Sara Takanashi w szpitalu po upadku w Wiśle
Sara Takanashi tuż przed upadkiem na skoczni w Wiśle (fot. Julia Piątkowska)

Sara Takanashi w szpitalu po upadku w Wiśle

Sara Takanashi tuż po ustanowieniu nowego rekordu skoczni w Wiśle, zanotowała pechowy upadek. Całe zdarzenie było na tyle niefortunne, że Japonka, która zajęła w zawodach Letniego Grand Prix drugie miejsce nie pojawiła się na dekoracji. Chwilę później karetką została przetransportowana do szpitala.

 

Walka o zwycięstwo w niedzielnym konkursie LGP kobiet była bardzo zacięta. Pojedynek na odległości stoczyły Urša Bogataj, Sara Takanashi i Marita Kramer. Ostatecznie to właśnie w takiej kolejności panie uplasowały się ostatecznie w czołowej trójce zawodów na skoczni im. Adama Małysza. W tym gronie najdalej poszybowała 24-letnia Japonka, która miała spore problemy z ustaniem swojej próby. Takanashi nie dotknęła zeskoku w strefie lądowania, jednak jej problemy zaczęły się podczas wyhamowania.

Już na trawiastym przeciwstoku, utytułowana zawodniczka przewróciła się i z impetem uderzyła głową w ziemię. Podczas tego upadku zsunęły jej się gogle, które mogły być powodem dodatkowych stłuczeń na twarzy. Co prawda Japonka opuściła zeskok na własnych nogach, to towarzyszące jej służby medyczne chwilę później profilaktycznie zabrały zawodniczkę na badanie do karetki. Kilka minut później dowiedzieliśmy się, że Takanashi nie weźmie udziału w dekoracji czołowej trójki. Następnie karetka z poturbowaną skoczkinią w środku na sygnale udała się do szpitala do Bielska-Białej.

Tam zawodniczka z Kraju Kwitnącej Wiśni przejdzie dokładniejsze badania w celu sprawdzenia potencjalnych urazów. Już podczas schodzenia do karetki, było widać jak bardzo zamroczona jest filigranowa skoczkini. Wiemy też, że sama, kilka chwil po upadku, uskarżała się na ból głowy. Miejmy nadzieję, że znakomitej zawodniczce nic poważnego się nie stanie i nie podzieli ona losów Norweżki Maren Lundby, która po wstrząśnieniu mózgu (doznanego podczas gry w piłkę nożną) zdecydowała się odpuścić letnie zmagania w tym sezonie.

 

Bartosz Leja,
informacja własna

 

Podziel się:

Dodaj komentarz