Pierwsze zagraniczne skoki polskich juniorów. Trenerzy Kwiatkowski i Kot oceniają start w Estonii
Klemens Joniak (fot. Julia Piątkowska)

Pierwsze zagraniczne skoki polskich juniorów. Trenerzy Kwiatkowski i Kot oceniają start w Estonii

Inauguracyjne zawody FIS Cup w Otepää, były dla reprezentantów Polski pierwszą tego lata okazją do zaprezentowania się na międzynarodowej arenie. W rywalizacji mężczyzn najwyżej z Biało-Czerwonych plasował się Mateusz Gruszka, który dwukrotnie meldował się w czołowej dziesiątce. Naszym skoczkiniom do najlepszych brakowało zdecydowanie więcej. Starty swoich podopiecznych w Estonii ocenili trenerzy Daniel Kwiatkowski oraz Jakub Kot.

 

Debiutanci z pochwałą od trenera

Mateusz Gruszka w czasie minionego weekendu dwukrotnie zapisał przy swoim nazwisku ósemkę. Na półmetku niedzielnych zmagań był nawet piąty, wyraźnie zaznaczając, że w Otepää był najlepiej dysponowanym Polakiem. W drugim dniu zmagań do czołowej dziesiątki wskoczył także dziewiąty Adam Niżnik. Trener Daniel Kwiatkowski, który w maju przejął prowadzenie polskiej kadry juniorów, zwrócił też uwagę na premierowe punkty 15-letniego Wiktora Szozdy (24. i 24. miejsce) i 16-letniego Klemensa Joniaka (16. i 20. miejsce). 

Każdy miał trochę inne cele na te zawody i uważam, że większość zawodników przynajmniej w pewnym stopniu zrealizowała nasze założenia. Na pewno na pochwałę zasługują dwaj najmłodsi, czyli Wiktor oraz Klimek, którzy w debiucie zdobyli swoje pierwsze punkty w zawodach międzynarodowych, Pozostali zawodnicy w konkursach pokazali przynajmniej po jednym dobrym skoku, co daje nam trenerom potwierdzenie, że są w stanie skakać na dobrym poziomie – przyznał szkoleniowiec najmłodszej grupy szkoleniowej.

Daniel Kwiatkowski fotMichalKirszling COSOPOCetniewo 300x200 - Pierwsze zagraniczne skoki polskich juniorów. Trenerzy Kwiatkowski i Kot oceniają start w Estonii
Daniel Kwiatkowski (fot. Michał Kirszling / COS OPO Cetniewo)

Warto zauważyć, że niedzielna rywalizacja na skoczni Tehvandi (HS-97) była dla wielu startujących tam juniorów sporym wyzwaniem, ze względu na trudne warunki atmosferyczne. Porywisty wiatr był powodem kilku groźnie wyglądających upadków, których Polacy na szczęście się ustrzegli. – Sobotni konkurs odbył się bez przeszkód, w stabilnych warunkach, natomiast w niedzielę po przyjeździe na skocznię wyglądało to bardzo źle. Przed samym konkursem wiatr się ustabilizował, tuż za progiem był bardzo mocny pod narty, ale nie zmieniał kierunku. W drugiej fazie lotu był spokojny, ale za to często zmieniający kierunki. Przy takich warunkach przeliczniki punktowe trochę nie oddają rzeczywistości – zauważył Kwiatkowski.

W gronie ośmiu startujących Polaków, poza Gruszką, Niżnikiem, Joniakiem i Szozdą, po punkty do klasyfikacji generalnej w komplecie sięgnęli także Jan Habdas, Arkadiusz Jojko, Szymon Zapotoczny, a także powracający po półtorarocznej przerwie spowodowanej kontuzją kolana Szymon Jojko. Na starcie zabrakło ósmego kadrowicza, Tymoteusza Amilkiewicza, którego zastąpił wspomniany Wiktor Szozda z grupy rezerwowej. – Tymek w ostatnim czasie sporo urósł, przez co zgubił trochę czucie na skoczni. Jego skoki jeszcze nie wyglądają tak dobrze jak powinny, ale jest to normalny okres w wieku juniorskim. Natomiast Wiktor na treningach w Szczyrku prezentował się całkiem dobrze, więc ze sztabem postanowiliśmy dać mu szansę, którą wykorzystał – tłumaczy trener Polaków.

Jak dodaje Kwiatkowski, kolejne tygodnie będą dla kadry juniorskiej równie pracowite. Biało-Czerwoni wystartują w letnich mistrzostwach Polski na Średniej Krokwi w Zakopanem (9 lipca), a później wezmą udział w zawodach FIS Cup (15-16 lipca) i Pucharu Kontynentalnego (17-18 lipca) w fińskim Kuopio.

Przypomnijmy, że szkoleniowiec, który prowadzi obecnie polskich juniorów, przejął tę rolę od Zbigniewa Klimowskiego w maju. Stało się tak z powodu problemów zdrowotnych doświadczonego trenera, który ciężko przeszedł zakażenie koronawirusem. – Ja w kadrze młodzieżowej odnajduje się dobrze, a trener Zbyszek czuje się coraz lepiej. Wszyscy czekamy na jego powrót i życzymy mu dużo zdrowia – podsumował pełniący obowiązku trenera głównego.

 

Zagraniczny debiut młodych Polek

Slowik Beltowska Tajner LOTOSCup2020Szczyrk fot.AnnaKarczewska 300x200 - Pierwsze zagraniczne skoki polskich juniorów. Trenerzy Kwiatkowski i Kot oceniają start w Estonii
Polskie skoczkinie, od lewej: Słowik, Bełtowska, Tajner (fot. Anna Karczewska / PZN)

Z zupełnie innymi planami jechały do Otepää polskie skoczkinie. W czwórce, którą w Estonii opiekował się trener Jakub Kot, były aż trzy debiutantki. Dla nich były to pierwsze międzynarodowe i zagraniczne zawody w narciarskiej przygodzie. W tym gronie znalazły się 14-letnia Pola Bełtowska, jej rówieśniczka Sara Tajner oraz 15-letnia Natalia Słowik. Jedynie 19-letnia Paulina Cieślar miała na swoim koncie kilkanaście startów w zawodach FIS Cup.

Ostatecznie w gronie 21 startujących skoczkiń, w poszczególnych dniach rywalizacji najlepiej spisały się Słowik (14. miejsce) i Cieślar (15. miejsce). Punktowa strata do najlepszych była jednak ogromna. O tym, jak ważny był dla bardzo młodych zawodniczek zagraniczny start, mówi nam szkoleniowiec zakopiańskiej grupy treningowej. – Młode roczniki muszą zacząć startować w zawodach międzynarodowych. Wszyscy byliśmy świadomi, że w Estonii chodzi o zdobywanie doświadczenia. Wiadomo, że startuje się po to, aby wygrywać, ale w tym przypadku nie ma za bardzo czego analizować i nie ukrywam, że wynik sportowy był słaby. Trzeba jednak podkreślić, że te dziewczyny znają tak naprawdę tylko skocznie w Szczyrku i jedne zawody, czyli LOTOS Cup – tłumaczy Kot.

31-latek, który od kilku lat zajmuje się szkoleniem młodzieży, ma pod swoimi skrzydłami wspomnianą Bełtowską oraz Słowik. Jak się okazuje to właśnie dla nich, a także dla Tajner, która także stawia swoje pierwsze kroki na międzynarodowej arenie, wyjazd do Estonii był sporym przeżyciem.

Pojechać na zawody zagraniczne, międzynarodowe, przejść kontrolę sprzętu, poznać te wszystkie przepisy… To wszystko powoduje, że forma sportowa schodziła na dalszy plan. Było widać, że dziewczyny były rozregulowane daleką podróżą. Wsiadając do busa w Zakopanem, powiedziały mi „O Jezu, jedziemy gdzie indziej niż do Szczyrku”. Już sama droga i osiemnaście godzin spędzonych w busie to było dla nich wydarzeniem, coś się działo, jechaliśmy na zawody. Cele były proste – pojechać, wystartować, zdobyć punkty i doświadczenie. I tak naprawdę to wszystko się udało. Teraz dziewczyny muszą wyciągać wnioski i ciężko pracować, żeby następny taki wyjazd skończył się mniejszą stratą do liderek – podsumował.

 

Bartosz Leja, Łukasz Serba,
informacja własna

 

Podziel się:

Dodaj komentarz