Konkursy w Rumunii za nami. Co wiemy po zawodach w Rasnovie?

Zamek w Rasnovie (fot. Neighbor's goat / CC BY-SA-3.0)

Zamek w Rasnovie (fot. Neighbor's goat / CC BY-SA-3.0)

Weekend Pucharu Świata w Rasnovie dobiegł końca. Podczas trwania rywalizacji nie brakowało rozstrzygnięć i sytuacji, które w obecnym formacie skoków wydają się nietypowe i nieco archaiczne. Jakie zatem możemy mieć odczucia po zawodach zorganizowanych na rumuńskim obiekcie HS-97?

 

Rasnov - kompleks 'Trambulina Valea Cărbunării' (fot. Myerge / CC BY-SA 3.0)
Rasnov – kompleks ‚Trambulina Valea Cărbunării’ (fot. Myerge / CC BY-SA 3.0)

Karuzela Pucharu Świata przeniosła się na obiekt normalny, więc w okresie tygodnia czasu wiele zmian, zarówno dla widzów, a przede wszystkim zawodników. Po bardzo dobrym weekendzie na mamuciej skoczni w Kulm, polscy kibice mogli optymistycznie spoglądać na zbliżające się zawody w Rasnovie. Zawody na rumuńskiej ziemi od samego początku budziły wiele niewiadomych. Kompleks skoczni Trambulina Valea Carbunarii dla wielu obserwatorów był jak dotąd nieznany, co dodawało dodatkowego smaczku przed zawodami.

Nic więc dziwnego, że oczy świata skoków narciarskich zostały skierowane na Rasnov. Jeszcze kilka tygodni temu, weekend został okrzyknięty jako historyczny, ze względu na fakt, iż zawody miały być kolejno 1000. konkursem w Pucharze Świata. Ostatecznie tak się jednak nie stało. Problemy z aurą w poprzednich weekendach Pucharu Świata, zmusiły organizatorów do odwołana dwóch konkursów, zatem Rumunom przeszła „koło nosa” duża szansa, która mogła okazać się organizacyjnym strzałem w dziesiątkę.

 

Rumunia jako gospodarz

Rozegrane konkursy przypominały nieco te sprzed kilkunastu lat. Skocznia normalna, padający śnieg, przerwanie serii i jej ponowne wznowienie. To tylko kilka rzuconych haseł, które charakteryzują te dwa dni rywalizacji. Podczas tego weekendu w Rasnovie było prawie wszystko. Wiatr choć dość stabilny, nieco kręcił, do tego były anulowane skoki i całkiem nietypowa otoczka pod skocznią. Chcę ten akapit potraktować luźno, trochę w formie dygresji z zachowaniem formy felietonu, a opinię pozostawię wam – czytelnikom.

 

Efekt pracy Horngachera

Severin Freund (fot. Julia Piątkowska)
Severin Freund (fot. Julia Piątkowska)

Przed weekendem sporo niewiadomych pojawiło się w niemieckiej kadrze, głównie za sprawą Severina Freunda. Zastanawiano się w jakiej dyspozycji znajduje się Niemiec, oraz czy będzie w stanie nawiązać od samego początku do sukcesów sprzed lat. Wiedząc nieco więcej, można odnieść wrażenie, że weekend nie do końca ułożył się po myśli 31-letniego skoczka. Freund zdobył swoje pierwsze punkty Pucharu Świata w tym sezonie, lecz 32. oraz 29. lokata z pewnością są poniżej oczekiwań. Mistrz Świata z 2015 roku, wystąpił po raz pierwszy w zawodach Pucharu Świata od konkursów w Garmisch-Partenkirchen (styczeń 2019 roku), a zdobyte punkty, były pierwszymi od konkursów w Niżnym Tagile (grudzień 2018 roku), w których Freund zajął kolejno 22. i 30. miejsce.

Z pewnością weekend w Rasnovie pozytywnie będzie wspominał Constantin Schmid. 21-letni skoczek w sobotnim konkursie uplasował się na trzeciej pozycji, uzyskując najlepszy wynik w karierze. Uzyskany rezultat został okraszony rekordem skoczni (103 metry), który Schmid współdzieli z Austriakami, Gregoem Schlierenzauerem i Stefanem Kraftem. Już przed zawodami młody Niemiec był typowany jako kandydat do czołowych lokat. Przed kilkoma tygodniami w Predazzo, skoczek z Oberaudorfu zaprezentował się z bardzo dobrej strony, potwierdzając że to właśnie na normalnej skoczni czuje się dobrze.

 

Seria Zniszczoła

Po kilku rozczarowujących tygodniach, nadeszła zwyżka formy zaplecza polskiej kadry. Swoją dotychczasową serię poprawił Aleksander Zniszczoł. Polak zdobywając punkty w Rasnovie, był czwartym najlepiej punktującym naszym reprezentantem. Podczas trwania weekendu zgromadził czternaście oczek do klasyfikacji generalnej, pobijając tym samym swój dotychczasowy rekord – trzech kolejnych konkursów z punktami w Pucharze Świata.

 

Punkty Wantanabe, Graneruda i Tochimoto

Aleksander Zniszczoł (fot. Julia Piątkowska)
Aleksander Zniszczoł (fot. Julia Piątkowska)

Nieobecność kilku czołowych zawodników, otworzyła innym szansę na zdobycie pierwszych punktów Pucharu Świata tej zimy. Nadarzającą się okazję wykorzystało trzech skoczków. Najlepiej ze wspomnianej wcześniej trójki, zaprezentował się Norweg, Halvor Egner Granerud. Dla norweskiego skoczka były to pierwsze punkty w tym sezonie, co może być nieco zaskakujące, ponieważ we wcześniejszych dwóch edycjach Pucharu Świata, Norweg był pewnym punktem kadry Alexandra Stoeckla. Uzyskane kolejno 31. oraz 23. miejsce, to z pewnością dobry sygnał dla 23-letniego zawodnika.

Od wielu już sezonów, można odnieść wrażenie, że japońskie skoki przeżywają renesans. Pomimo kilkuletniej absencji i wkraczaniu młodych, zdolnych zawodników to nadal Japończycy ze „starej gwardii” są groźnymi rywalami dla młodszych konkurentów. W sobotnich zawodach z przyzwoitej strony zaprezentowali się Shohei Tochimoto oraz Hiroaki Wantanabe, dla których zdobyte punkty, były pierwszymi w sezonie. Szczególnie punkty, które zdobył Wantanabe są szczególnie ważne do odnotowania. Japończyk otworzył swój dorobek z punktami po siedmiu latach przerwy. Ostatnio punkty zdobył w 2013 roku w Sapporo.

 

Skoki od kuchni

Okręg Braszów w Rumunii jest regionem dosyć popularnym, ze względu na położony niedaleko „Zamek Drakuli”. Jednakże wydawać się może, że konkursy Pucharu Świata, choć na moment przyćmiły popularność zamku i samej opowieści. Podczas konkursów na trybunach gościł premier Rumunii, Ludovic Orban, który rozentuzjazmowany obserwował zmagania elity skoków. Czy zatem Rasnov ponownie zagości w kalendarzu Pucharu Świata?

Pierwsze historyczne konkursy za nami. Weekend zakończył się szczęśliwie i bezpiecznie dla zawodników, lecz czy Rumuni zorganizowali te zawody na miarę Pucharu Świata? Jest to w większości opinia subiektywna, a obiektywna pozostaje po stronie FIS-u. Wyrażoną stronę włodarzy poznamy już niebawem, podczas ogłoszenia kalendarza Pucharu Świata na sezon 2020/2021.

 

Michał Pasek,
informacja własna

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram