Herbata ze skoczkami, czyli przedmistrzowski przegląd sił (felieton)

Kamil Stoch w Val di Fiemme w 2013 roku (fot. Julia Piątkowska)Porywy serca, nerwowe oczekiwanie, natłok myśli w głowie podekscytowanego kibica. Radość, że to już, zaraz, teraz, natychmiast! Oto przed nami jawią się najwspanialsze dwa tygodnie w zimowym kalendarzu. Wiem, właśnie zdziwieni pytacie mnie w duchu, co u licha gadam. Żadnych świąt nie ma, robota czeka, wolnego jak na lekarstwo, a ta tu o najwspanialszych tygodniach ględzi.

 
Złoty medal Mistrzostw Świata FIS
Złoty medal Mistrzostw Świata FIS

A jednak prawdziwe święto – święto sportu – stoi na naszym progu i nieśmiało puka do drzwi, licząc, że ugościmy je jak na gwiazdę przystało.

Severin Freund, fot. Julia Piątkowska
Severin Freund, fot. Julia Piątkowska

Peter Prevc, fot. Stefan Piwowar
Peter Prevc, fot. Stefan Piwowar

Podium MŚ w Val di Fiemme ze skoczni dużej - Prevc, Stoch, Jacobsen (fot. Julia Piątkowska)
Podium MŚ w Val di Fiemme ze skoczni dużej – Prevc, Stoch, Jacobsen (fot. Julia Piątkowska)

Wróć, napisałam nieśmiało puka do drzwi? Coś mi się chyba pomieszało w głowie, jakie nieśmiało?! Przecież Mistrzostwa Świata w Narciarstwie Klasycznym już wjechały do mojego domu niczym bolid Formuły 1 na metę. Żeby jeszcze zapytały mnie o zdanie, mnie, kibica! Przecież bez mojej jakże ważnej kibicowskiej osoby ta impreza nie ma sensu! Ale nie, skądże, bezpretensjonalnie wparowały do mojej głowy i ani myślą, żeby się z niej wyprowadzać. Wręcz przeciwnie, zadomowiły się na dłużej. W sobotę siądę przed telewizorem z kubkiem herbaty i zaproszę skoki narciarskie do własnego salonu. Wraz ze mną to samo zrobi kilka(naście) milionów Polaków. Żeby było śmieszniej, ci skoczkowie to są jak rodzina. No bo powiedzcie mi, kto z Was widuje się z dalszą familią w każdy weekend? Ja nie. A ze skokami owszem. Czyli rodzina, koniec i basta. I to jakaś taka bardzo sercu bliska i droga.

Dobra, dobra, wiem, czas przejść na bardziej rzeczowe tory, bo na razie obracam się w gronie rodzinnym, ględząc nie na temat. Skoro już zapraszam owych gości w każdy weekend na familijną herbatę, to przydałoby przyjrzeć im się z bliska i odpowiedzieć na nurtujące nas pytanie pod jakże przewidywalnym tytułem: Jaki prezent nam przywiozą? Nawiasem mówiąc, chciwy ten kibic, tylko prezentów oczekuje…

Polska drużyna (Stoch, Kubacki, Żyła, Kot) z brązem MŚ w Val di Fiemme 2013 (fot. Julia Piątkowska)
Polska drużyna (Stoch, Kubacki, Żyła, Kot) z brązem MŚ w Val di Fiemme 2013 (fot. Julia Piątkowska)

Kamil Stoch. Człowiek, bez którego skoki narciarskie w Polsce dostałyby zadyszki, astmy i zapalenia płuc w jednym. I wcale nie twierdzę, że reszta naszych skoczków to jakaś zła, tragiczna i w ogóle do kitu, ale nie oszukujmy się, bez lidera to nie to samo. Największa nadzieja nadchodzącego czempionatu. Skoczek, który w dwa lata uczynił postęp, jakiego skoki narciarskie dawno nie widziały. Usain Bolt zazdrości. Przyznajcie się: kto z Was wierzył rok temu, że Stoch wróci z igrzysk z dwoma złotymi medalami? Bicia ani chłosty nie przewiduję, śmiało. Sama w życiu o tym nie myślałam, pamiętam jak dziś, co mówiłam: choćby jeden medal będzie sukcesem. Po raz kolejny przekonałam się, że los bywa nieprzewidywalny i przygotowuje dla nas to, czego spodziewamy się najmniej.

Severin Freund. On też się przekonał, że los… No, i tak dalej, przeczytajcie sobie zdanie wyżej. Miał walczyć ze Stochem o złoto w konkursach indywidualnych, a wrócił z nich z niczym. Dziś jest murowanym kandydatem do mistrzowskich tytułów na obu skoczniach, bukmacherzy prześcigają się w swoich typowaniach, licząc na wielki triumf Niemca. A ja jakaś taka sceptyczna jestem. Czemu? Nie wiem, ale mam dziwne przekonanie, że o ile Stoch będzie miał na skoczni 49 rywali, to Freundowi przypadnie o jednego więcej. Tak, tak, dla Niemca największym przeciwnikiem będzie on sam, a właściwie jego głowa. Jeśli ją okiełzna, może zostać największą gwiazdą mistrzostw. Ale czy historia nie pokazuje nam, że triumfy faworytów to w sporcie wielka rzadkość?

Peter Prevc. No, tu już prędzej widzę kandydata do złota, bo głowa mocniejsza, ale z drugiej strony… Słoweniec chyba też ma rywali pięćdziesięciu, a nie czterdziestu dziewięciu. Bo jeśli przyjrzeć się jego karierze, nie sposób nie zauważyć, że wędruje za Stochem jak cień. Gdzie Prevc na podium, tam i Stoch na podium, zazwyczaj piętro wyżej. Czyli Stocha jako rywala dla Prevca wypadałoby liczyć razy dwa. A Stochów dwóch, to rywali 50! Jeśli wierzyć w konsekwencję gwiazd, to i tym razem będą sobie deptać po piętach. Biedny swoją drogą ten Peter, tak naprawdę nic jeszcze nie wygrał, a rekordem świata w długości skoku też za długo cieszyć się nie pozwolili. Do tego zawsze Stoch mu zabiera sprzed nosa najlepsze kąski z tego sportowego, obiadowego talerza. Ale może taka już fortuna, Ammann zabierał Małyszowi, to teraz Stoch zabiera Prevcowi. A że Prevc nie Szwajcar? Cóż, widocznie los też ma prawo się mylić.   

Reszta świata. Muszę tak napisać, bo przecież nie będę wymieniać 15 nazwisk pozostałych skoczków, którzy mogą wylądować na podium, czy to z pomocą boskiego podmuchu, czy też bez niej. Austriacy się czają, w końcu ostatnie złoto zdobyli aż 4 lata temu, kiedy to Thomas Morgenstern wywalczył tytuł mistrzowski na skoczni normalnej w Oslo. Dla kraju, który narciarstwem stoi, musi to być solidny policzek. Schlierenzauer pewnie chce wymazać z pamięci kibiców porażkę z Soczi, Hayboeck potwierdzić, że na imprezach rangi mistrzowskiej nie jest wyłącznie „człowiekiem kwalifikacji”, w konkursie też daleko skoczyć potrafi. Jakoś tak ciasno na tym mistrzowskim podium, a organizatorzy nic nie chcą powiększyć kolekcji medali! Bo gdyby tak nagradzać kolorowymi krążkami sześciu? Albo nie, lepiej nie, kibice się oburzą, że to znowu dla Austriaków wszystko, żeby ich pocieszyć, że olimpijsko-mistrzowskie sukcesy ich ostatnio nie lubią. Widać łaska sportu, jak kibica, też na pstrym koniu jeździ.

Drużyny. Panie szanowny, tu to najstarsi górale nie wiedzą, co powiedzieć! Skoro nie wiedzą, to dyplomatycznie milczą, jak w czasie halnego w Zakopanem, gdy kibice pytają: Baco, to będą skakać czy nie będą? Jakiś „problem czwartego” prawie wszyscy mają. Milionowe widownie, kraje też milionowe, a czterech równych, dobrych skoczków znaleźć nie umieją. Zgroza. I jadą sobie z sześcioma zawodnikami, może losy albo rurki będą ciągnąć, który dostąpi zaszczytu występu w konkursie drużynowym? Albo nie, jak na skoczków przystało, oni będą ciągnąć narty! Kruczek się zarzeka, że będzie decydowała dyspozycja dnia, wiślańskie ptaki, które nie wybyły za ocen, śpiewają, że ponoć Murańka jakiś gigantyczny postęp na treningach zrobił. Jedno jest pewne – będzie ciasno i mniej ciasno za nic w świecie nie chce się zrobić. Niemcy, Austria, Norwegia, Słowenia, Japonia i, dobra, niech Wam będzie, Polska – oto ekipy, które przy dobrych wiatrach powalczą o medale. Oj, oby wiatr po polsku mówił w tym szwedzkim Falun.  

Kto okaże się narciarskim asem, który zabije sny rywali o potędze? Kto wyskoczy ponad przeciętność i zachowując olimpijski spokój, wdrapie się na szczyt podium? Kto wylosuje karcianego Jokera w postaci boskiego wiatru, który zaniesie go tam, gdzie inni będą mogli tylko popatrzeć? Nie dmuchając balona, powiem, że za kilkanaście dni wszystko będzie jasne. A balon dmuchając, wyznam, że tak bardzo marzy mi się powtórka z Val di Fiemme 2003. Prezent wcale nie tak niemożliwy…

 

Kasia Nowak

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Facebook
Facebook
Instagram