Słodko-gorzki koniec sezonu Stocha w Planicy. „To był jeden wielki koszmar. Serce krwawiło”
Kamil Stoch (fot. BoBo / OC Planica)

Słodko-gorzki koniec sezonu Stocha w Planicy. „To był jeden wielki koszmar. Serce krwawiło”

Sezon 2020/2021 powoli staje się historią. Mijająca zima w wykonaniu Kamila Stocha to prawdziwy rollercoaster. Były momenty wzlotów, były też upadki. W jednym konkursie polski zawodnik potrafił stawać na podium, by następnego dnia zająć miejsce w trzeciej dziesiątce. Mimo słabszych występów w końcówce sezonu, 33-letni skoczek zdołał utrzymać trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

 

Dobry początek i… na chwilowy spadek.

Już pierwszy oceniany skok Kamila Stocha tej zimy pokazał, że Polak jest w stanie odegrać znaczącą rolę w sezonie 2020/2021. Skoczek z Zębu wygrał kwalifikacje do pierwszego indywidualnego konkursu nowego sezonu. Znakomity start w Wiśle nie przełożył się na udany występ w konkursie, w którym zajął dopiero 27. miejsce. W pierwszej części sezonu bez wątpienia najważniejszą imprezą były Mistrzostwa Świata w lotach narciarskich, które odbyły się w Planicy. Pierwotnie miały się one odbyć w poprzednim sezonie, jednak pandemia koronowirusa spowodowała, że organizatorzy postanowili przełożyć mistrzostwa z marca na grudzień 2020 roku.

Decyzją trenerów czołowi polscy skoczkowie nie udali się na zawody w Niżnym Tagile, które bezpośrednio poprzedzały czempionat na Letalnicy. Kamil Stoch zakończył indywidualne zmagania na ósmym miejscu, jednak ze Słowenii nie wrócił z pustymi rękami. Wraz z Andrzejem Stękałą, Piotrem Żyłą i Dawidem Kubackim wywalczył brązowy medal w konkursie drużynowym. Na tamten moment dyspozycja wieloletniego lidera polskiej kadry w dalszym ciągu pozostawiała sporo do życzenia, jednak już w kolejnych zawodach z cyklu Pucharu Świata, mogliśmy oglądać zupełnie odmienionego zawodnika. W Engelbergu Kamil Stoch zajął drugie miejsce, meldując się tym samym po raz pierwszy tej zimy na pucharowym podium.

 

Od wykluczenia ze startu do… triumfu.

Kolejnym przystankiem był Turniej Czterech Skoczni i ogromne oczekiwania względem Polaków. Po niejednoznacznym wyniku testu na obecność koronawirusa u Klemensa Murańki, cała polska drużyna początkowo nie została dopuszczona do startu. Po powtórzeniu testu i otrzymaniu negatywnego wyniku, Polacy dostali jednak zielone światło do na start w noworocznej imprezie. Mimo, że murowanymi faworytami do triumfu w niemiecko-austriackiej imprezie byli Markus Eisenbichler, Karl Geiger, czy lider Pucharu Świata Halvor Egner Granerud, Kamil Stoch zaatakował skutecznie z „drugiej linii”. Polak w otwierającym turniej konkursie w Oberstdorfie zajął drugie miejsce, ze stratą jedynie niespełna trzech punktów do ówczesnego lidera. Kolejne zawody w Garmisch-Partenkirchen, 33-latek zakończył tuż za podium. Następne starty w wykonaniu „Rakiety z Zębu” to już czysta dominacja trzykrotnego mistrza olimpijskiego. Kamil Stoch wygrywając dwa kolejne konkursy w austriackiej części Turnieju Czterech Skoczni, zapewnił sobie zwycięstwo w noworocznej imprezie, sięgając tym samym po trzeciego Złotego Orła do swojej bogatej kolekcji.

Dominacja Kamila Stocha została przedłożona jeszcze o jeden wygrany konkurs, tym razem w niemieckim Titisee-Neustadt. Po serii trzech wspaniałych triumfów nastąpił mały spadek formy, w wyniku czego kilka kolejnych konkursów zakończył miejscami w drugiej dziesiątce. Po chwilowym obniżeniu lotów w Zakopanem i Lahti, Stoch w pierwszym konkursie w Willingen po raz kolejny zawitał na podium, by następnego dnia zająć… 27. miejsce. Od tej pory 33-latek przeplatał solidne skoki tymi gorszymi, co w rezultacie kończyło się albo podium, albo miejscem w trzeciej dziesiątce. Później utytułowany polski skoczek wskoczył na drugą pozycję w niemieckim Klingenthal, jednak już na własnym terenie w Zakopanem nie plasował się w drugiej i trzeciej dziesiątce. Wtedy też pojawić się miał większy dyskomfort Stocha w pozycji najazdowej do progu.

 

Najgorszy start od… 16 lat.

Ostatnim sprawdzianem przed Mistrzostwami Świata w Obesrstdorfie były zawody w Rasnovie. W konkursie drużynowym Kamil Stoch spisywał się przeciętnie, a już następnego dnia indywidualnie zakończył zmagania na drugim miejscu, co wzbudziło ogromne oczekiwania przed najważniejszą imprezą sezonu. Mistrzostwa w Niemczech zdecydowanie były imprezą docelową sezonu 2020/2021. Podobnie jak podczas grudniowych mistrzostw w lotach, w konkursach indywidualnych Kamil Stoch odgrywał drugoplanowe role, zajmując odpowiednio 22. i 19. miejsce. Był to najgorszy start 33-latka w światowym czempionacie od 2005 roku, gdzie wówczas jako siedemnastolatek zajął 37. miejsce. W konkursie drużynowym Polacy, w składzie identycznym jak przed kilkoma miesiącami w Słowenii podczas MŚ w lotach, zajęli ponownie trzecie miejsce, a na ich szyjach zawisnął brązowy krążek.

 

Ciężki koniec sezonu

W wyniku covidowych zawirowań cały turniej Raw Air został odwołany. W poprzednim sezonie triumfatorem norweskiej imprezy był właśnie Stoch, który dopiero w listopadzie otrzymał ogromną czarną „paterę” za wygraną w skandynawskich zawodach. Tym samym po Mistrzostwach Świata mieliśmy dwutygodniową przerwę od Pucharu Świata, a zawodnicy powrócili do pierwszoligowych zawodów dopiero w Planicy. Start Stocha w Słowenii zdecydowanie nie należał do udanych. Sam zawodnik wielokrotnie podkreślał, że męczył się na skoczni. Planica jest jednym z ulubionych miejsc Kamila Stocha w kalendarzu Pucharu świata, jednak w tym roku atmosfera i okoliczności były nieco inne niż w poprzednich latach.

Planica jest dla mnie wyjątkowym miejscem i zawsze chcę latać tam tak daleko, jak tylko to możliwe i czerpać jak najwięcej radości z lotów – podkreślał. Niestety w ostatnim akcencie sezonu, Stoch po raz pierwszy tej zimy nie zakwalifikował się do finałowej serii i dwukrotnie zajął dopiero 32. pozycję. – W trakcie tego weekendu moje serce krwawiło bo nie byłem w stanie nic zrobić. Pobyt tutaj to jeden wielki koszmar i dramat. Nie wyśniłbym sobie tego w najczarniejszych scenariuszach – skomentował rozgoryczony. Stoch już kilkukrotnie w tym sezonie miewał nieco słabszą formę, jednak kryzys nie był tak duży, jak w Planicy. Na słabszą dyspozycję wpłynęło wiele czynników, a sam zainteresowany chce o tym jak najszybciej zapomnieć i wrócić spokojnie do domu. – Brakuje dobrych skoków, energii z progu i odpowiedniej pozycji najazdowej. Jest wiele elementów, które tutaj totalnie nie grały. Nie chcę w to teraz wchodzić, chcę odpocząć i zapomnieć o tym, co się tutaj wydarzyło. Była to dla mnie jedna wielka mordęga – komentował po ostatnich zawodach na Letalnicy, dodając: – Wyjeżdżam z totalnym rozczarowaniem i niesmakiem. Ale taki jest sport. Są chwile radosne, są chwile smutne – podsumował na antenie TVP Sport.

Mimo widocznego rozczarowania finałowymi lotami, Kamil Stoch znalazł pozytywne wspomnienia z tej zimy. – Było wiele radosnych chwil, ale też sporo trudnych sytuacji, jednak koniec końców sezon na plus. Na szczęście udało mi się tutaj przetrwać, stoję o własnych siłach – ocenił Stoch. Na ten moment trzeci zawodnik końcowej klasyfikacji generalnej Pucharu Świata myśli o odpoczynku i powrocie do domu, jednak już wypatruje kolejnych treningów i skoków. – Myślę, że uda mi się oddać jeszcze kilka lub kilkanaście fajnych skoków, a przede wszystkim lotów – skwitował.

 

Kolejne wyśrubowane rekordy

Kamil Stoch jest jednym z najwybitniejszych sportowców tej dyscypliny. W sezonie 2020/2021 dorzucił trzy kolejne wygrane i na swoim koncie ma już 39 triumfów w zawodach Pucharu Świata, co daje mu ex aequo z Adamem Małyszem trzecie miejsce w klasyfikacji wszech czasów. Jako jedyny skoczek w historii przez 11 lat z rzędu przynajmniej raz w roku triumfował w zawodach najwyższej rangi. W swojej zdobyczy ma również trzy indywidualne złota olimpijskie, tytuł mistrza świata, trzy wygrane w Turnieju Czterech Skoczni oraz dwie Kryształowe Kule. Do osiągnięcia „wielkiego szlema” skoków narciarskich brakuje mu jedynie indywidualnego złota w Mistrzostwach Świata w lotach. Do tej pory dokonał tego jedynie Fin Matti Nykaenen, wygrywając złote medale olimpijskie, mistrzostw świata, mistrzostw świata w lotach oraz triumfując w Turnieju Czterech Skoczni i końcowej klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

W przyszłym sezonie imprezą docelową będą Igrzyska Olimpijskie w Pekinie. Z zawodów tej rangi Kamil Stoch ma już cztery medale – trzy indywidualne złota i jeden brąz drużynowy. Czy „Rakiecie z Zębu” uda się nawiązać do tych osiągnięć mimo słabszej końcówki sezonu? Z doświadczenia wiemy, że Kamil Stoch nigdy się nie poddaje i jak sam podkreślał, żeby raz wygrać, trzeba sto razy przegrać.

 

Anna Fergisz,
źródło: informacja własna / TVP Sport

 

Podziel się:

Dodaj komentarz