Echa upadku Sjøena, coraz dalsze loty groźne dla skoczków?

Klingenthal 'Vogtland Arena', fot. Julia PiątkowskaNie milkną echa upadku Phillipa Sena w Klingenthal. Przy okazji powróciło pytanie, czy tak dalekie skoki, bądź nawet loty są bezpieczne dla zawodników. Temat ten dotyczy głównie lotów narciarskich i został poruszony przez norweskie media. – Jesteśmy krytykowani, gdy nie ustanawia się rekordów, jednak istnieje ryzyko że zawodnicy ucierpią na zdrowiu – mówi Walter Hofer.

 

Gdyby Phillip Sjøen ustał swój skok treningowy na odległość 148 metrów, byłby to nieoficjalny rekord Vogtland Areny w Klingenthal. Tak się jednak nie stało. 18-latek upadł na tyle niefortunnie, że wykluczyło go to z całego premierowego weekendu w Niemczech. Całą sytuacją przejęte było norweskie środowisko narciarskie. Zdaniem dyrektora sportowego, Clasa Brede Braathena, skargi wpłynęły także z innych źródeł:
Otrzymaliśmy informacje o skargach od jury. Było tam kilka osób, które naprawdę były zdenerwowane całą tą sytuacją – stwierdził.

Phillip Sjøen, fot. Tuija Hankkila
Phillip Sjøen, fot. Tuija Hankkila

Zdaniem Braathena, nie ma potrzeby wielkiej krytyki, pojawiają się jednak pewne zastrzeżenia. Wedug informacji, które podaje Norweg, tuż po wypadku, Sjoeen miał być przetransportowany karetką do szpitala na badania, były jednak problemy z podjęciem takiej decyzji przez służby medyczne. Wszystko skończyło się jednak niegroźnie, gdyż 18-letni skoczek jedynie skręcił nadgarstek i miał otarcia na ciele.

Nie widzimy powodu ku temu, aby nadać tej sprawie większy rozgłos. Jesteśmy tylko szczęśliwi, że Phillipowi nie stało się nic poważniejszego i jego rodzina może spać spokojnie – podkreślił dyrektor sportowy norweskich skoków. Upadek przy rekordowym skoku Sjoeena poruszył jednak środowisko skoków narciarskich na tyle, aby ponownie przywołać temat ryzykowania zdrowia zawodników przy dalekich lotach.

Planica 'Letalnica', fot. Bartosz Leja
Planica ‚Letalnica’, fot. Bartosz Leja

Skoro na obiekcie HS-140 w Klingenthal skoczek zachowywał się jak typowy „lotnik” i musiał ratować się przed lądowaniem na całkowitym wypłaszczeniu, co działoby się na obiektach mamucich, takich jak w Vikersund czy Planicy? Już teraz wiemy, że słoweńska Letalnica już za kilka miesięcy będzie największą skocznią świata, a próby prześcignięcia się w możliwości oddania najdłuższego skoku dawno balansują na granicy ryzyka. Dodajmy, że do ostatecznie nie doszedł do skutku austriacki projekt Red Bulla, zakładający przed kilkoma laty budowę skoczni, na której możliwe byłyby loty przekraczające 300 metrów.

Oczywiście dla fanów, tego typu rywalizacja jest nie lada gratką. Dla skoczków zaś – wielką niewiadomą. Sam Walter Hofer przyznał, że FIS odbiera rozbieżne sygnały w tej kwestii.
Jesteśmy krytykowani, gdy nie ustanawia się rekordów. Przypadek Sjoeena pokazuje jednak, że w przypadku większej prędkości najazdowej i mocniejszego podmuchu zwłaszcza w fazie końcowej, istnieje ryzyko, że zawodnicy ucierpią na zdrowiu – przyznał dyrektor Pucharu Świata.

Tym razem, Austriakowi trzeba przyznać rację. Jednocześnie trzeba przyznać, że konieczny będzie kompromis pomiędzy racjonalnym myśleniem, a emocjami. FIS niejednokrotnie nie ułatwiał życia skoczkom, a i fani skoków miewają spore zastrzeżenia do działaczy Międzynarodowej Federacji Narciarskiej.

 

Źródło: informacja własna / vg.no

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram