Podwójne COVID-owe standardy? Norweżki obawiają się Słowenek, zero litości dla Włochów
Słoweńskie wicemistrzynie świata (fot. Julia Piątkowska)

Podwójne COVID-owe standardy? Norweżki obawiają się Słowenek, zero litości dla Włochów

Widmo koronawirusa wciąż unosi się nad trwającymi w Oberstdorfie Mistrzostwami Świata w narciarstwie klasycznym. Nie brakuje też kontrowersji związanych z wynikami testów na COVID-19. Zwróciła na to uwagę norweska skoczkini Maren Lundby, która była zaskoczona pojawieniem się w zawodach Słowenek, których trener został zainfekowany wirusem SARS-CoV-2.

 

Wyrozumiałość wobec Słoweńców i wykluczenie Włochów

Puchar Swiata Rasnov2021 fotDanielMaximilianMilata 6 - Podwójne COVID-owe standardy? Norweżki obawiają się Słowenek, zero litości dla Włochów
Siostry Malsiner – Jessica i Lara (fot. Daniel Maximilian Milata)

Informację o pozytywnym wyniku testu u szkoleniowca słoweńskiej kadry Zorana Zupancica, podano w miniony piątek. Tamtego poranka 45-letni trener miał otrzymać niepokojące informacje. Słoweniec od razu został odizolowany i poddany kwarantannie, jednak takiej samej procedury nie zastosowano wobec jego podopiecznych i pozostałych członków sztabu szkoleniowego. Słoweński Związek Narciarski podkreślał w komunikacie prasowym, że przyjęty przez cały zespół reżim sanitarny ograniczył bliskie kontakty zawodniczek z trenerem, jednak trudno spodziewać się, aby skoczkinie nie spędzały czasu z własnym sztabem szkoleniowym i nie wykonywały wspólnych ćwiczeń. Takie tłumaczenia wydają się być więc kuriozalne, jednak z drugiej strony same zawodniczki nie uzyskały pozytywnych wyników testów. Patrząc na pozycję Słoweńców w międzynarodowych narciarskich strukturach, ich wykluczenie z pewnością odbiłoby się sporym echem w całym środowisku.

Zupełnie inaczej potraktowano jednak włoską drużynę, u której wykryto dwa przypadki koronawirusa. Pozytywny wynik testu otrzymała młodsza z sióstr Malsiner, Jessica, a także jeden z członków sztabu szkoleniowego. W przypadku włoskiej ekipy lokalne władze i Międzynarodowa Federacja Narciarska nie mieli jednak litości. Zarówno żeńską, jak i męską część drużyny od razu wykluczono z dalszych startów w światowym czempionacie. Dlatego też reprezentacji Italii nie zobaczyliśmy w niedzielnym konkursie drużyn mieszanych, nie zobaczymy też w drugiej części imprezy na dużej skoczni.

Zrozumienie tej sytuacji nie jest łatwe. Jeszcze wczoraj rywalizowałam na skoczni, a dziś jestem odizolowana w pokoju nie mając żadnych objawów koronawirusa. Jest we mnie wiele bólu i łez” – napisała wówczas 18-letnia Jessica. „To były dni pełne napięcia i chaosu. Zdecydowanie nie jest to odpowiednia atmosfera na mistrzostwa świata. Czempionat dobiegł końca nie tylko dla mojej siostry która uzyskała pozytywny wynik, ale też dla mnie. Pomimo trzech negatywnych wyników testu na koronawirusa w ciągu ostatnich dwóch dni. Brak mi słów” – wtórowała jej 20-letnia Lara.

Dobitnie skomentował to także reprezentant Daniel Moroder, który podobnie jak jego reprezentacyjni koledzy (Giovanni Bresadola, Francesco Cecon i Alex Insam), mimo negatywnych wyników testów na COVID-19 dostali czerwone światło na udział w dalszej części imprezy. „Brak słów wobec chaosu na Mistrzostwach Świata (…) Zostajemy odesłani do domu w celu zapobiegania rozprzestrzeniania się koronawirusa, pomimo kilku negatywnych testów. To nie jest w porządku. Dzieje się tak już drugi raz w tym sezonie” – napisał na Instagramie. Trudno nie zauważyć podwójnych standardów stosowanych przez osoby decyzyjne w kwestii udziału lub przymusowej absencji sportowców w zawodach.

 

Lundby zdziwiona obecnością Słowenek

Mistrzostwa Swiata Oberstdorf2021 panieteam fotJuliaPiatkowska 75 - Podwójne COVID-owe standardy? Norweżki obawiają się Słowenek, zero litości dla Włochów
Norweskie skoczkinie – od lewej: Bjoerseth, Stroem, Opseth, Lundby (fot. Julia Piątkowska)

Nie dziwi więc, że po informacji o pozytywnym wyniku testu u trenera Zupancica, Maren Lundby była mocno zaskoczona obecnością rywalek zarówno w piątkowym konkursie drużynowym, jak i podczas ceremonii medalowej, podczas której Słowenki odebrały srebrne medale. – To trochę przerażające, że Słowenki wzięły udział w tym konkursie po informacji o pozytywnym wyniku testu na koronawirusa w ich drużynie. Nie wiem jakie obowiązują tu zasady, ale kiedy było się w pobliżu kogoś, kto jest zarażony to dziwne jest, że mimo tego nadal można uczestniczyć w zawodach. Tym bardziej, że one cały czas przebywają w pobliżu i się przytulają  – komentowała indywidualna wicemistrzyni świata po medalowej ceremonii, w której wraz z koleżankami odebrała brązowe medale. Przypomnijmy, że złoto zdobyły Austriaczki.

Norweskie skoczkinie, które siłą rzeczy również przebywały obok Słowenek, starają się ograniczyć do minimum kontakty z konkurentkami. Jeszcze przed rywalizacją mikstów ekipa trenera Christiana Meyera odpuściła trening w ogólnodostępnej hali, w której mogły znajdować się osoby zarażone. – Staramy się zachować dystans i ostrożność. Sama pomyślałam sobie: „cholera, byłam blisko niektórych Słowenek” – przyznaje Silje Opseth. – Nie ufam nikomu poza własnym zespołem – dodaje Anna Odine Stroem. Wtóruje im Lundby: – Odczuwamy to jako dodatkową presję. Siedzenie obok kogoś, kto był blisko osoby zarażonej sprawia, że ​​myślimy dokładnie o tym, co robimy. Staramy się zachować dystans, nosić rękawiczki i myć ręce tam, gdzie to możliwe.

Kolejne dni będą więc dla coraz bardziej dziurawej narciarskiej „bańki” naznaczone nie tylko sportową rywalizacją, ale też następnymi testami i stresującymi godzinami oczekiwania na wyniki. Nie jest wykluczone, że to nie koniec „pozytywnych” wyników niosących za sobą „negatywne” wieści. Pytanie na kogo padnie i jak wówczas zachowają się lokalne władze i Międzynarodowa Federacja Narciarska.

 

Bartosz Leja,
źródło: Dagbladet.no / Sloski.si / Instagram

 

Podziel się:

Dodaj komentarz