„Czeski film”. Co dalej ze skokami za naszą południową granicą?

Roman Koudelka (fot. Julia Piątkowska)

Roman Koudelka (fot. Julia Piątkowska)

Niezrozumiałe decyzje, bezradność. Tak w zakończonym niedawno sezonie wyglądały czeskie skoki narciarskie. Jest to przykre, ponieważ perspektywa nie wydaje się optymistyczna. Skoki w Czechach są w kryzysie, wysokiej formy u zawodników na próżno szukać, a najlepszym dowodem jest niepobity od ponad dziesięciu lat rekord Czech w długości lotu narciarskiego.

 

Rozbieg dużej skoczni w Harrachovie (fot. Michał Pasek)
Rozbieg dużej skoczni w Harrachovie (fot. Michał Pasek)

Od prawie dekady czeskie skoki są w uśpieniu. Brakuje gwiazd, te same twarze, w strukturach Czeskiego Związku Narciarskiego stagnacja lub konflikty. Ogólnego wizerunku czeskich skoków nie poprawiają niszczejące obiekty. Harrachov staje się zapomniany, a skocznie w Libercu lada moment może czekać podobny los, bo przecież konkursy dają tlen, a tych brakuje. W Czechach od 2014 roku nie działo się nic, a i same mistrzostwa świata w lotach były po prostu dziwne.

Pavel Ploc, Jiri Raska, Jakub Janda – tych nazwisk w aktywnym świecie sportowców już dawno nie ma. Ten ostatni karierę zakończył niedawno, lecz w stylu niegodnym mistrza. W ostatnich latach czeskie skoki ciągnęli zawodnicy doświadczeni, wspomniany wcześniej Janda, Jan Matura czy Roman Koudelka. Obecnie skacze tylko popularny Električka, lecz najlepsze lata sportowej kariery wydaje się mieć już za sobą. Jaką perspektywę zatem mają czeskie skoki? Optymizmu brakuje, nawet w wypowiedziach zawodników…

 

„Bez większego rezultatu”

Trudno się nie zgodzić ze słowami Čestmira Kožíška, który właśnie takimi słowami podsumował swoje starty w zakończonym niedawno sezonie. Słowa 28-latka trafnie można odnieść również do występów pozostałych reprezentantów naszych południowych sąsiadów, w których brakowało w zasadzie wszystkiego, począwszy od wyników, a finalnie konsekwencją był brak zadowalających nastrojów w strukturach związku. – Sezon był nieudany, zakończyłem go bez choćby punktu w Pucharze Świata. Kilka razy osiągnąłem dobry wynik w Pucharze Kontynentalnym, ale to też nie był wielki powód do zadowolenia – ocenia czeski zawodnik.

Jakub Janda (fot. Julia Piątkowska)
Jakub Janda (fot. Julia Piątkowska)

W grudniu na czeskie skoki spadła kolejna niemiła wiadomość. Decyzję o zakończeniu kariery pojął Tomáš Vančura, który w sezonie 2016/2017 spisywał się przyzwoicie, gromadząc na swoim koncie 31 punktów Pucharu Świata. – Zakończyłem karierę ze względu na problemy zdrowotne, ponieważ miałem problemy z kręgosłupem. Z czasem sytuacja się pogorszyła, nie mogłem trenować tak efektywnie jak inni zawodnicy. Miałem indywidualne treningi. To był główny powód mojej decyzji. Nadal tęsknię za skokami narciarskimi, ponieważ skakałem przez całe życie – przyznał 23-latek. Były zawodnik odniósł się też do sytuacji młodzieży, która dyspozycją nie zachwyca. – Wyniki nie są idealne, lecz potencjał wśród chłopców jest. Dużo zależy od obiektów treningowych, które wymagają naprawy – przyznaje Vančura.

 

Światełko w tunelu

Czy zatem w czeskich skokach widać nadzieję na poprawę? Dość optymistycznie wypowiadają się wciąż stosunkowo młodzi zawodnicy. – Zakończony sezon był z pewnością lepszy od poprzedniego, ale nadal nie jestem zadowolony. Ważna może okazać się zmiana systemu przygotowania, w lecie będziemy trenować intensywniej oraz więcej czasu spędzimy razem, w grupie, która jest świetna – ocenia 24-letni Vojtěch Štursa.

Podobnie swoje starty ocenia Filip Sakala, który przez większość zimy startował wśród najlepszych zawodników Pucharu Świata. – Biorąc pod uwagę okoliczności mogę być zadowolony. W tym roku ważnym było dla mnie zrozumieć, w którym miejscu znajduje się „świat” i co muszę poprawić. Ponadto myślę, że w pierwszym pełnym roku wśród elity, dobrze jest obserwować. Dla mnie tegorocznym celem była skuteczna walka w kwalifikacjach. W zeszłym roku nie awansowałem ani razu do konkursu Pucharu Świata. W tym roku udało mi się 11 razy, więc widać poprawę – ocenił 23-latek.

 

Co dalej?

David Jiroutek (fot. Julia Piątkowska)
David Jiroutek (fot. Julia Piątkowska)

Obecny sezon dla Czechów był jednym z najgorszych i najcięższych od lat. Wśród punktujących było tylko dwóch zawodników – doświadczony Roman Koudelka oraz Viktor Polášek, który bezskutecznie stara się udowodnić swój talent, który zaprezentował w juniorskim czempionacie w 2017 roku w Park City, sięgając wówczas po złoto. W Pucharze Narodów nie było lepiej, zgromadzony dorobek 335 punktów ostatecznie pozwolił na zajęcie ósmej lokaty.

Z pewnością sytuacji nie ułatwił konflikt w Czeskim Związku Narciarskim, o którym było głośno w styczniu. Następstwem zaistniałej wówczas sytuacji była zmiana trenera. Davida Jiroutka, zastąpił trochę „awaryjnie” Antonin Hájek, przy którym czeskie skoki w przeciągu dwóch miesięcy nie zanotowały znaczącego progresu. Pytanie jaka przyszłość stoi przed federacją, która w ostatnim czasie jest kojarzona ze wszystkim co negatywne? Ciężko ocenić, być może odpowiedź poznamy w najbliższym sezonie.

 

Michał Pasek
źródło: czech-ski.com / informacja własna

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram