Jarosław Krzak: „Zacząłem traktować przygodę ze skokami jako karierę, a nie tylko hobby”
Jarosław Krzak (fot. Julia Piątkowska)

Jarosław Krzak: „Zacząłem traktować przygodę ze skokami jako karierę, a nie tylko hobby”

Jarosław Krzak był jedną z pozytywnych niespodzianek letniego sezonu. 20-latek, który dotąd nie był kojarzony przez szersze grono kibiców, na igelicie zaimponował trenerom na tyle, że został włączony do kadry narodowej. Jak wyglądała jego dotychczasowa sportowa droga, jak wspomina pucharowy debiut w Zakopanem, a także czym zajmuje się poza skokami narciarskimi? Zapraszamy do rozmowy z trzynastym zawodnikiem drużyny trenera Michala Doležala.

 

Za tobą pierwsze zimowe zawody FIS Cup w Kanderstegu, które jednak z pewnością nie poszły po twojej myśli. 37. miejsce i dyskwalifikacja za kombinezon… Co w Szwajcarii nie zagrało?

Moje skoki są niestety dużo gorsze niż w lecie. W pierwszy dzień spóźniłem skok, a przy tych warunkach które mi się trafiły nie miałem szans tego uratować. W drugi dzień seria próbna była obiecująca, ale chyba źle ustawiłem się przy kontroli sprzętu, bo ten sam kombinezon do tej pory przechodził testy bez problemu. Co do skoków, wiemy jednak gdzie są błędy, szukamy z trenerami odpowiedniej pozycji na dojeździe do progu.

 

W tym roku dzięki udanym startom w krajowych konkursach zaczęto cię nazywać nowym odkryciem w polskich skokach narciarskich. Trenerzy zaufali Tobie na tyle, że zostałeś dołączony do polskiej kadry narodowej. Jak do tego doszło?

Nie mam konkretnych informacji na temat mojej obecności w kadrze narodowej. Dowiedziałem się też w sumie ciekawie. Jeden z dziennikarzy prowadził ze mną wywiad i w trakcie naszej rozmowy popatrzył na stronę internetową Polskiego Związku Narciarskiego, a tam ja jestem w składzie kadry. Cieszę się, że dają mi szansę na ten sezon, to jest dość motywujące.

 

JaroslawKrzak LOTOSCupSzczyrk2020 fot.AnnaKarczewskaPZN 300x200 - Jarosław Krzak: "Zacząłem traktować przygodę ze skokami jako karierę, a nie tylko hobby"
Jarosław Krzak z medalem LOTOS Cup (fot. Anna Karczewska / PZN)

Czy z tytułu obecność w kadrze i w zgrupowania kadry narodowej masz dodatkowe wsparcie  trenerskie i sprzętowe?

Na pewno jest tego więcej. Od tego sezonu w kadrze narodowej jest dużo więcej zawodników, więc siłą rzeczy jest też większy budżet. Mamy też wokół nas więcej trenerów. Nie czułem jednak nigdy, żeby mi czegoś brakowało. Czy to wtedy, gdy skakałem z trenerem Zbyszkiem Klimowskim podpięty pod kadrę juniorów, czy z trenerem Piotrem Fijasem. Może było tego sprzętu mniej, ale go nie brakowało.

 

Wspominałeś, że w stu procentach na poważnie zająłeś się skokami narciarskimi stosunkowo niedawno. Wcześniej musiałeś łączyć sport z innymi zajęciami. Bywało trudno?

Na sto procent mogłem się zająć skokami dopiero w tym roku, ponieważ kilka miesięcy temu skończyłem czwarty rok technikum i zdałem maturę, co uwolniło mnie od szkoły. Nie jestem już w szkole sportowej, więc nie mogłem być codziennie na treningu. Mniej więcej dwa lata temu wziąłem się za siebie i zacząłem swoją przygodę ze skokami traktować bardziej jako karierę, a nie tylko hobby. Wcześniej traktowałem skoki bardziej jako zabawę i odskocznię od szkoły.

 

Za sprawą pewnego nagrania wideo, kibice którzy dotąd Cię nie kojarzyli, mogli się dowiedzieć, że skoki narciarskie to nie Twoja jedyna pasja.

Faktycznie trochę staram się muzykować. Lubię też pomajsterkować, trochę druku w 3D, trochę projektowania w CAD [Computer Aided Design, projektowanie wspomagane komputerowo z zastosowaniem w inżynierii budowlanej, mechanicznej oraz elektrycznej – przyp.red], lubię też siąść z kolegami i pograć w coś na komputerze. Staram się jednak skupić na skokach, bo do tej pory nie miałem za bardzo okazji się do tego przyłożyć i trenować solidnie dzień w dzień. Było to przeplatane ze szkołą i nie było łatwo.

 

A jeszcze zahaczając o muzykę. Jakie klimaty najbardziej są w Twoim stylu?

Słucham tego co na bieżąco usłyszę i mi się spodoba. Staram się nie zamykać na konkretny rodzaj muzyki, choć jest to raczej pop, albo mieszanki popu z innymi typami muzyki. To jest hobby, co prawda staram się to rozwijać bo bardzo to lubię, ale nie wiążę z tym żadnej kariery. Raczej nie będę tak jak Žiga Jelar nagrywał w najbliższym czasie żadnego utworu. Bawię się w to w wolnych chwilach.

 

 

Piotr Żyła w wolnych chwilach pomiędzy zawodami grywa na gitarze, więc może muzyka faktycznie jest dobrą odskocznią i chwilą relaksu… Na czym Ty grasz?

Głównie na ukulele. Uczę się też na klawiszach, na pianinie cyfrowym, ale póki co trochę topornie mi to idzie. Niedawno zacząłem, a ciężko wozić wszystko ze sobą na zgrupowania, bo trochę to miejsca zajmuje. Powoli się rozwijam.

 

Wracając jeszcze do minionego lata, które było dla Ciebie przełomowe – co sprawiło, że nagle zacząłeś choćby w zawodach LOTOS Cup przeskakiwać kadrowiczów?

To co się szczególnie poprawiło to intensywność treningów i regularność. Jak wspomniałem, w maju zdałem maturę, więc miałem od tego momentu czas żeby jeździć cały czas na treningi i się temu oddać.

 

LGP Wisla2020 2konkurs fot 84 - Jarosław Krzak: "Zacząłem traktować przygodę ze skokami jako karierę, a nie tylko hobby"
Jarosław Krzak (fot. Julia Piątkowska)

Latem dołączyłeś też do kadrowiczów trenera Doležala podczas krajowych i zagranicznych zgrupowań. Jak dużo dały ci te treningi i z którym szkoleniowcem ćwiczyłeś najwięcej?

Od czasu, kiedy jeżdżę z kadrą narodową na zgrupowania, głównie trenuję z Grześkiem Sobczykiem. Nie jest jednak tak, że trenujemy cały czas tylko z jednym szkoleniowcem. To się zmienia, szczególnie teraz kiedy trwa już sezon. Jedni trenerzy jadą na Puchar Świata, inni zostają i trenują z nami. Ostatnio skakałem pod opieką Maćka Maciusiaka, jeszcze przed sezonem podczas zgrupowania w Zakopanem trenowałem razem z Michalem Doležalem. To jest dość luźne. Każdy z trenerów próbuje nowych rzeczy.

 

A z którym skoczkiem z kadry narodowej znałeś się do tej pory najlepiej i jak udało ci się odnaleźć w tej grupie?

Bliższy kontakt z Tomkiem Pilchem i Kacprem Juroszkiem, bo jesteśmy podobni wiekowo. Wcześniej jak byłem dwa lata w szkole sportowej, to praktycznie na co dzień z nimi przebywałem. Nie miałem jednak żadnych problemów, żeby się zaaklimatyzować wśród chłopaków, bo to są w porządku ludzie. Nikt mi nic nie wytykał, że jestem słabszym skoczkiem… Przywitali się i poszliśmy na trening.

 

Była jakieś „wkupne”, czy obyło się bez tego?

Nie, na luzie, na szczęście nie było żadnego „chrztu”, czy czegoś w tym stylu (śmiech).

 

Letni Puchar Kontynentalny Wisla2020 1konkurs fot 17 - Jarosław Krzak: "Zacząłem traktować przygodę ze skokami jako karierę, a nie tylko hobby"
Jarosław Krzak (fot. Julia Piątkowska)

Niektórzy zawodnicy mówią, że starają się kopiować od najlepszych, inni twierdzą, że każdy zawodnik ma unikalną technikę i nie da się tego zrobić. Czy patrząc na czołowych zawodników polskiej kadry, jak Dawid Kubacki, Kamil Stoch, czy Piotr Żyła, istnieje możliwość zaczerpnięcia niektórych elementów techniki i przeniesienia je na własne skoki?

Chyba jestem jeszcze za krótko w kadrze, żeby podpatrzeć coś u chłopaków i zastosować to u siebie. Myślę, że do pewnego stopnia da się to zrobić. Też jest jednak prawdą to, co mówią niektórzy skoczkowie oraz trenerzy, że każdy jest inny i nie jest to łatwe. Jak obserwuje się lepszych zawodników, można zawsze wpaść na pomysł, jak spróbować poprawić swoją technikę.

 

W ostatnich latach wiele mówiło się o unikalnej technice Ryoyu Kobayashiego z jego najlepszych sezonów i tym, jak szybko po wybiciu z progu potrafi ułożyć się na nartach. Sami skoczkowie też przyznawali, że próbowali to wprowadzić do swoich skoków. Też z tego czerpiesz?

Może nie z Ryoyu… czy jakkolwiek się to wymawia (śmiech), ale staram się coś wyhaczyć od tych najlepszych. W telewizji nie jest łatwo coś wychwycić, bo jest to na żywo, musiałbym oglądać później powtórki. Myślę jednak, że da się to zrobić i staram się od nich uczyć. Nie mam jednak konkretnych wzorów, obserwuję całą czołówkę. Wiadomo, że od naszych chłopaków, od Kamila, Dawida czy Piotrka, mogę się nauczyć najwięcej, bo często ich widzę. Od nich mam największą inspirację, ale nie ograniczam się.

 

Przyzwyczaiłeś się do zainteresowania mediów? To też była dla Ciebie pewnie nowość.

Chyba dopiero się zaczynam przyzwyczajać. Do tej pory myślałem, że jestem dość odporny i wyrozumiały na to, ale powiem szczerze, że szczególnie przed Pucharem Świata codziennie ktoś nowy pisał do mnie w tej sprawie. Trochę mi to wchodziło na głowę. Muszę się jednak do tego przyzwyczaić, bo myślę, że to jest nieodłączna część bycia skoczkiem.

 

Puchar Swiata Wisla 2020 kwalifikacje fot 1 - Jarosław Krzak: "Zacząłem traktować przygodę ze skokami jako karierę, a nie tylko hobby"
Jarosław Krzak podczas pucharowego debiutu w Wiśle (fot. Julia Piątkowska)

Mogło to mieść wpływ na pucharowy debiut?

Może na sam debiut nie miały wpływu wywiady. Podchodziłem do tych zawodów tak, że raczej nikt ode mnie cudów nie oczekuje. Przed samym debiutem trenerzy powiedzieli mi też, że wiedzą jak skaczę i nie oczekują od razu niesamowitych wyników. Miałem skoczyć jak najlepiej i traktować to jako trening. Wiadomo jednak, że był stres. Debiut w Pucharze Świata, to siedzi w głowie [Jarosław Krzak zajął 60. miejsce w kwalifikacjach do PŚ w Wiśle – przyp.red.].

 

Jak widzisz swoje dalsze zimowe starty w czasie pandemii, kiedy odwoływane są kolejne zawody?

Nie mam konkretnego celu, bo najpierw musiałbym wiedzieć, czy gdziekolwiek jeszcze pojadę. Nie zależy to ode mnie, ale od trenerów. Cieszyłbym się jakbym mógł w tym sezonie zrobić parę punktów w Pucharze Kontynentalnym. Jakby się udało jeszcze w PŚ wystartować to by było dla mnie coś. Zobaczymy jak to będzie, bo czasy są niepewne i nie wiadomo czego się spodziewać.

 

Na razie pozostaje więc skupianie się na treningach i zawodach krajowych. Przed tobą pewnie kolejne konkursy LOTOS Cup i mistrzostwa Polski w Wiśle?

Na razie tak, bo choćby sytuacja z zamykaniem granic jest nieciekawa. Fajnie, że mamy przygotowane póki co dwie skocznie w Wiśle i Zakopanem, do tego dojdzie jeszcze skocznia w Szczyrku. Mam nadzieję, że pogoda nam będzie sprzyjać, żeby było gdzie skakać w kraju. Nie byłoby ciekawie, gdybyśmy pojechali na obóz zagraniczny i zamknęliby nas tam na kwarantannie. Póki co skupiam się na LOTOS Cup i mistrzostwach Polski, na niczym więcej. Trzeba wrócić do solidnych skoków.

 

W kwestii Pucharu Świata, najbliższa perspektywa to zatem Zakopane.

Byłoby super, bardzo bym się cieszył. Zależy to też od mojej dyspozycji bo z tą jest ostatnio… w kratkę.

 

rozmawiał Bartosz Leja

 

Podziel się:

Dodaj komentarz