Freitag rezygnuje ze startu w Bischofshofen: „Skoki nie miałyby sensu”

Richard Freitag, fot. Bartosz Leja

Richard Freitag, fot. Bartosz Leja

Jeszcze w Garmisch-Partenkirchen wydawało się, że losy zwycięstwa 66. Turnieju Czterech Skoczni rozstrzygną między sobą Kamil Stoch i Richard Freitag. Pechowy upadek Niemca podczas konkursu w Innsbrucku zaprzepaścił jednak jego szansę nie tylko na walkę o Złotego Orła, ale także o końcowe podium. Dziś podopieczny trenera Schustera wycofał się ze startu w Bischofshofen.

 

Richard Freitag będąc liderem klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, na tyrolskiej skoczni Bergisel chciał nawiązać walkę z Kamilem Stochem, który miał nad nim kilkanaście punktów przewagi w klasyfikacji Turnieju Czterech Skoczni. Niemiec postawił wszystko na jedną kartę – w pierwszej rundzie w Innsbrucku poszybował tyle ile Polak, 130 metrów, jednak swoją próbę zakończył upadkiem pozbawiającym go wysokich not za styl i większych szans na dogonienie Stocha. Sam upadek był konsekwencją rozchwiania lotu w jego drugiej fazie, a co za tym idzie skrzyżowania nart podczas podchodzenia do lądowania. To doprowadziło do rozjechania się desek i nieprzyjemnie wyglądającego zderzenia się skoczka ze zmrożonym zeskokiem Bergisel.

Przy 26-latku momentalnie pojawiły się służby medyczne, jednak ostatecznie niemiecki faworyt o własnych siłach opuścił skocznię, w pewnym momencie ze złością odpychając nawet asystującego mu ratownika. Na twarzy Freitaga było widać grymas niezadowolenia i bólu. Wtedy nie było jednak pewne, czy lider Pucharu Świata, który mimo upadku wygrał pojedynek w parze systemu KO (z Killianem Peierem) pojawi się w serii finałowej. Kilkanaście minut później zapadła decyzja o wycofaniu się skoczka z drugiej rundy. To równało się z utratą realnych szans na walkę o triumf, a nawet podium 66. Turnieju Czterech Skoczni. Nie zabrakło głosów mówiących o ogromnej ambicji Niemca, która podpowiadała mu, że szansa na wygraną umknęła i kontynuacja zmagań nie przyniesie mu oczekiwanych rezultatów.

Pozostawało pytanie, czy Richard Freitag pojawi się na starcie finałowych zmagań w austriackim Bischofshofen. Badania przeprowadzone w klinice medycznej w Innsbrucku przy asyście lekarza niemieckiej kadry, doktora Marka Dorfmuellera nie wykazały żadnych poważniejszych urazów. Triumfator trzech konkursów tej zimy twierdził jednak, że wciąż odczuwa skutki upadku i stłuczenia po nim powstałe uniemożliwią mu komfortowy i bezpieczny udział w najbliższych pucharowych zmaganiach. Tym samym na Paul-Ausserleitner-Schanze to nie Freitag, a Stoch będzie kończył skoki zarówno w kwalifikacjach, jak i w pierwszej serii (a kto wie, może także po rundzie finałowej).

Freitag w tym czasie będzie regenerował siły w domu w Oberstdorfie. – Obecnie skoki narciarskie nie miałyby dla mnie sensu. Nie jestem w stanie zrobić przysiadu, czy dynamicznie podskoczyć – ocenił Niemiec w piątkowy poranek, po czym dodał: – To dla mnie bardzo gorzkie, ale ponieważ w tym sezonie jest jeszcze wiele do zrobienia, nierozsądne byłoby niesłuchanie własnego ciała. Gdy tylko będę mógł to zrobić, chcę powrócić na skocznię.

Dodajmy, że absencja reprezentanta naszych zachodnich sąsiadów może potrwać jeszcze dłużej – Freitag prawdopodobnie odpuści także start w Pucharze Świata na mamucim obiekcie w austriackim Tauplitz (13-14 stycznia). Jak zapewnił jednak dr Dorfmueller, jego start w Mistrzostwach Świata w lotach narciarskich w Oberstdorfie (19-21 stycznia) jest niezagrożony. Już w Bischofshofen jednak, możemy poznać nowego właściciela żółtego plastronu Pucharu Świata – Kamil Stoch traci do liderującego Niemca 88 punktów. Wygrana pozwoli Polakowi na wskoczenie na czoło stawki.

 

źródło: merkur.de / informacja własna

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram