Maciej Kot: „Dołożyłem swoją cegiełkę do wyniku drużyny”

W konkursie drużynowym w Zakopanem Maciej Kot przełamał gorszą passę i razem z Dawidem Kubackim poprowadził polską kadrę na trzecie miejsce na podium PŚ. Po konkursie zawodnik przyznał, że w powrocie do formy istotną rolę odegrywa trener, Stefan Horngacher.

 

Podczas konferecji prasowej po konkursie drużynowym Kot wyraził zadowolenie ze swojego występu. Wyznał rownież, że nie było łatwo skakać pierwszy raz w tym sezonie w konkursie drużynowym. – Startowałem pod presją, wciąż zmagając się z pewnymi problemami technicznymi. Myślę, że były to jedne z moich najlepszych skoków tej zimy. Podobne oddałem w Predazzo czy wczoraj podczas treningów i kwalifikacji. Taki też jest mój plan, żeby stopniowo oddawać coraz więcej oddawać z coraz lepszym czuciem. Trudno się jednak spodziewać, że ze skoku na skok zajdzie spektakularna zmiana. Mam jednak poczucie, że dołożyłem swoja cegiełkę do wyniku drużyny – zdradził zawodnik.

Podopieczny Stefana Horngachera opowiedział o tym, jak została podjęta decyzja o jego występie w sobotnim konkursie. – O powołaniu do drużyny dowiedziałem się 15 minut po zakończeniu wczorajszych kwalifikacji. Decyzja jest podejmowana wspólnie przez cały sztab. Trener zwykle najpierw infomuje zawodników, a później podaje decyzję do wiadomości publicznej. Przed piątkowymi skokami zostaliśmy poinformowani, że każdy z nas ma równe szanse na udział w konkursie drużynowym. Wczorajsze wyniki kwalifikacji były podobne w przypadku moim, Olka Zniszczoła, Stefana Huli czy Kuby Wolnego. Osobiście nie zazdroszczę obowiązku podejmowania takich wyborów – skwitował.

Zakopiańczyka zapytano również o ocenę formy kolegi z drużyny, Piotra Żyły. – Nie uważam, że dzisiejsze skoki Piotrka nie były udane. Wiem, że wciąż zmaga się z pewnymi problemami sprzętowymi i technicznymi. Piotrem przyzwyczaił nas na począktu sezonu, że skacze rewelacyjnie i że jest w stanie wygrywać. Z nim jest tak, że z dnia na dzien może znacznie poprawi swoją dyspozycję i już następnego dnia skakać na miarę zwycięstwa. Jego pierwszy skok w dzisiejszym konkursie nie zmienił tego, co miała do wykonania reszta drużyny. Każdy wiedział, co ma zrobić i że są szanse, aby przechylić szalę w tych zmaganiach na nasza stronę. Jeden gorszy skok nie zmienia priorytetów całej drużyny, bo później na fali dobrych skokow kolegów można dostać skrzydeł – stwierdził złoty medalista MŚ z drużyny z Lahti.

Zapytany o to, kto najbardziej wspiera jego powrót do wysokiej dyspozycji, odpowiedział: największa pomoc otrzymałem od trenera. Stefan jest świetnym selekcjonerem, swego rodzaju psychologiem. Sam przecież był zawodnikiem, więc wie kiedy idzie źle, kiedy idzie dobrze, na co zwrocić uwagę. Wiara trenera i sztabu pozwala utrzymać pewność siebie zawodnika na wysokim poziomie.  Dużą rolę odegrał rownież fakt, że nie byłem obarczony presją wyniku. Trener  dał mi czas, żeby pracowac. Liczył się dla niego rezultat w postaci wykonanego zadania, a nie w postaci wysokiej lokaty. Dostałem kredyt zaufania i mam nadzieje ten kredyt dziś spłaciłem, jednak wiele pracy jeszcze przede mna. Jako zespół jesteśmy silni, dlatego też w tej grupie będzie mi łatwiej wrócić do wysokiej dyspozycji.

Kot porównał swoje dzisiejsze próby do skoków z ostatniego TCS. – Były dziś o tyle lepsze, że miałem czucie i swobodę. Podczas turnieju technika nie była zła, ale w moim skakaniu pojawiła się nerwowowść i schematyczność. Dobry skok polega na tym, że już od momentu ruszenia z belki trzeba czuć co się dzieje, jak zmienia się nacisk na mięśnie, kiedy się odbić, czuć lekkość ciała w powietrzu. Po tym poznaje się dobra formę, że te wszytskie elementy mozna wyczuć. Nie zawiodły elementy techniczne, a własnie to czucie. Tk naprawde najważniejsze to, zeby skakac jak najprościej. Za bardzo skupiałem się na szczegółach, które wykonywałem dobrze, ale cały skok na tym tracił, bo nie było wyczucia. Wracam teraz do takiego prostego skakania z dobrym czuciem, które już po wylądowaniu pomaga mi powiedziec, co się po kolei działo – powiedział reprezentant Polski.

Nie mogło zabraknąć pytań o emocjonujący przebieg konkursu, w którym finalnie Niemcy zwyciężyli Austrię róznicą 0,1 punkta. – Bywały takie lata, kiedy ze słabymi skokami można było spokojnie awansować do drugiej serii. Teraz, żeby wystąpić w finale trzeba oddać dwie naprawdę mocne próby. Ponadto, kilka nacji odrodziło się w kwestii skoków, np. Finlandia, Japonia, Słowenia czy Austria, która niemal wygrała dzisiejszy konkurs drużynowy. Przybyło również wielu nowych, dobrych zawodników. To wszystko sprawia, że poziom PŚ jest obecnie bardzo wysoki. Dzisiejszy wynik pokazał piękno tego sportu – tylko 0,1 punkta zadecydowało o zwycięstwie Niemiec. Kibice nie mogą narzekać na brak emcji: dwa rekordy skoczni, skoki powyżej 140 metrów, upadek Davida Siegla. Upadek, który nie powinien się zdarzyć, ale również wywołał przecież emocje. Dawno nie było konkursu na tak wysokim poziomie. Myślę, że to nie tylko kwestia nadchodzących MŚ, bo ten sezon od początku stoi na bardzo wysokim poziomie – zakończył drużynowy brązowy medalista z PyeongChang.

 

Magdalena Janeczko

korespondencja z Zakopanego

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram