You are currently viewing Życiowy sezon Andrzeja Stękały. Miał kończyć karierę, teraz myśli o wygrywaniu
Andrzej Stękała (fot. Julia Piątkowska)

Życiowy sezon Andrzeja Stękały. Miał kończyć karierę, teraz myśli o wygrywaniu

Jeszcze rok temu wydawało się, że słuch o Andrzeju Stękale zaginął… Obecnie 25-latek z Dzianisza jest jednym z najlepszych polskich skoczków narciarskich. Sezon 2020/2021 zakończył na szesnastym miejscu w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Na swoim koncie zanotował też dwa medale imprez mistrzowskich, w Planicy i Oberstdorfie. To zdecydowanie była zima „Jędrusia”, nazywanego tak przez swoich kolegów z drużyny.

 

Pojawił się i… zniknął na cztery lata

W Pucharze Świata zadebiutował 19 grudnia 2015 roku w Engelbergu. Prawo startu w zawodach najwyższej rangi wywalczył dzięki świetnym występom w Pucharze Kontynentalnym, w którym na początku sezonu 2015/2016 trzykrotnie meldował się na podium. Od tego momentu do końca zimy rywalizował w Pucharze Świata. Już podczas pierwszego w karierze pierwszoligowego konkursu zdobył pucharowe punkty, zajmując w Engelbergu 27. miejsce. Przez prawie całą zimę regularnie kończył rywalizację w czołowej trzydziestce, dzięki czemu ostatecznie zajął 34. miejsce w końcowej klasyfikacji. Skoczek z Dzianisza zdobył łącznie 105 punktów, a najlepszym rezultatem było szóste miejsce w Trondheim. Na „mamuciej” skoczni w Vikersund ustanowił też imponujący, 235 metrowy rekord życiowy w długości lotu.

Tak dobry debiutancki sezon w elicie, dawał nadzieję na jeszcze lepszy kolejny. Niestety przez następne cztery lata nie udało mu się zdobyć ani jednego punktu Pucharu Świata. Sezon 2015/2016 był ostatnim, w którym swoją pracę jako trener wykonywał Łukasz Kruczek. Następnie szkoleniowcem Biało-Czerwonych został Stefan Horngacher, za którego kadencji Andrzej Stękała (mimo siedmiu podejść), ani razu nie zapunktował. W rozmowie z Antonim Cichym z TVP Sport podkreślił, że jego współpraca z Austriakiem nie przebiegała tak, jak powinna. –Miał zamkniętą grupę i trudno było się do niej dostać. Jak komuś się nie udało na samym początku, to tak jakby było pozamiatane – stwierdził.

Na długą absencję Polaka w Pucharze Świata nie wpłynęły jednak wyłącznie relacje z rygorystycznym trenerem. – Wiem, że sam popełniłem dużo błędów i wyglądało to tak, a nie inaczej. Wyciągnąłem jednak wnioski i podejrzewam, że takich błędów już nie popełnię. To sprawy prywatne, o których raczej nie rozmawiam – dodał.

 

Przełomowy sezon i wielkie nadzieje

Droga Andrzeja Stękały do pierwszego podium PŚ była długa i kręta. Jeszcze przed sezonem 2020/2021 absolutnie nikt nie oczekiwał po skoczku z Dzianisza regularnego meldowania się w czołowej trzydziestce, czy dziesiątce zawodów. Nawet podczas letnich zmagań poprzedzających zimowy sezon, łącznie zdobył zaledwie dwa punkty do klasyfikacji LGP. Apetyt rósł jednak w miarę jedzenia. Coraz lepsze skoki w trakcie zimy sprawiły, że pojawiały się nadzieje na upragnione podium.

Konkurs drużynowy w Wiśle, który zainaugurował sezon 2020/2021 był jedynym, w którym w czteroosobowym składzie Biało-Czerwonych, Stękały zabrakło. Wtedy miejsce w drużynie, obok pewniaków (Stocha, Kubackiego i Żyły), zajął Klemens Murańka. W konkursie indywidualnym na skoczni im. Adama Małysza, 25-latek uplasował się już na 19. pozycji, będąc trzecim ogniwem polskiej kadry. Z Wisły Polacy udali się do Ruki, gdzie w pierwszym konkursie „Jędruś” zajął jedenastą lokatę. Kolejnego dnia nie zdołał awansować do finałowej serii, kończąc zmagania na 33. pozycji. Był to jeden z zaledwie dwóch konkursów w całym sezonie, w którym nie udała mu się sztuka awansu do punktowanej trzydziestki.

Po absencji w Niżnym Tagile, do którego nie udali się najlepsi polscy skoczkowie, na Mistrzostwach Świata w lotach w Planicy Stękała pokazał, że ten sezon może być przełomowym momentem w jego karierze. 25-latek w pełni wykorzystał szansę (i kredyt zaufania) otrzymaną od Michała Doležala i rywalizację indywidualną zakończył na bardzo dobrym dziesiątym miejscu. W konkursie drużynowym razem z Kamilem Stochem, Piotrem Żyłą i Dawidem Kubackim zajął trzecie miejsce, sięgając tym samym po swój pierwszy w karierze, brązowy medal.

Tuż przed świętami Bożego Narodzenia, zajmując siódme miejsce w Engelbergu, skoczek z Dzianisza otarł się o swój najlepszy rezultat w karierze. Kolejnym ważnym przystankiem w kalendarzu był Turniej Czterech Skoczni. Stękała w niemieckiej części imprezy w Oberstdorfie i Garmisch-Partenkirchen, zajmował odpowiednio siódme i dziesiąte miejsce. Pierwszy austriacki konkurs w Innsbrucku zakończył na 18. miejscu. Był to jedyny występ w całym noworocznym turnieju, w którym skoczek klubu AZS Zakopane znalazł się poza czołową dziesiątką, ponieważ w Bischofshofen zameldował się na ósmej pozycji. Finalnie w prestiżowej noworocznej imprezie wywalczył znakomite, szóste miejsce.

Świetna passa Polaka trwała dalej. Tuż po intensywnej turniejowej rywalizacji, Stękała poprawił swój najlepszy pucharowy rezultat, plasując się na piątej pozycji w Titisee-Neustadt. Podczas styczniowego konkursu w Zakopanem kibice wiązali ogromne nadzieje ze świetnie spisującym się Polakiem. Konkurs na Wielkiej Krokwi im. Stanisława Marusarza, 25-latek zakończył na piątym miejscu, wyrównując tym samym najlepszy rezultat w karierze. W kolejnych konkursach Stękała nieco obniżył loty, meldując się w drugiej i trzeciej dziesiątce pięciu kolejnych konkursów (w Lahti, Willingen i Klingenthal). W lutym Zakopane po raz kolejny gościło najlepszych skoczków globu, w ramach zastępstwa za przedolimpijską próbę w Zhangjiakou. I właśnie w sobotnim konkursie indywidualnym w stolicy polskich Tatr, Andrzej Stękała po raz pierwszy w karierze stanął na wymarzonym podium, meldując się na jego drugim stopniu. Co więcej, do sensacyjnego zwycięstwa zabrakło mu zaledwie… 0,3 punktu! Od Polaka lepszy okazał się wtedy jedynie Japończyk Ryoyu Kobayashi. Przed niedzielnym konkursem na skoczni im. Stanisława Marusarza w roli faworyta stawiano kapitalnie dysponowanego Polaka, jednak wszelkie nadzieje zostały pogrzebane wraz z dyskwalifikacją za zbyt niską wagę zawodnika, która stanowiła dla niego bardzo nieprzyjemny, zimny prysznic.

Czas na najważniejszą imprezę sezonu miał jednak dopiero nadejść, tuż po rywalizacji w rumuńskim Rasnovie, gdzie Polak nie zachwycał. Mistrzostwa Świata w narciarstwie klasycznym w Oberstdorfie były pierwszymi w karierze naszego reprezentanta. Konkurs na normalnym obiekcie Stękała zakończył na 30. miejscu, zaś na skoczni dużej uplasował się na 21. pozycji. Z Oberstdorfu Stękała nie wrócił jednak z pustymi rękami. W konkursie drużynowym, w składzie identycznym do tego z czempionatu w lotach, wywalczył kolejny brązowy krążek. Finał sezonu, który jak co roku odbył się w Planicy, Stękała kończył odpowiednio na 18., 36. i 15. miejscu. Cały sezon 2020/2021 w wykonaniu skoczka z Dzianisza jest bez wątpienia przełomowym momentem w jego karierze. W trakcie niedawno zakończonej zimy zdobył 473 punkty do klasyfikacji generalnej. Do tej pory w jego najlepszym sezonie zdołał uzbierać 105 „oczek”, czyli ponad czterokrotnie mniej. Czy najlepsze jeszcze przed nim?

 

Ciężka praca… popłaca.

Kariera Andrzeja Stękały to czas wzlotów, ale też uczących pokory upadków. Kilkukrotnie reprezentant AZS-u Zakopane myślał nawet o odstawieniu nart na dobre, jednak na całe szczęście, tak się nie stało. – Za dzieciaka zdobyłem jedną statuetkę i to z jej powodu nie skończyłem skakać. Jak byłem mały, postanowiłem sobie, że jeśli do pewnego wieku nie zdobędę żadnej, to rzucam skoki. I chyba w ostatnim sezonie, jak już zakładałem, że kończę, wylądowałem na szóstym miejscu w „generalce” ligi szkolnej – przyznał. Po świetnym sezonie 2015/2016, przeżywał jednak ciężkie chwile, nie tylko w swojej sportowej karierze, ale i życiu prywatnym. Między sezonami musiał dorabiać jako kelner, stając przed trudnym zadaniem pogodzenia pracy i treningów.

Udało mi się znaleźć pracę, którą można było połączyć ze skokami i dzięki temu ich nie rzuciłem. Gdybym takiej nie znalazł, to pewnie wybrałbym tylko pracę. Nie widziałem wtedy perspektyw na utrzymywanie się ze skoków. Ale mogłem kontynuować treningi. Cieszę się, że tak się stało. Miałem obok siebie wielu, którzy namawiali mnie, żebym nie kończył – przyznał. Droga Andrzeja Stękały z pewnością nie była usłana różami. Dzianiszanin musiał włożyć wiele pracy by móc być w tym miejscu, w którym obecnie się znajduje. – Zawsze powtarzałem, że nie mam talentu, tylko pracą i determinacją tyle osiągnąłem. Może nie osiągnąłem niczego wielkiego, ale to co zrobiłem, to dzięki pracy. Nigdy nie powiem, że mam talent do skakania – ocenił Stękała.

Sezon 2021/2022 będzie wyjątkowy, choćby ze względu na zbliżające się Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Pekinie. Sądząc po progresie Andrzeja Stękały, który jeszcze w sezonie 2019/2020 skakał w Pucharze Kontynentalnym, oczekiwania na dobry udział podczas olimpiady są w pełni uzasadnione. Skoki narciarskie, tak jak każdy sport, są nieprzewidywalne i w ciągu jednego sezonu może wiele się wydarzyć. Doskonałym przykładem jest Halvor Egner Granerud, który w sezonie 2019/2020 zdobył zaledwie osiem pucharowych punktów, a już kolejnej zimy sięgnął po Kryształową Kulę. Jak na swój dalszy progres zapatruje się Polak? – Chcę zdobyć medal olimpijski. Złoty medal. I dużo wygrywać. Ale to są cele, które mam w sercu, nie muszę o nich mówić. Wolę pracować, żeby to zdobyć – zadeklarował.

 

Anna Fergisz,
źródło: TVP Sport / informacja własna

 

Podziel się:

Dodaj komentarz