Kenneth Gangnes – czy z piekła wskoczy na szczyt?

Kenneth Gangnes, fot. Bartosz LejaKenneth Gangnes. Dotychczas nie gościł na pierwszych stronach gazet, a rozemocjonowane fanki nie wieszały mu się na ramionach. Choć pierwszy raz pojawił się w norweskiej kadrze A już w 2010 roku, dopiero dziś zaczyna święcić pierwsze triumfy. Czy skoczek, którego sportowe życie dotąd nie oszczędzało, wskoczy z piekła na szczyt podium?

 

Dziś Kenneth Gangnes ma 26 lat. W jego wieku Kamil Stoch był już mistrzem świata, a trzy miesiące przed 27. urodzinami zapisał na swoim koncie dwa olimpijskie złota. Małysz z kolei do 3 grudnia 2003, czyli do swoich 26. urodzin, zdobył trzy Kryształowe Kule, 24 razy zwyciężał w zawodach Pucharu Świata, by na podium pucharowej karuzeli meldować się dwukrotnie częściej. A Gangnes dotychczas nie miał przyjemności stanąć na najwyższym stopniu podium w zimowych rozgrywkach Pucharu Świata. Jakże inne są jednak te kariery. Małysza i Stocha, których kontuzje szczęśliwie omijały (wyłączając feralny uraz stopy skoczka z Zębu z zeszłego sezonu), oraz Gangnesa, który przez lata niemal bez przerwy zmagał się z urazami, walcząc nie tylko o powrót do sportu, ale i o własne zdrowie… 

Kenneth Gangnes, fot. Julia Piątkowska
Kenneth Gangnes, fot. Julia Piątkowska

Zaczęło się w maju 2010 roku, kiedy to podczas jednego z treningów na skoczni K-35 w Drammen młody i nieznany wówczas szerszemu gronu Gangnes nabawił się pierwszej kontuzji. Skacząc na tzw. dragon skis, czyli krótkich, 190-centymetrowych nartach, przeznaczonych głównie dla dzieci, wylądował zbyt daleko i upadł, a obciążone kolano nie wytrzymało. Diagnoza – zerwane więzadła krzyżowe, dla skoczka najgorszy uraz z możliwych. Pięć tygodni po feralnym zdarzeniu przeszedł operację, na skocznię wrócił, jednak 3 lata później przekonał się, że przysłowie „historia lubi się powtarzać” to nie tylko pusty frazes…

Koniec września 2013 r., Hinzenbach. Kwalifikacje do przedostatniego konkursu Letniej Grand Prix okazały się wyjątkowo nieszczęśliwe dla 24-letniego skoczka. Kolejny upadek i taka sama diagnoza – zerwane więzadła krzyżowe, konieczna operacja. Kariera stanęła pod znakiem zapytania, a historia, nie dość, że zatoczyła koło, to jeszcze brutalnie zakpiła, z norweskiego skoczka – ostatecznie konkurs na Aigner Schanze został odwołany ze względu na niekorzystne warunki atmosferyczne.

Kenneth Gangnes w locie, fot. Frederic Clasen
Kenneth Gangnes w locie, fot. Frederic Clasen

O ile jednak organizatorzy ówczesnych rozgrywek w Austrii musieli ulec naturze, o tyle Kenneth Gangnes nigdy się nie poddał i wrócił na skocznię. Dziś, gdy odnosi swoje pierwsze zwycięstwa w Letniej Grand Prix, z rozbrajającą szczerością przyznaje, że mało kto zdaje sobie sprawę, jak niewiele brakowało, by powiedział „dość”. A jednak nigdy nie zrezygnował z marzeń, choć jak twierdzi, musiał trenować dwa razy więcej niż pozostali, zdrowi skoczkowie. Dziś wydaje się jednym z najjaśniejszych punktów ekipy z Kraju Wikingów, triumfując nie tylko w krajowych zawodach, ale i w międzynarodowej rywalizacji. Choć wydawało się to nieprawdopodobne, ma szansę wyjść ponad przeciętność i spełnić pokładane w nim oczekiwania, o których kilka miesięcy temu wspominali dyrektor sportowy Clas Brede Braathen oraz Alexander Stoeckl. Dobrej myśli jest też sam zainteresowany, a wysokie lokaty tylko utwierdzają go w tym przekonaniu. 26-letni skoczek wierzy, że nadchodzącej zimy będzie w stanie konkurować z najlepszymi i regularnie meldować się w czołowej dwudziestce pucharowych zawodów. Już nie tych „na zapleczu”, ale najwyższej rangi. Po cichu marzy o olimpijskim złocie w Pyeong-Chang…

Czy letnie triumfy znajdą odzwierciedlenie zimą? A może rzeczywistość przerośnie wszelkie oczekiwania i za kilka miesięcy będę mogła napisać, że Kenneth Gangnes wyfrunął z piekła i przeszedł przez piekło, by dosięgnąć gwiazd?

 

źródło: informacja własna / nrk.no  

 

Komentarze

comments

Facebook
Facebook
Instagram