Żyła, Hula, Kot, Stękała i Pilch, czyli polscy skoczkowie o rywalizacji w Wiśle
Andrzej Stękała (fot. Julia Piątkowska)

Żyła, Hula, Kot, Stękała i Pilch, czyli polscy skoczkowie o rywalizacji w Wiśle

W sobotę odbył się pierwszy z dwóch zaplanowanych konkursów indywidualnych na skoczni im. Adama Małysza w Wiśle w ramach letniego cyklu Grand Prix. Po dłuższej przerwie na skoczni zawitać mogli kibice. Swoje pierwsze zwycięstwo odniósł Jakub Wolny, a Dawid Kubacki uplasował się na trzecim miejscu. W zawodach nie wystąpił kontuzjowany Kamil Stoch.

 

Żyła szuka „czucia”, Hula poobijany po upadku 

Najlepszym z biało czerwonych poza Wolnym i Kubackim, był Piotr Żyła, który po skokach na 122. i 125. metr zajął ostatecznie 13. miejsce. Siódmy zawodnik Pucharu Świata w sezonie 2020/2021 podkreślił, że wygrana kolegi z drużyny bardzo cieszy. – Brawa dla Kuby Wolnego, zasłużył na zwycięstwo. Skakał już ostatnio bardzo dobrze. Każda wygrana kolegi, to jest tak naprawdę sukces całej drużyny. Cieszymy się również z powodu Dawida, który zajął trzecie miejsce – komentował.

34-latek z Cieszyna przyznał jednak, że ze swoich skoków nie jest do końca zadowolony. – Moje skoki? Jeszcze nie ma takiego fajnego czucia, jest dużo do zrobienia. Myślę, że pomału trzeba tę formę szykować. Do zimy sporo czasu ale wiadomo, że jeszcze dużo pracy przed nami. Tragedii nie ma. Mogło być lepiej, ale gorzej też mogło być. Fajnie, że kibice znowu mogą być z nami. Jest to bardzo pozytywne. Panuje dzięki temu zupełnie inna atmosfera – przyznał.

Dwie pozycje za Żyłą, na 15. miejscu rywalizację ukończył Stefan Hula (121,0 / 122,0 m), dla którego nie był to zbyt satysfakcjonujący wynik. – Jakoś bardzo się nie cieszę. Nie były to złe skoki, ale troszeczkę im brakowało. Nie miałem takiej aktywnej pozycji, pojawiły się problemy z dojazdem. Mam nadzieję, że będzie lepiej chociaż wiadomo, że to pierwsze zawody. Nie ma co się biczować. Jestem trochę poobijany po upadku, który zaliczyłem na skoczni podczas kwalifikacji, jednak nie jest to żadna wymówka – komentował po feralnym piątkowym zdarzeniu po wylądowaniu 132 metrowej próby.

Prawie 35-letni zawodnik zaznaczył również, jak ważna jest obecność kibiców na skoczni – My jesteśmy po to, żeby dawać im radość. Cieszymy się, że mamy wspaniałych fanów i że mogą być razem z nami na zawodach. Jak można więc zauważyć kibicom brakowało w ostatnich miesiącach możliwości dopingowania swoich sportowców a skoczkom brakowało kibiców, którzy tworzyliby fantastyczną aurę podczas rywalizacji.

 

Kot: „Toczę walkę, żeby sobie zaufać”

Głośno w ostatnim czasie było o Macieju Kocie, który ostatecznie dostał powołanie do kadry, ale na innych warunkach. Trenuje on obecnie z grupą swojego brata Jakuba Kota, który ma wśród podopiecznych także zaplecze kadry kobiet. Podczas sobotnich zawodów, młodszy z braci uplasował się na 21. miejscu, po skokach na 121 i 117 metrów. – Nie było łatwo. Był to dla mnie pierwszy sprawdzian po tych dużych zmianach. Pewne wnioski można wyciągać. Jest to pewnego rodzaju zderzenie z rzeczywistością, rywalizacja na poziomie międzynarodowym. Nie będziemy analizować samych wyników, bo nie o to chodzi w lecie, kiedy jest niepełna obstawa zawodów. Myślę, że znajdziemy pewne plusy. Rezerwa jest duża, ale nawet zbierając opinie z zewnątrz widać, że trochę mniej się męczę, skoki sprawiają mi więcej radości, jest więcej luzu… Ale wciąż zdecydowanie za mało. Toczę walkę, żeby zaufać sobie i swojej głowie i dać z siebie sto procent. Wiadomo, ze jest to ciężkie. Pewność siebie buduje się przede wszystkim na dobrych skokach i wynikach – komentował 30-latek.

30-latek zmienił tryb swojego przygotowania do sezonu. Wszystko po to, by móc powrócić do wysokiej formy sprzed kilku lat, kiedy to zajmował miejsca na podium, a końcową klasyfikację generalną kończył w pierwszej dziesiątce – Zdecydowanie się nie poddaję. Rozpatruje to w kategoriach możliwości, które w tej chwili się pojawiły, a nie ograniczeń. Od pozytywnego nastawienia bardzo dużo zależy. Sam pomysł rozwalenia czegoś i budowania od nowa na podstawie innych wizji i metod jest dobre. Dlatego podziękowania należą się Kubie, że podjął się tego zadania i mimo, że nie ma go obecnie ze mną, to bardzo mnie wspiera i jesteśmy cały czas w kontakcie. Treningi w ostatnich dniach były troszkę lżejsze. W pierwszych dniach chciałem dobrze, ale przeholowałem, co skutkowało ogromnym zmęczeniem. Czasami warto przytoczyć słowa Łukasza Kruczka: „lepiej pięć procent za mało niż jeden procent za dużo”. Trzeba się tego nauczyć – zaznaczył Kot. Zapytany o dalsze plany, odparł: – Po Wiśle mam tydzień wakacji. Będzie można odpocząć, a później wracamy do ciężkich treningów. Po drodze czeka nas kilka startów, w których na pewno będę chciał wziąć udział, żeby wspierać swoją pewność siebie.

 

Ambicja Stękały, stres Pilcha

Na skoczni w sobotę pojawili się także Andrzej Stękała (118,5 / 114,5 m) i Tomasz Pilch (112,0 m), którzy zajęli kolejno 22. i 36. miejsce. Skoczek urodzony w Zakopanem, który był jednym z bohaterów minionej zimy przyznał, że nie pomogła mu tym razem nadmierna ambicja. – Na początku byłem zaskoczony, że tak dobrze w pierwszej serii skoczyłem. W drugiej poczułem pewność siebie i chciałem pokazać jeszcze lepszy skok, ale przez to zepsułem. Przekombinowałem, jednak myślę że jesteśmy w dobrej pozycji. Lato stanowi zawsze niewiadomą. Jest dobrym przygotowaniem przed zimą. Będziemy dawać z siebie sto procent i będzie dobrze. Patrząc na poprzedni rok, pozmieniało się bardzo dużo. Jestem w innym miejscu, ale podejście mam takie samo. Chcę się nadal dobrze bawić i dawać z siebie jak najwięcej – mówił.

Ze swojej drugiej próby nie jest zadowolony także Tomasz Pilch. – Popełniłem błąd i to się odbiło na metrach. Muszę skonsultować z trenerem jak dokładnie to przebiegło. Oceniając całokształt, myślę, że można mieć podejście pozytywne. Pracuję nad powtarzalnością – komentował. Siostrzeniec Adama Małysza zauważył również, że zawody rozgrywane u siebie to dodatkowa motywacja, ale także emocje. – Mieszkam dwa kilometry stąd, więc fajnie, że zawody są u nas, jednak jest to także dodatkowy stres. Można dzięki tej dodatkowej presji spodziewać się tego, co będzie dopiero w zimę. Takie zawody są potrzebne żeby się „obskakać” z tym wszystkim. Cele na niedzielne zawody? Żeby było lepiej niż w sobotę – podsumował.

 

Maria Chenczke, Weronika Brodowska,
informacja własna

 

Podziel się:

Dodaj komentarz