnym mistrzem świata juniorów w Erzurum. Późniejsza kariera 27-letniego obecnie zawodnika nie przebiegała jednak z pewnością tak, jak życzyliby sobie kibice i on sam. Od tego czasu w 70 startach w zawodach PŚ, skoczek z Wisły zapunktował 27 razy.

Minionej zimy niezbyt korzystny trend zaczął się jednak odwracać i Zniszczoł zanotował nie tylko życiowy rezultat w pojedynczym konkursie (6. miejsce w Niżnym Tagile), ale także zajął najwyższe miejsce w karierze w klasyfikacji generalnej całego cyklu (40.). Ponadto w styczniu zanotował pierwsze od dwóch lat zwycięstwo w konkursie Pucharu Kontynentalnego (w Innsbrucku), które powtórzył jeszcze na koniec sezonu w Czajkowskim. W sezon olimpijski Wiślanin może więc spoglądać z nieco większym optymizmem.

Pierwsze kroki w Szczyrku były po to, aby złapać dobre czucie w pozycji najazdowej, żeby te skoki zaczynały jakoś wyglądać. Oczywiście po przerwie od skoków, bywają one jeszcze niepewne, dlatego chodzi o to, aby złapać pewność siebie. Zgrupowanie w Predazzo i Innsbrucku było już na wysokim poziomie. Każdy złapał fajne czucie. Osobiście mogę powiedzieć, że u mnie to bardzo fajnie zaczyna wyglądać i jestem z tych skoków bardzo zadowolony – podkreśla Zniszczoł i dodaje: – Pracuję jeszcze nad moją „boleścią”, czyli timingiem na progu, ale po konsultacjach także z doktorem Pernitschem, zaczyna to funkcjonować.

Podopieczny trenera Michala Doležala, który wcześniej sporą część narciarskiej kariery spędził w kadrze B, zaznaczył że dużą rolę w jego przygotowaniu do kolejnego sezonu odgrywają kwestie mentalne. – Mam postawione cele na sezon letni i zimowy. Współpracuję z trenerem mentalnym Kubą Bączkiem, jestem w nim w stałym kontakcie i także z nim te cele ustaliłem. Trenowanie i skakanie z wyznaczonymi celami jest dużo bardziej korzystne, niż skakanie bez celu. Później te cele po prostu można odhaczać na kartce. Porównam to do butelki z wodą… Dolewam sobie po prostu po trochę wody do butelki i z każdym osiągniętym celem, stopniowo widzę jak się ona napełnia – tłumaczy.

Tak jak w poprzednim, dość rewolucyjnym sezonie dla polskiej kadry narodowej, we wspólnych treningach znajduje się dwunastu skoczków (poza Maciejem Kotem trenującym indywidualnie z trenerem Jakubem Kotem). Jak się jednak okazuje, kilku zawodników miało w ostatnim czasie problemy zdrowotne. – Jest sporo kontuzji i ta grupa się trochę uszczupliła. Kamil Stoch miał zabieg, Kacper Juroszek i Stefan Hula mieli problemy z plecami… To jest czasowe, ale poza tym wszystko dobrze funkcjonuje – zapewnia Aleksander Zniszczoł. – Tak duża kadra narodowa to bardzo dobra wizja na przyszłość. W Polsce nie jest za dużo skoczków narciarskich i nie mamy za dużego wyboru, a trenując z najlepszymi można się tylko i wyłącznie piąć w górę – podsumował.

 

Julia Piątkowska, Bartosz Leja,
informacja własna

 

Podziel się:

Dodaj komentarz