Sceptycy i optymiści, czyli „Malkontenci” i „Prawdziwi Kibice” (felieton)

Maciej Kot w klingenthal w żółtej koszulce zwycięzcy Letniej Grand Prix 2016, fot. Julia PiątkowskaTak jak serce i rozum toczą ze sobą odwieczny spór nie tylko w nas samych, ale i w telewizyjnych reklamach, tak kibice skoków narciarskich po Letniej Grand Prix nie mogą się zdecydować, czy cieszyć się z wyników Polaków, czy nie. Bo gdy Serce krzyczy: „Ciesz się”, Rozum mówi: „Weź Ty się, Serce, uspokój, bo od nadmiaru emocji jeszcze zawału dostaniesz.”

 

Chciałam napisać, że Letnia Grand Prix A.D. 2016, a właściwie jej wyniki, zrobiły nam psikusa, ale po chwili zastanowienia uznałam, że to byłoby jednak stanowcze nadużycie. Trudno bowiem zaprzeczyć, że od kilku już lat biało-czerwoni, mając pod nartami zielone podłoże, skaczą wybornie, stąd latem 2016 nie nastąpiło nic nowego. Dziwnym trafem często zdarza się tak, że gdy zielony igelit (zwany przez nie do końca obeznanych, wśród których i ja niegdyś byłam, igielitem) zamienia się w biały albo sztucznie wyprodukowany, szary i brzydki puch, Polakom jakby skrzydła albo w tym przypadku raczej narty odebrało. Zamiast lądować tam, gdzie inni nie lądują, w pozytywnym tego wyrażenia znaczeniu, czyli dalej, lądują tam, gdzie inni nie lądują, ale w tym znaczeniu znacznie gorszym, mianowicie bliżej. Zazwyczaj nikt, nawet Szef Wszystkich Szefów, nie wie, jakie są tego przyczyny, albo też wszyscy wiedzą, ale nie chcą się publicznie, przed kamerami i tysiącami kibiców przyznać, trudno powiedzieć. Dlatego też wyniki tegorocznej Letniej Grand Prix, w której Maciej Kot postanowił zastąpić tym razem gorzej dysponowanego Petera Prevca, mogą nie tylko cieszyć, ale i martwić. 

I właśnie tu, w tym zwycięstwie Macieja Kota, pojawia się spór rangi najwyższej między optymistami (czyt. „Prawdziwymi Kibicami”, jak ci sami siebie nazywają) a sceptykami (czyt. „Malkontentami” określanymi tak przez „Prawdziwych Kibiców”).

Standardowo echa tego sporu znalazły swoje odzwierciedlenie w internetowych czeluściach, przejawiając się rozgrywkami słownymi i nawet strona portalu SkokiPolska.pl na Facebooku nie zdołała uciec przed nieuchronnym, mimo że bardzo chciała pozostać neutralna. Kibice z zawrotną prędkością wybili się z progu niczym Maciej Kot i… rozpoczęli komentarze, tak jak Maciej Kot swoje imponujące loty.

Ten Pan, Kamil Stoch, Kulę już ma (fot. Julia Piątkowska)
Ten Pan, Kamil Stoch, Kulę już ma (fot. Julia Piątkowska)

Przyjdzie zima, Kota nie ma – napisał jeden, reprezentujący ruch „Malkontentów”, pod zdjęciem uradowanego reprezentanta AZS-u Zakopane dzierżącego w dłoniach okazałe statuetki. Trochę mniej krytyczny w swoich opiniach z bardziej umiarkowanego odłamu „partii Malkontentów” dorzucił: – Dużo lepiej byłoby widzieć w jego lewej ręce kulę, a najlepiej tę z kryształu. Cóż, z tym oto poglądem trudno się doprawdy nie zgodzić, bo tak, jak Małysz zamieniłby swoje wszystkie olimpijskie krążki na jeden złoty, tak każdy kibic, a na pewno i skoczek zamieniłby triumf w Letniej Grand Prix na ten sam odniesiony w Pucharze Świata. – Ale kto powiedział, że nie można mieć tego i tego? – zapyta „Kibic Prawdziwy”.

A ten Pan, Maciej Kot, Kuli (jeszcze) nie ma. Ale może będzie miał? (fot. Julia Piątkowska)
A ten Pan, Maciej Kot, Kuli (jeszcze) nie ma. Ale może będzie miał? (fot. Julia Piątkowska)

Umiarkowanie umiarkowaniem, ale nie zabrakło i radykałów. Jeden z nich po przeczytaniu informacji o triumfie Macieja Kota w zawodach w Hinzenbach i tym samym całym cyklu napisał z żalem: – Co z tego, skoro w zimie zapewne będzie pierwsze miejsce… od końca. Tu skończyły się pokłady cierpliwości u Naczelnego redakcji SkokiPolska, który śmiało wkroczył do akcji i obalając wizje przyszłości komentującego, odpowiedział: Czy aby na pewno? Z tego co wiemy, zima jeszcze przed nami… Tym samym po cichu poparł optymistów, czytaj: Prawdziwych Kibiców. Z tym oto faktem, że zima jeszcze przed nami, trudno polemizować, niemniej jednak warto zauważyć, że rozgoryczenie ma swoje konkretne uzasadnienie.

Ci Państwo, Sara Takanashi i Peter Prevc, też mają Kule (fot. Bartosz Leja)
Ci Państwo, Sara Takanashi i Peter Prevc, też mają Kule (fot. Bartosz Leja)

Kto pamięta, jak Apoloniusz Tajner, cytowany przez dziennikarzy zgromadzonych podczas ubiegłorocznej przedsezonowej konferencji, twierdził, że w czołowej dwudziestce PŚ będzie kilku biało-czerwonych albo że Dawid Kubacki okaże się „czarnym koniem” sezonu? No właśnie, wszyscy dobrze to pamiętamy, a niektórzy dziennikarze pewnie i przechowują nagrania. Ot tak, na pamiątkę, bo w listopadzie i grudniu 2015 nazwisk Polaków w czołówce próżno było szukać. Dawid Kubacki radził sobie oczywiście całkiem dobrze w porównaniu do wcześniejszych lat, ale jego skoki były dalekie do tych, którymi miałby się szczycić, będąc nazywanym „czarnym koniem sezonu”. Optymistycznym (nomen omen) wizjom Apoloniusza Tajnera wtórowali i skoczkowie, dlatego trudno się dziwić, że po tych rewelacjach, które z rzeczywistością miały raczej niewiele wspólnego, kibice wolą być ostrożni.

Wracając do psikusa, którego (nie) zrobiły nam wyniki cyklu FIS Grand Prix. Maciej Kot w pojedynczych zawodach tego kalibru już triumfował. Wprawdzie nie była to taka seria, jak w tym roku, ani też triumf w całym cyklu, niemniej jednak zwycięstwo jest zwycięstwem, a takowe na koncie skoczek z Zakopanego miał. Już wtedy, w 2012 roku, wówczas 21-letniemu zawodnikowi wróżono triumfy w zimie. Ale te nie nadchodziły, a my powoli przyzwyczailiśmy się, że latem Polacy dzielą i rządzą, triumfując w Pucharze Narodów, by zimą oglądać plecy rywali stojących na podium. A Maciej Kot był zawsze wśród tych, którzy na igelicie skakali lepiej niż na śniegu, mimo tego, że z założenia skoki są dyscypliną zimową, a co poniektórzy (z moim tatą na czele) letnie zawody traktują z pobłażaniem, skutecznie je ignorując i dodając: „To tylko lato”, pod czym akurat podpisuję się rękami i nogami. 

Ten skoczek, Paweł Wąsek, Kuli nie ma i na razie kibice mu jej nie wróżą (fot. Julia Piątkowska)
Ten skoczek, Paweł Wąsek, Kuli nie ma i na razie kibice mu jej nie wróżą (fot. Julia Piątkowska)

Czy zatem lato w wykonaniu polskich skoczków może cieszyć? Może. Bo choć raczej smutek przynosi liczba młodych zawodników w kategorii junior A, to już wyniki podopiecznych Maciusiaka, czyli Pawła Wąska i Tomasza Pilcha, mogą jak najbardziej cieszyć. Czy cieszyć mogą rezultaty Ziobry i Zniszczoła w Letnim Pucharze Kontynentalnym? Tu bym raczej polemizowała, bowiem ten drugi był określany mianem wielkiego talentu polskich skoków i piąte miejsce powinien raczej zajmować w zawodach rangi najwyższej (PŚ), a nie tylko średniej (PK). Czy w końcu postawa Kota może budzić radość i optymizm? Może, bowiem przewaga i lekkość, z jakimi wygrywał, w sporcie nie zdarzają się aż tak często. A jeśli właśnie te triumfy dodadzą mu tak potrzebnej, a wcześniej raczej nieobecnej wiary w siebie?

Ten Pan, Prezes PZN, Kuli wprawdzie nie ma, ale tak jakby miał, bo miał Małysz. I lubi o niej mówić (fot. Julia Piątkowska)
Ten Pan, Prezes PZN, Apoloniusz Tajner, Kuli wprawdzie nie ma, ale tak jakby miał, bo miał Małysz. I lubi o niej mówić (fot. Julia Piątkowska)

A przedstawiciele trzeciej frakcji nazwanej przeze mnie „Z nadzieją w przyszłość” tym razem na Twitterze przypominali Małysza, Ammanna, Schlierenzauera czy Morgensterna, którzy do triumfu w LGP dokładali Kryształową Kulę w kolejnym sezonie. I choć mnie bliżej raczej do umiarkowanego „malkontenctwa” zmieszanego z oczekiwaniem, bo uważam, że lepiej się pozytywnie zaskoczyć niż rozczarować, to nadzieję zawsze warto mieć, bo jak mówią, umiera ostatnia. Przekonał się o tym nie byle kto, bo Peter Prevc, który z Petera-wiecznie-drugiego zamienił się w Petera-wiecznie-pierwszego. I kto powiedział, że Maciej-wiecznie-nie-pierwszy-Kot nie może zostać Maciejem Wiecznie Pierwszym Kotem? No właśnie. Byle tylko balon z napisem „Polscy skoczkowie są najlepsi na świecie, a Maciej Kot będzie czarnym koniem sezonu” nie pękł nieoczekiwanie, tak jak miało to miejsce rok temu. A najlepiej, żeby nikt go nie dmuchał aż do rozpoczęcia zimy i w czasie jej trwania. Wtedy nikt do nikogo nie będzie mógł mieć pretensji, a polscy skoczkowie w spokoju przygotują się do startów. I może w marcu będzie co dmuchać albo co zdmuchiwać. Na przykład świeczki na torcie. Albo niech już będzie ten balon…

 

P.S. Użyte określenia „Prawdziwych Kibiców” i „Malkontentów” miały spowodować tylko pewne humorystyczne wyolbrzymienie zjawiska sporu między kibicami skoków narciarskich i ich odmiennych punktów widzenia na tegoroczne wyniki Letniej Grand Prix, a także przełożenie postawy Macieja Kota na nadchodzącą zimę. W związku z tym mam nadzieję, że autorzy zacytowanych wypowiedzi nie poczują się urażeni.

 

Kasia Nowak

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram