Andrzej Stękała znów w czołówce. „Zmieniła się skocznia. W Klingenthal źle startowałem z belki”
Andrzej Stękała (fot. Julia Piątkowska)

Andrzej Stękała znów w czołówce. „Zmieniła się skocznia. W Klingenthal źle startowałem z belki”

Jeszcze przed tygodniem w Klingenthal wydawało się, że Andrzej Stękała wpadł w lekki dołek formy, a skoki dzięki którym kręcił się w okolicach czołowej trójki gdzieś uleciały. Dziś podczas treningów i kwalifikacji w Zakopanem po raz kolejny udowodnił, że stać go na rywalizację z najlepszymi. Czy podczas weekendu na Wielkiej Krokwi sięgnie po upragnione podium?

 

Już w pierwszym treningu Stękała skacząc 137 metrów zajął drugie miejsce, ustępując tylko Austriakowi Stefanowi Kraftowi. W drugim treningu 25-latek uzyskał 132 metry, co dało mu czwarte miejsce. Także podczas kwalifikacji, w których wylądował na 126 metrze i piątym miejscu, zawodnik z Dzianisza okazał się najmocniejszym z Biało-Czerwonych. Tym samym stał się jednym z kandydatów do podium w indywidualnej rywalizacji na Wielkiej Krokwi.

A jeszcze niedawno nic tego nie zapowiadało. Po styczniowym konkursie w Zakopanem, w którym zajął piąte miejsce, przyszły słabsze starty w Lahti, Willingen i Klingenthal. W Finlandii i Niemczech nie zdołał nawet wskoczyć do czołowej dziesiątki. Okazuje się jednak, że choćby przed tygodniem przeszkadzał mu pewien drobny szczegół na Vogtland Arenie. – Zmieniła się skocznia. Tam źle startowałem z belki, bo miałem większą swobodę. Belka w Zakopanem jest taka, że nie można pod nią wsadzić nart i nie mam takiego pola manewru. Musiałem tu zrobić to, co nakazywała mi belka… i to było dobre – wytłumaczył.

Stękała podobnie jak jego wyżej klasyfikowani w Pucharze Świata koledzy (Stoch, Żyła i Kubacki), startuje w sezonie 2020/2021 od samego początku. Z jedynej przerwy, podobnie jak wymieniona trójka, skorzystał podczas pucharowych zmagań w rosyjskim Niżnym Tagile. Mimo tego jak sam przyznaje, ostatnie słabsze starty nie były spowodowane brakiem energii. – Nie jestem zmęczony, chcę jeździć dalej na zawody – zapewnił.

Wyjątkowo niskie temperatura podczas zakopiańskiego weekendu nie ułatwiają jednak skoczkom zadania. Termometry w czasie najbliższych dwóch dni w stolicy polskich Tatr pokażą nawet -17°C, a zawodnicy podczas zawodów mają na sobie wyłącznie odzież termoaktywną i kombinezony narciarskie. – W palce u rąk było zimno, ale mam nadzieje, że szybko pójdę do szatni – mówił Stękała zatrzymując się na chwilę przy sektorze prasowym, a zapytany o sposób na utrzymanie ciepła odparł: – Rozgrzewkę robimy jeszcze w hotelu, w ciepłym pomieszczeniu. Jedyne co trzeba na skoczni, to dłużej posiedzieć na górze w budce, żeby jak najmniej stać na tym mrozie, bo jednak te kombinezony są cienkie.

 

Julia Piątkowska, Bartosz Leja,
informacja własna

 

Podziel się:

Dodaj komentarz