Piotr Żyła: „Trzeba zrobić swoją robotę, nałożyć medal na szyję i w domu otworzyć piwo”
Piotr Żyła (fot. Julia Piątkowska)

Piotr Żyła: „Trzeba zrobić swoją robotę, nałożyć medal na szyję i w domu otworzyć piwo”

W środę swoje pierwsze skoki treningowe na skoczni normalnej w Oberstdorfie oddali panowie. Z jakim nastawieniem na swoje siódme mistrzostwa świata w karierze przybył Piotr Żyła? – Trzeba robić swoje i walczyć. Lepiej nastawić się na robotę, a wtedy pojawi się szansa na medale – komentował po pierwszych skokach na Schattenbergschanze.

 

Żyła nad skokami nie rozmyśla

Pierwszy dzień zmagań, a raczej testów i przyzwyczajenia się do niemieckiego obiektu, na którym zawodnicy spędzą następne dwa tygodnie, można uznać za względnie udany. Piotr Żyła w pierwszej serii treningów uplasował się na dziewiątej pozycji po skoku na odległość 101 metrów. W drugim treningu po 98,5 metrowej próbie spadł zanotował dwunasty wynik.

Skoki były w porządku. Zawsze można było trochę lepiej skoczyć, ale to niestety działa też w drugą stronę. Dlatego trzeba robić swoje i walczyć dalej. Przy środzie tak się dzieje, że człowiek jest energiczny. W weekend jest już trochę inaczej, bo wtedy już skaczemy w zawodach. Dlatego fajnie, że możemy sobie tak poskakać jak dziś – komentował.

Wielu skoczków wraz z trenerami dokładnie analizuje każdy swój skok. Istotne są zwłaszcza próby treningowe, podczas których wciąż jest możliwość poprawy błędów i istotnych detali. Czy analityczne podejście jest również domeną 34-letniego skoczka z Ustronia? – Ja ogólnie nie rozmyślam nad takimi rzeczami. Po prostu myślę, co zaraz będę robił, czy pójdę jeść czy jednak pobiegać. Nie mam też czego tu analizować. Już nie da się niczego innego wymyślić. Po prostu trzeba zapiąć narty, pójść na belkę, dojechać do progu, odbić się, lecieć jak najdalej i na końcu ładnie wylądować telemarkiem – skwitował.

 

Medale? Najpierw robota i… dobre jedzenie

Przypomnijmy, że Piotr Żyła jest jednym z siedmiu polskich skoczków, którzy wywalczyli przynajmniej jeden medal w skokach podczas mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym. Przed czterema laty jako 30-letni wówczas zawodnik sięgnął on po brązowy krążek na dużej skoczni w Lahti. Czy od tego czasu jego nastawienie na imprezy rangi mistrzowskiej się zmieniło? – Lepiej najpierw nastawić się na robotę, a wtedy jest szansa na zdobycie medali. Jeśli człowiek nastawi się na medale, to później jest… biednie i one nie przychodzą. Trzeba zrobić swoją robotę, a potem tylko nałożyć medal na szyję i w domu na kwarantannie otworzyć piwo – stwierdził ze śmiechem.

Mimo, że jeszcze do niedawna w Europie panowała śnieżna i mroźna zima, ostatnie dni w Oberstdorfie przyniosły znaczne ocieplenie. W ciągu dnia w malowniczym bawarskim miasteczku nie brakuje osób obranych w koszulki z krótkim rękawkiem i spodenki, ponieważ temperatura powietrza sięga tam nawet 16°C. Norwescy skoczkowie tuż po przyjeździe do Oberstdorfu postanowili się tam nawet… poopalać. Jakie plany mają Biało-Czerwoni? – Pogoda jest fajna i odpowiednia na narty, bo świeci słoneczko, a wieczorem… grill. Taka trochę Planica się nam zrobiła w Oberstdorfie – przyznał skoczek dbający o pozytywną atmosferę w polskiej kadrze.

Jak faktycznie skoczkowie spędzą prawie dwa tygodnie w bawarskim miasteczku, który mimo trudnej sytuacji epidemiologicznej stara się jak najlepiej ugościć zawodników? – W zasadzie siedzimy większość czasu w hotelu, góry dookoła, ale mamy też malutką salkę, na której mamy trenować. Wolno nam wychodzić z hotelu, ale gdzie pójdziesz? Do lasu? Warunki mieszkaniowe są super, mieszkamy w hotelu, gdzie podają dobre jedzenie. Była zupka tajska z krewetką, z grzybkiem – rozmarzył się Żyła, po czym dodał zahaczając o nieco bardziej sportową tematykę: – Podoba mi się to, że skaczemy przez dwa dni po dwa razy, a potem mamy wolne. Dlatego podchodzę do tych mistrzostw normalnie jak do zawodów… tylko bardziej „na lajcie”, bo mniej skaczemy.

 

Karolina Lisiewicz, Julia Piątkowska,
informacja własna

 

Podziel się:

Dodaj komentarz