Dawid Kubacki: „Moje skoki pokazały, że da się jeszcze tym młodym zlać tyłek na zawodach”
Dawid Kubacki (fot. Julia Piątkowska)

Dawid Kubacki: „Moje skoki pokazały, że da się jeszcze tym młodym zlać tyłek na zawodach”

Jeszcze w sobotę, Dawid Kubacki zameldował się na najniższym stopniu podium, jednak niedzielna rywalizacja w Wiśle przyniosła Polakowi jedenasty triumf w zawodach Letniego Grand Prix i jednocześnie piąty wywalczony na skoczni im. Adama Małysza. – Moje skoki pokazały, że da się jeszcze tym młodym zlać tyłek na zawodach – śmiał się po zakończeniu rywalizacji.

 

Zaufanie do trenerów i dobre czucie na progu

Niedzielne skakanie Kubacki rozpoczął od zaledwie 108 metrowej próby w prologu. Podczas tego skoku trzeci zawodnik wczorajszego konkursu startował jednak z obniżonej belki startowej, a także w niekorzystnych warunkach wietrznych. Mimo zajęcia odległej 26. lokaty, szkoleniowcy nie mieli do swojego podopiecznego zastrzeżeń. – Na tym etapie człowiek się tym tak bardzo tym nie przejmuje. Ja wierzę trenerom i jeżeli mi mówią, że nie było tam szansy, to nie było. Tak samo kiedy mówią, że coś zepsułem, to wierzę w to, nawet kiedy myślę, że zrobiłem coś dobrze. Do każdego skoku przygotowuję się tak samo, bo teraz nie ma sensu zmieniać czegokolwiek w moich skokach, skoro powodem był wiatr, na który nie mam wpływu – zapewnił doświadczony reprezentant Polski.

Już podczas konkursowych zmagań, Kubacki nie zostawił rywalom żadnych wątpliwości. Prowadził już po pierwszej serii ze 128,5 metrową odległością, a w finale powtarzając ten wyczyn, zapewnił sobie zwycięstwo. Drugi w stawce Jan Hoerl, stracił do Polaka 6,6 punktu. – Fajne skoki i to się przede wszystkim liczyło, nawet ten pierwszy prologowy był fajny, tylko z tej siódmej belki przy wietrze z tyłu… trochę było krótko. Ale ta baza działała. Później w konkursie dwa normalne, solidne skoki. Czułem od samego progu, że to będzie chciało lecieć. Była radość ze skakania, kibice też nas nieśli dalej. Wczoraj na dwa skoki, jeden był słabszy. Dzisiaj dwa były solidniejsze, więc idzie to w dobrym kierunku. Myślę, że to rewelacyjny weekend – podsumował.

 

„Fajnie znowu poczuć te emocje”

Zawodnik z Szaflar znany jest ze swojej znakomitej letniej dyspozycji i jak sam potwierdza, aktualnie nie może narzekać na żaden z elementów przygotowań do zimy. – Czuję się dobrze i o dziwo nic mi nie dolega. Może trochę bolą nogi, ale to typowy ból mięśniowy po treningach, który czasami nawet jest wskazany na zawodach. Człowiek czuje wtedy, co ma prostować na progu. Nie mam żadnych problemów i skoki też to pokazały, że mimo wszystko da się jeszcze tym młodym tyłek zlać na zawodach – mówił rozbawiony.

Podczas swojej wieloletniej kariery, Kubacki już trzy razy zwyciężał w klasyfikacji generalnej Letniego Grand Prix (w latach 2017, 2019 i 2020). Ponadto jedenaście razy wygrywał konkursy tego cyklu (tak jak rekordziści, Adam Małysz i Thomas Morgenstern) i dziewiętnaście razy plasował się na podium. W klasyfikacji wszechczasów pod względem letnich podiów zajmuje piąte miejsce (prowadzi Małysz, który na podium był 28 razy). Czy i po tegorocznej odsłonie Grand Prix, Kubacki oczekuje wielkich sukcesów? – Na tę chwilę nie mam świadomości w ilu konkursach wystartujemy i jak to lato będzie wyglądało. Na pewno chcemy startować, bo w zeszłym letnim sezonie mieliśmy tylko dwa starty w Wiśle i to był koniec. Tego nam trochę brakowało. Kiedy długo nie ma startów, człowieka ciągnie do tego, żeby skoczyć. Zwłaszcza, że na skoczni mamy już kibiców, którzy dodają nam skrzydeł. Fajnie jest znowu poczuć te emocje – zapewnił.

 

Nielubiane skocznie i Średnia Krokiew

W trakcie minionego weekendu sporo mówiło się też o tym, że Kubacki mimo sukcesów świętowanych w Wiśle, nie przepada za skocznią im. Adama Małysza w Wiśle. Zapytany o to, których skoczni nie darzy jeszcze zbytnią sympatią, odparł: – Z tą w Kuopio nie mam bardzo dużych zażyłości… I z Iron Mountain. Mam nadzieję, że byłem dwa razy, pierwszy i ostatni.

Ze znacznie większym zaciekawieniem, mistrz świata z normalnej skoczni sprzed dwóch lat mówi o świeżo zmodernizowanej Średniej Krokwi, która z czasem z pewnością stanie się jednym z najważniejszych treningowych centrów polskiej kadry. – Skocznia jest imponująca, jeśli popatrzy się z zewnątrz. Widać, że jest tam zrobiony kawał dobrej roboty. Miałem okazję skoczyć na niej tylko jeden trening, przy mieszanych warunkach. Skakaliśmy jednak zaraz po otwarciu i tory nie były tam jeszcze rozjechane. Były słabe prędkości, chodziło się z wysokich belek, no i nie bardzo chciało odlatywać. Miały okazję się rozjechać na Mistrzostwach Polski, ale niestety zawody zostały odwołane. To jednak kwestia czasu. Będziemy musieli chwilę poczekać, aż będzie można skakać tam „na poważnie” – podsumował.

 

Bartosz Leja, Weronika Brodowska,
informacja własna

 

Podziel się:

Dodaj komentarz