Jakub Wolny: „To nie są szałowe skoki, ale takie jeszcze przyjdą”
Jakub Wolny (fot. Julia Piątkowska)

Jakub Wolny: „To nie są szałowe skoki, ale takie jeszcze przyjdą”

Jakub Wolny po pierwszym w karierze triumfie w zawodach Letniego Grand Prix, w niedzielnym konkursie w Wiśle znowu był w grze o podium. 26-latek po pierwszej serii zajmował trzecie miejsce, jednak słabszy finałowy skok spowodował spadek na szóstą lokatę. – Ten weekend oceniam bardzo pozytywnie, bo praktycznie każdy skok był na solidnym poziomie. Byłem cały czas w czołówce – skomentował Wolny.

 

W sobotę po raz pierwszy w karierze wygrał zawody z cyklu Letniego Grand Prix. Niestety w niedzielnych zmaganiach na skoczni im. Adama Małysza (HS-134) Jakubowi Wolnemu nie udało się powtórzyć wyczynu z poprzedniego dnia. Po pierwszej serii dzięki próbie na 125. metr, Polak zajmował trzecie miejsce, ze stratą ponad dziewięciu punktów do lidera, Dawida Kubackiego.

Skok z drugiej rundy na odległość 121,5 metra spowodował, że zawodnik klubu LKS Klimczok Bystra zanotował spadek o trzy „oczka” i ostatecznie zakończył konkurs na szóstym miejscu, ze stratą nieco ponad siedmiu punktów do podium. Mimo, że w sobotę widać było u zwycięzcy pełen luz, w niedzielę nie narzekał. – Te skoki też były całkiem dobre. Cały ten weekend oceniam bardzo pozytywnie, bo praktycznie każdy skok był na solidnym poziomie, byłem cały czas w czołówce. Ten ostatni skok był odrobinę gorszy, ale też uważam że był całkiem okej – ocenił. 

Po drugim konkursie w Beskidach, Wolny musiał pożegnać się z żółtym plastronem lidera klasyfikacji LGP. – Niestety będę musiał go oddać – przyznał. Mimo iż koszulkę z Wisły oczywiście zachowa, to w kolejnym konkursie zaprezentuje się już w „normalnym” numerze startowym. Dla 26-latka była to pierwsza sytuacja w karierze, kiedy skakał jako lider cyklu. – Nie patrzyłem na to, z jakim numerem startowałem, ani jaki ma kolor. Nawet było łatwiej, bo nie musiałem patrzeć, czy to na pewno mój numer – dodał. Po weekendzie na skoczni w Wiśle-Malince w klasyfikacji Letniego Grand Prix prowadzi Dawid Kubacki, przed Janem Hoerlem i właśnie Jakubem Wolnym. 

Mimo, że podopieczny trenera Michala Doležala już na samym początku letniego sezonu pokazuje się z jak najlepszej strony, przyznaje, że nie jest to szczyt jego możliwości. – To nie są jeszcze szałowe skoki, ale takie jeszcze przyjdą – zapowiada. Czas przygotowań do pierwszych letnich zawodów był bardzo intensywny i jak przyznaje Wolny, ostatnie tygodnie były dla niego wyczerpujące. – Trochę zmęczenia jest, może nie psychicznego, ale czuję te wszystkie treningi. Fajnie, że mamy teraz odpoczynek. Mimo tego wydaje mi się, że fizycznie jestem w bardzo, bardzo dobrej dyspozycji – podkreśla.

Prawdopodobnie także w związku z tym, sztab szkoleniowy polskiej kadry umieścił Wolnego w składzie na kolejny konkurs Grand Prix, który odbędzie się 7 sierpnia we francuskim Courchevel. – Lubię tam jeździć, tam jest fajna skocznia – przyznaje 26-latek, który przed dwoma laty zajął tam wysokie szóste miejsce.

Po weekendzie w Wiśle, Biało-Czerwoni otrzymają jednak kilka dni wolnego. Jak ten czas planuje spędzić triumfator z soboty? – Jadę do Chorwacji z narzeczoną, a później na wyścig Formuły 1 na Hungaroring na Węgry ze Stefanem Hulą, Pawłem Wąskiem i Andrzejem Stękałą.

 

Anna Fergisz, Weronika Brodowska,
informacja własna

 

Podziel się:

Dodaj komentarz