Krzysztof Leja dla SP: “Zasługuję na miejsce w kadrze, walczę do końca”

Krzysztof Leja (fot. Julia Piątkowska)Kilka sezonów temu był nazywany jednym z najbardziej perspektywicznych polskich juniorów. W 2016 roku wywalczył 10. miejsce w mistrzostwach kraju, wcześniej wskakiwał też na podium konkursów FIS Cup. Dziś 21-letni Krzysztof Leja musi radzić sobie bez wsparcia PZN-u. Udowadnia jednak, że dysponuje potencjałem na miarę niektórych kadrowiczów.

 

Krzysztof Leja już jako młody chłopiec udowadniał, że ma duży sportowy potencjał. W 2008, 2009 i 2011 roku wygrywał klasyfikacje generalne krajowych zawodów dla najmłodszych talentów z cyklu LOTOS Cup. Łącznie aż dziewięciokrotnie wskakiwał na podium “generalki” tych zmagań. Jako jeden z najbardziej utalentowanych zawodników młodego pokolenia ostatnich lat, w 2013-2016 był członkiem polskiej kadry juniorskiej. W tym czasie czterokrotnie plasował się w czołowej trójce zawodów FIS Cup (w Hinterzarten, Rasnovie, Notodden i Einsiedeln), trzykrotnie wywalczył też punkty w konkursach prestiżowego FIS Grand Prix. Dwukrotnie plasował się także na szóstych lokatach w konkursach Pucharu Kontynentalnego w Wiśle Malince.

Krzysztof Leja (fot. Julia Piątkowska)

Krzysztof Leja (fot. Julia Piątkowska)

Po osiągnięciu wieku seniorskiego, reprezentujący zakopiański AZS Leja, wypadł z grup szkoleniowych Polskiego Związku Narciarskiego. W grudniu 2016 roku już jako zawodnik trenujący poza kadrami zajął 10. miejsce w mistrzostwach Polski na Wielkiej Krokwi w Zakopanem wyprzedzając wówczas kilku reprezentantów biało-czerwonych kadr narodowych. Po kilku miesiącach słabszej dyspozycji, tego lata 21-latek ponownie potwierdził swoje wysokie aspiracje i chęć powrotu na międzynarodowe areny wygrywając konkursy LOTOS Cup i Pucharu Prezesa PZN w Szczyrku oraz zakopiański Puchar Jesieni.

 

Bartosz Leja: Droga wiodąca od polskiej reprezentacji juniorów, do roli skoczka, który musi trenować poza kadrami z pewnością była dla Ciebie sporym zawodem. Dlaczego tak się stało i jak argumentowano tę decyzję?

Krzysztof Leja: Nie jest to łatwe, tym bardziej, że każdy zainteresowany wie jakie sukcesy osiągałem. Na początku droga do kadry była prosta. Później zaczął się spadek w dół i dźwiganie do góry. Wtedy nie znalazłem się w kadrze, jednak nikt mi nie podał argumentów. Pierwsze dni były dla mnie trudne pod względem psychicznym, ponieważ byłem bardzo przybity tą wiadomością i całą sytuacją. Potem stwierdziłem, że nie po to trenuję całe swoje życie i wylewam litry potu na treningach, abym teraz się poddał. Razem z trenerem Krzysztofem Sobańskim zaczęliśmy naprawiać wszystko to co było złe, praktycznie od początku, i po dwóch latach ten trening daje coraz większe plony.

 
Krzysztof Leja (fot. Julia Piątkowska)

Krzysztof Leja (fot. Julia Piątkowska)

Bartosz Leja: Czy po rozstaniu się z reprezentacją miałeś okazję do treningu, czy rozmowy z którymś ze szkoleniowców trenerów kadr narodowych?

Krzysztof Leja: Miałem okazję rozmawiać z trenerami, bo oni wszyscy mnie znają. Rozmowy te były jednak bardzo szybkie i krótkie.

 

Bartosz Leja: Masz za sobą wygrane z kadrowiczami konkursy na krajowym podwórku… Czy to oznacza, że Twój poziom jest rzeczywiście wyższy od co najmniej kilku skoczków objętych szkoleniem centralnym?

Krzysztof Leja: Te starty były naprawdę dobre, wniosły dużo pozytywnego w moje życie. Bardzo fajnie jest, gdy skacze się na wysokim poziomie. Powiem tak: nie chce się jakoś unosić i mówić, że jestem na lepszym poziomie od kadrowiczów. Ciężką pracą, poświęceniem i wiarą w siebie dążę jednak do spełnienia swoich marzeń, tych najmniejszych i tych największych. Trenuję codziennie, bez żadnych przerw, a to daje efekty, które na początku były znikomo widoczne. Samozaparcie robi swoje, nigdy z tego nie zrezygnuję. Sam Krzysztof Sobański jeszcze przed rozpoczęciem ze mną indywidualnych treningów powiedział, że mam niesamowity talent. Gdybym tego talentu nie posiadał, nie musiałoby mu zależeć na prowadzeniu mnie na profesjonalnym poziomie. Trener mocno się dla mnie poświęca, wierzy we mnie i mówi, że jeszcze mogę zostać mistrzem olimpijskim.

 

Bartosz Leja: Jakie konkretne zmiany pozwoliły Ci ponownie znaleźć się na wysokim sportowym poziomie?

Krzysztof Leja (fot. Julia Piątkowska)

Krzysztof Leja (fot. Julia Piątkowska)

Krzysztof Leja: Zmieniłem troszkę pozycje dojazdowa, która pozwala, jak to się mówi, “wstawać z progu”, a nie jak mi się dawniej zdarzało przeciskać do przodu. Wtedy powodowało to wahnięcie nart w dół tuż po wyjściu z progu, co skutkowało obniżeniem wysokości lotu. Teraz praktycznie w ogóle mi się to już nie zdarza.

 

Bartosz Leja: Jak wyglądają Twoje aktualne sportowe realia i możliwości, zarówno pod względem finansowania, jak i sprzętu oraz treningów?

Krzysztof Leja: Możliwości pod względem materialnym są bardzo ograniczone. Za dojazdy na treningi, zawody i zgrupowania trzeba zapłacić samemu. Ze sprzętem sytuacja też jest nie za wesoła, ponieważ na poziomie na którym skaczę, potrzeba już profesjonalnego ekwipunku, a to kosztuje. Czy to buty skokowe, czy też narty… trzeba to liczyć nie w setkach, a tysiącach złotych. Gdybym miał sponsora, który wsparłby mnie finansowo, na pewno byłoby dużo łatwiej.

 

Bartosz Leja: W środę dotarła do nas informacja o wykluczeniu z kadry narodowej B Krzysztofa Bieguna i Andrzeja Stękały. Widziałbyś siebie na ich miejscu?

Krzysztof Leja: To trochę szokująca wiadomość, ale nie ukrywam, że także zasługuję na to miejsce. Czas pokaże jednak co z tego wyniknie. Myślę, że mam szanse powrotu. Przecież cały letni sezon pokazuję, że powinno być dla mnie miejsce w kadrze. Może i starty w zawodach FIS są zarezerwowane dla kadrowiczów, ale ja staram się robić swoje i walczyć do końca. Czekam niecierpliwie.

 
Krzysztof Leja (fot. Katarzyna Służewska)

Krzysztof Leja (fot. Katarzyna Służewska)

Bartosz Leja: Jeśli decyzje władz PZN i trenerów nie okażą się dla Ciebie przychylne, czy widzisz dla siebie jakiś “plan B” nie związany ze skokami narciarskimi?

Krzysztof Leja: Z całego serca chciałbym, żeby dano mi znowu szansę. Chcę znowu trenować i startować z najlepszymi. “Planu B” nie mam. Aktualnie studiuję wychowanie fizyczne na AWF-ie w Katowicach, więc pewnie czas poświęciłbym w większym stopniu studiom. Teraz jednak nie wyobrażam sobie życia bez skoków narciarskich. Co więcej, mimo, że skakanie poza kadrami na dłuższą metę byłoby bardzo trudne, podjąłbym się tego trudnego wyzwania.

 

rozmawiał Bartosz Leja

 

Komentarze

comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *