Familie z narciarskimi tradycjami – nie tylko Prevcowie skaczą na nartach

Domen Prevc (fot. Julia Piątkowska)

Domen Prevc (fot. Julia Piątkowska)

Domen Prevc, fot. Julia PiątkowskaCzęsto mówi się, że ktoś odziedziczył coś w genach po swoich przodkach. Możemy do tego zaliczyć także sportowy talent. W skokach narciarskich również nie brak rodzinnych powiązań. Podczas gdy cały narciarski świat zachwyca się braćmi Prevc, my zapraszamy na subiektywny przegląd narciarskich familii, które przez lata wiodły prym na skoczni.

 
Birger Ruud w Lake Placid w 1932 roku, fot. Acme Photos
Birger Ruud w Lake Placid w 1932 roku, fot. Acme Photos

Modelowy przykład braci odnoszących sukcesy w skokach narciarskich mieliśmy już w okresie międzywojennym za sprawą rodzeństwa Birgera, Asbjorna i Sigmunda Ruudów, którzy rywalizowali z naszym wicemistrzem świata, słynnym „Dziadkiem” Stanisławem Marusarzem. Najstarszym z braci był Sigmund, który w 1928 roku w Sankt Moritz zdobył wicemistrzostwo olimpijskie, a rok później wywalczył mistrzostwo świata. Zdobył jeszcze brązowy medal na mistrzostwach w 1930 roku, a oprócz tego wystąpił na igrzyskach w Lake Placid w 1932 oraz w Garmisch-Partenkirchen w 1936 roku, jednak nie zajął wtedy już żadnego miejsca na podium.

Zdecydowanie największe sukcesy odnosił średni z braci, Birger. Pięciokrotnie zdobywał tytuł mistrza świata w latach 1931, 1932, 1935, 1936 i 1937, a także dwukrotnie był drugi, w 1939 oraz już po wojnie w 1948 roku. Jednocześnie dwa razy osiągnął tytuł mistrza olimpijskiego w 1932 i 1936 roku, gdyż w tamtym czasie igrzyska olimpijskie pełniły rolę mistrzostw świata w roku olimpijskim. Nie miał możliwości startować ani w Pucharze Świata, ani w Turnieju Czterech Skoczni, jednakże sukcesy które osiągnął, pozwalają go zaliczać do grona najwybitniejszych skoczków w historii, a na pewno swoich czasów. Najmłodszy z rodzeństwa, Asbjorn, miał mniejsze osiągnięcia od starszych braci, jednak udało mu się zdobyć jeden medal wielkiej imprezy i to od razu złoty, na mistrzostwach świata w Lahti w 1938 roku.

Matti Hautamaeki, fot. Jakub Mikulski
Matti Hautamaeki, fot. Jakub Mikulski

Biorąc pod uwagę współczesne czasy możemy wymienić choćby braci Hautamaeki. Starszy z nich, Jussi, jedyny swój mistrzowski medal przywiózł z juniorskiego czempionatu z Canmore z 1997 roku, kiedy to wywalczył srebro. Lepiej wiodło się Mattiemu, który indywidualnie zdobywał srebrne i brązowe medale igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata, mistrzostw świata w lotach, a także stawał na podium Turnieju Czterech Skoczni i klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Nigdy jednak nie udało mu się wygrać żadnej z tych imprez. Był za to czterokrotnie rekordzistą świata w długości lotu. W 2003 roku w Planicy osiągał kolejno: 227,5, 228,5, i 231 metrów, a w 2005 roku na Letalnicy poszybował 235,5 metra.

Obecnie triumfy święcą bracia Prevc. Najstarszy, Peter, do tej pory nie wygrał ani igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata, mistrzostw świata w lotach, mistrzostw świata juniorów, Pucharu Świata czy nawet Turnieju Czterech Skoczni. Stawał jednak na podium każdej z tych imprez, a ma dopiero 23 lata, więc mimo młodego wieku z pewnością można o nim mówić jako o jednym z najbardziej utytułowanych skoczków w historii. Co więcej, spoglądając na znakomitą formę Słoweńca, zapewne wiele sukcesów przed nim. W 2015 roku udało mu się pobić rekord świata w długości lotu w Vikersund (250,0 m), jednak nie cieszył się tym zbyt długo, gdyż następnego dnia odebrał mu go Anders Fannemel (251,5 m).

Peter Prevc, fot. Julia Piątkowska
Peter Prevc, fot. Julia Piątkowska

Oprócz Petera skaczą także jego młodsi bracia, Cene i Domen. 19-letni Cene póki co może poszczycić się jedynie mistrzostwem świata juniorów w konkursie drużynowym. Domen ma dopiero 16 lat i niedawno zadebiutował w Pucharze Świata, ale już wskoczył na podium w Engelbergu. Jest to być może talent na miarę brata, ale dopiero czas pokaże czy uda mu się rozwinąć, zarówno sportowo jak i mentalnie. Warto dodać, że pierwsze kroki na skoczni stawia także młodsza siostra trójki braci – Nika Prevc.

Można podać wiele przykładów pięknych narciarskich tradycji także jeśli chodzi o inne stopnie pokrewieństwa. Jiri Raska, czechosłowacki skoczek, mistrz i wicemistrz olimpijski z Grenoble z 1968 roku, wicemistrz świata i brązowy medalista mistrzostw świata w lotach przetarł narciarskie szlaki swoim wnukom, Janowi i Jiriemu Mazochom. Kariera starszego z braci skończyła się tragicznie, kiedy w Zakopanem doznał fatalnego upadku, po którym już nie był w stanie wrócić do skakania bez obaw i na obiecującym, pucharowym poziomie. Wcześniej udało mu się zdobyć brązowy medal mistrzostw świata juniorów, a w rywalizacji seniorów nie przebił się do czołówki światowej. Imiennik dziadka, Jiri Mazoch, tylko raz w karierze zdobył punkty Pucharu Świata i na tym wydarzeniu zakończyła się jego przygoda z wielkim skakaniem.

Martin Koch, fot. Kata Deak
Martin Koch, fot. Kata Deak

Dobre narciarskie geny dostał po swoich przodkach Martin Koch. Jego wujkami są Ernst Vettori i Armin Kogler. Pierwszy był mistrzem olimpijskim w Albertville w 1992 roku, a drugi mistrzem świata i najlepszym lotnikiem globu, zatem Koch miał znakomite sportowe wzorce już od najmłodszych lat. Sam Martin oprócz licznych sukcesów drużynowych indywidualne laury zdobywał w rywalizacji mistrzowskiej na mamucich skoczniach, raz był drugi, a raz trzeci w zawodach tej rangi.

Oprócz zagranicznych powiązań możemy przywoływać także polskie familie, choćby rodzinę Kotów. Maciej od kilku lat jest zawodnikiem kadry narodowej, w rywalizacji drużynowej medalistą mistrzostw świata i indywidualnie wicemistrzem świata juniorów, choć poprzedni sezon był dla niego niezbyt nieudany. Jego starszy brat, Jakub, nie potrafił dojść do takiego pułapu wyników w swojej dotychczasowej karierze. Największym sukcesem był medal w konkursie drużynowym mistrzostw świata juniorów, indywidualnie zaledwie kilka razy wystartował w zawodach Pucharu Świata, ale nigdy nie udało mu się zdobyć punktów. Ojciec obu skoczków, Rafał Kot, był w przeszłości fizjoterapeutą kadry narodowej w czasach największych sukcesów Adama Małysza.

Bardzo mocno ze skokami związana jest rodzina Tajnerów. Leopold jako kombinator norweski brał udział w igrzyskach w Sankt Moritz w 1948 roku, a także na następnej olimpiadzie w Oslo w 1952 roku w skokach narciarskich. Jego młodszy brat Władysław reprezentował Polskę na kolejnych olimpijskich zawodach w Cortina D’Ampezzo w 1956 i Squaw Valley w 1960 roku. W swojej karierze trzykrotnie zdobywał tytuł mistrza Polski, a także zajął dziewiąte miejsce w Turnieju Czterech Skoczni w sezonie 1956/1957. 

Apoloniusz Tajner, fot. Bartosz Leja
Apoloniusz Tajner, fot. Bartosz Leja

Syn Leopolda, Apoloniusz, jako junior trenował kombinację norweską, jednak największe sukcesy odnosił jako trener polskiej kadry, kiedy to oszałamiające osiągnięcia miał Adam Małysz. Później stanął na czele Polskiego Związku Narciarskiego i to stanowisko piastuje do dzisiaj. W czasach gdy był trenerem kadry narodowe, Polskę reprezentował jego syn Tomisław. Największym dokonaniem „Tonia” był start w igrzyskach olimpijskich w Salt Lake City. Poza tym tylko kilka razy udało mu się zdobyć punkty w Pucharze Świata. Niewiele więcej osiągnął kuzyn Tomisława i bratanek Apoloniusza – Wojciech Tajner. W 2003 roku zdobył tytuł wicemistrza Polski, kilka razy zmieścił się w czołowej „30” Pucharu Świata, ale był to kres jego możliwości. Obecnie Tomisław i Wojciech pełnią role trenerskie.

Warto wspomnieć również rodzeństwo Miętusów – Krzysztofa i Grzegorza. Pierwszy i starszy z nich ma na swoim koncie więcej osiągnięć – medal w drużynie na mistrzostwach świata juniorów, kilka podiów mistrzostw Polski oraz start na igrzyskach olimpijskich w Vancouver w 2010 roku. Najwyższe miejsce w zawodach Pucharu Świata, jakie do tej pory udało mu się zająć, to 11. pozycja w Klingenthal w sezonie 2013/2014. Grzegorz w drużynie zdobył brąz na juniorskim czempionacie, ale poza tym tylko dwukrotnie punktował w Pucharze Świata i póki co nie dorównał wynikom brata. Obaj są czynnymi zawodnikami, więc największe sukcesy może jeszcze przed nimi.

Zarówno na polskich jak i zagranicznych skoczniach takich przykładów można podać oczywiście więcej, ale niewątpliwie jest to sport, który łączy pokolenia i rodzeństwa, młodsi bardzo często biorą przykład ze starszych i podążają w ich ślady.

 

Wojciech Dolata

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram